Zaczęło się niepozornie. Były wybory, miała powstać po nich koalicja POPiS. Tak przynajmniej ja zrozumiałem. Prawda była taka, że po wyborach miały być popisy. I były. Co ja mówie - są do dzisiaj. Zaczęły się nawet przed tamtymi wyborami. Otworzył je J. Kurski, pełniący w PiS zaszczytną funkcję człowieka mowiącego to czego przewodniczący nie powie bo kulturalnemu mężczyźnie po prostu nie wypada, ogłaszając wszem i wobec, że D.Tusk miał dziadka w wehrmachcie. Zadecydowało to o wyniku wyborów prezydenckich(a przynajmniej większość komentatorów tak twierdzi). Następnym popisem było pokłocenie się i koalicja PiSu z "przystawkami". PO oczywiście nie mogło dopuścić by PiS wyprzedził ich w popisach. Jak Kaczor wziął Leppera do rządu to Donald nie byłby sobą dgyby nie wyrzucił co rozsądniejszych ludzi z zarządu partii. Potem mieliśmy dwa lata kłocenia się o wszystko, konferencje z wibratorami i pistoletami z jednej a niszczarkami i dyktafonami z drugiej strony. Ni było aresztowań - były "wielkie sukcesy w walce z przestępczością" i "prześladowania polityczne". Niezależnie zresztą od zarzutów. Jedni i drudzy "bronili demokracji".
Potem nadeszły przedterminowe wybory. Partie szły łeb w łeb. Wielkie starcie "Polski solidarnej" z "Polska liberalną". Zaraz zaraz? czyli liberalizm wyklucza solidarność? Tak, oczywiście to jest kolejny popis naszych pupili. Tym razem popisali po słowniku języka polskiego. I tak oto słowo liberalizm nie oznacza już ideologii wolnościowej. Jest to teraz zaprzeczenie solidarności. Dziękujemy wam o światli lingwiści spod znaku PiS. Profesor Miodek został właśnie wykształciuchem, a pani absolwentka kierunku kosmetologia z elementami teologii na wyższej szkole Eustachego Cebuli w Pcimiu dolnym - inteligentką. Tym razem brawa dla Donka.
Wracając jednak do tematu ostatnich wyborów, od którego nieco odbiegliśmy, czas opisać kolejny popis. Patetyczna kampania - mamy tutaj starcie tych dwóch wizji kraju, kaczyzmu z demokracja, prawa z bezprawiem itp. No w ogóle sprawa smiertelnie poważnie wygląda. Partie idą łeb w łeb aż PO wygrywa zdobywając rzutem na taśmę olbrzymią przewagę. Decydujące okazały się... sceny z płaczącą panią Sawicką. Drodzy wyborcy składam oświadczenie, że za 13 tysi miesięcznie(i drugie tyle na biuro) dla mnie i dla moich 200 kolegów to ja moge nawet na wizji sie pociąć niczym prawdziwy emo. A jak ja nie pasuję to może moja dziewczyna? Przemyślcie to.
Po wyborach wcale smutniej nie jest. PiS małpuje PO sprzed dwóch lat, J. Palikot - taki POwski odpowiednik J. Kurskiego opowiada o alkoholiźmie L. Kaczyńskiego afera bo exminister Z. zniszczył swój komputer i on nie działa ale jednak działa. A tamten inny to laptopa upuścił do wanny... Stop. Oddając w przyszłych wyborach głos na którąkolwiek z tych dwóch partii skazujemy się na kolejne lata wieści typu: "Donald Tusk zjada długopisy", "Jarosław Kaczyński nie wyciera butów przed wejściem do sejmu" itp. Przedszkolaki rozpędzają się w brojeniu tak długo aż dostaną lanie. Ze zdziecinniałymi politykami trzeba postąpić tak samo. Następne wybory to dobra okazja do powiedzenia panom Tuskowi i Kaczyńskiemu x2 "spieprzać dziady".


Komentarze
Pokaż komentarze (1)