Ostatnio znów zrobiło się głośno wokół Piusa XII po podpisaniu przez Benedykta XVI dekretu o heroiczności jego cnót. Dekret ten otwiera drogę do beatyfikacji tego – kontrowersyjnego dla środowisk żydowskich i lewicowych – papieża. Nad wszystkim, co dotyczy Piusa XII, ciąży propaganda sowiecka z okresu zimnej wojny oraz to, że Pius XII nie wykonał żadnych medialnych gestów w obronie Żydów. Wybrał metodę organicznej pomocy bez zbędnego rozgłosu.

Zasadnicze pytanie brzmi: Co jest lepsze: głośno krzyczeć i protestować przeciwko czemuś, co nieuniknione, czy raczej skutecznie ratować… bez zbędnego rozgłosu?
Uratowałem pokój dla mojego pokolenia – krzyczał Chamberlain po powrocie z konferencji w Monachium w 1938 roku. Z Daladierem, premierem Francji, oddał Hitlerowi część Czechosłowacji. Działali bez mandatu tych, w imieniu których decydowali (sic!!!). Rok później, 3 września 1939, Anglia i Francja wypowiedziały Niemcom wojnę. Ich rządy głośno protestowały przeciwko agresji na Polskę i… nie zrobiły nic. Dosłownie NIC.
Podzielam opinię kard. W. Kaspera, który powiedział, że beatyfikacja jest wewnętrzną sprawą Kościoła. Natomiast zastanawia mnie fakt, że archiwa watykańskie dotyczące pontyfikatu Piusa XII będą w pełni otwarte dopiero za 5-6 lat. Skoro jest tak, że wszystko, co dotyczy tego papieża jest jasne i klarowne i nie ma nic z tych rzeczy, które przypisują mu nieprzychylni, to nie ma powodu, by nadal to ukrywać. Znane są sprawy do 1939 roku, warto poznać całość i wytrącić krytykom Piusa XII oręż.
Niedopowiedzenia i ociąganie się w tej materii budzą uzasadnione wątpliwości.


Komentarze
Pokaż komentarze