14 obserwujących
41 notek
74k odsłony
  2109   2

3 następne statki

 16 październik 1990

Niestety zapomniałem wziąć mój prywatny dziennik okrętowy na Fionię, ale był to statek bliźniaczy i ta sama linia.

Po Fioni zamustrowałem znów na Boringię. Za dwie godziny Hamburg Eurokai.

Na statku są dwie damy - kucharka i aspirantka (czyli praktykantka) oficerska.

Obie mi się podobają.

Moje radio japońskie świetnie odbiera Wolną Europę i BBC i w ogóle co chcę. Ma już 10 lat a cyfrowe, automatyczne wyszukiwanie stacji, i modulacja SSB czyli można podsłuchiwać okrętowe radiostacje i wszystko wielkości 2 paczek papierosów.

Zmiennik zostawił w lodówce flaszkę ginu i parę piw. Trzeba będzie to uporządkować, bo nie lubię bałaganu.

Stoimy w Zeebruge, a wczoraj w Rotterdamie miałem okazję podsłuchać na ukaefce manewrów jakiegoś polskiego statku na kanale 15.

Nie były to oczywiście jakieś zwykłe manewry, jak u nas na Boringii.

Mieli dziób/rufa 4+3 w tym część stalowych. Cumownicy (idioci jacyś) długo nie mogli się z tym uporać, a następnie na windach zacięły się kuplungi, więc je naprawiali ze dwadzieścia minut.

Następnie liny wybrano „ale szybciutko, żeby się w śrubę nie wkręciły”, a drugi podał hol z prawej panamy.

U nas wszystkie manewry są beznadziejnie szare, zwykle i nic się ni dzieje. W końcu kanał 15 zamilkł, a po 10 minutach niektórzy ośmielili się nieśmiało go zacząć używać.

Jest 21 Październik 1990 i właśnie wyjechaliśmy z Le Havre.

Staliśmy na nowym miejscu, przed śluzą Normadie Terminal. Jakiś polski kontenerowiec wychodził, więc znów polska mowa w ukaefce.

Teraz jesteśmy na Biscayu,o 1200 był Ushant.

Jest fala, bryzgi idą na mostek, ale widzialność jest dobra.

Po wachcie czytałem sobie „Przekrój” i leżałem słuchjąc na pierwwszym planie Wolnej Europy, a na drugim jazzu Namysłowkiego, kiedy zadzwonili do mnie z mostku, że jakiś statek mnie woła.

Okazało się, że to mój kumpel ze szkoły morskiej mieszkający w Norwegii Adam Puścion mnie wołał, a jechał na samochodowcu z Japonii. Gadaliśmy z 15 minut.

Adam wiedział, że żegluję na Boringii i powiedział mi, że zawsze jak zobaczy duży kontenerowiec, to woła Boringię, wychodząc ze słusznego założenia, że jak to nie Boringia to po prostu nie odpowie.

Tak było i tym razem, zobaczył nas na 5 milach, zawołał Boringię i trafił.

Po odłożeniu słuchawek Stary pyta mnie jak to on mógł przeczytać nazwę statku z pięciu mil. Powiedziałem , że w Polsce są oprócz konkursowych egzaminów do szkół morskich również konkursowe komisje lekarskie, przechodzą tylko ci, co mają najlepszy wzrok.

22 październik 1990

Minęliśmy Finisterre i jedziemy po wielkiej wodzie. W Le Havre zaokrętował nowy radiooficer. Wygląda na 55 lat, średniego wzrostu, gęste, siwe włosy, perkaty nos i monstrualny brzuch. Pochodzi z Johanesburga, ale w Danii mieszka od 30 lat.

Najwięcej uciechy sprawia mi widok jak je.

Stara się ograniczać i nakłada sobie maleńkie porcyjki, co chwila odkłada sztućce, składa ręce pod brodą i zastyga nieobecnym spojrzeniem gdzieś poza.

Potem z wyraźna niechęcią, ba z obrzydzeniem nawet przystępuje do jedzenia.

Jest bardzo sympatyczny ale rozmawia tylko po angielsku.

Mój wachtowy marynarz jest ode mnie o rok starszy oraz składa się z brzucha i czarnej brody.

Nie ma żony, ani dzieci, ani domu, ani w ogóle nic.

Przeżywa jedynie rozkosz jedzenia, błogość trawienia i pewnie orgazm wypróżnienia.

15 październik 1990

Wczoraj była u mnie Ulla - aspirantka.

Wróciła z miasta, a ja akurat stałem na pokładzie i jadłem kanapkę. Zaczęliśmy gadać o mojej kanapce.

Fajna dziewczyna, ma 23 lata i chce iść do szkoły morskiej. Ciekawe co jej macica sądzi o życiu na statku.

Słucham szantów Porębskiego, które towarzyszyły mi jak się uczyłem do egzaminów z prawa morskiego po duńsku. Daleko mi było wtedy do statków i pływania, myślałem, że się nie uda. Ale się udało i mam 17000 koron pensji.

Czytam Jasienicę „Rzeczpospolita Obojga Narodów”. Oprócz tego czytam jeden kryminał po duńsku a drugi po angielsku. Ciekawe, czy pamiętam jeszcze rosyjski? A przecież do języków jestem głąb.

Chyba wrócę do Polski i zamieszkam w Gdyni, jak uzbieram na mieszkanie. Taka chętka mnie nachodzi szczególnie, jak se puszczę kasetę z Czerwonymi Gitarami..

Przychodzę zawsze na kolacje trochę później. Przeważnie zastaję taki widok:

Johnny, ten grubas Radio siedzi, rączki złożone pod brodą, na jednej trochę ketchupu, na drugiej niezauważony balasek majonezu, a naookoło po stole rozrzucone tabaski, przyprawy, remolady, majonezy i ketchupy.

Spojrzenie Johnnego nieobecne i sentymentalne, na talerzu dwa potężne kotlety na które Johnny zezuje jak mu się wydaje, że nikt nie patrzy.

- No trzebaby spróbować tej kiełbaski - przyznaje i kieruje się do bufetu - ależ one wielkie te kiełbasiska - kryguje się i wraca z kiełbachą jak wałek od tapczna, sterczącą z obu stron talerza.

Lubię to! Skomentuj6 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości