19 obserwujących
50 notek
95k odsłon
  3270   3

Daleki Wschód 2

Kpt.ż. w .Piotr Trzebuchowski

    Abs. WN WSM 1975

                 Gdyniaimage

NA LINII CHINY - KOREA (Prywatny Dziennik Okrętowy)

Busan (1/331), 28 kwietnia 2002

Przyleciałem czterema samolotami do Busan na statek “New Orient” ( Jak pisałem w poprzednim dzienniku z „New Orient” to po chińsku „Shing Tong”, a potocznie zwany jest „ starym, zardzewiałym wiadrem”.). Mojej opinii o lotach samolotowych nie zmieniłem. To znaczy, że wolałbym na koniu niż samolotem.

Oprócz normalnego sterssu świeżego zamustrowania, do którego jestem już przyzwyczajony, doszedł dodatkowy stress. Otóż kapitan, którego zmieniałem posiał gdzieś numer i klucz do kasy pancernej. Okrętową gotówkę 18 172 dolary przekazał mi w plastikowej torbie i pojechał do domu.

Chciałem wyjść do miasta, ale bałem się zostawić taką kupę pieniędzy w kabinie. Statek ma parę lat i z doświadczenia wiem, że może być wiele podrobionych kluczy do kapitańskiej kabiny. Jakby ktoś zwędził, to cały kontrakt pływam za darmo.

Wsadziłem więc szatpel pieniędzy gruby jak cegła do kieszeni kurtki i wychodzę. Zupełnie zapomniałem, że Korea Południowa jest w stanie wojny z Koreą Północną i wszystkie bramy w porcie sa mocno strzeżone i jeszcze trzeba za każdym razem przejść przez elektroniczną bramkę, jak na lotnisku. I kiedy przechodziłem przez tę bramkę bramka zaczęła dzwonić jak wściekła. Zapomniałem, że miałem też w tej kieszeni pęk kluczy. Wyjąłem klucze, pokazałem strażnikowi i ten mnie przepuścił.

Doszedłem do Texas Street i przypomniałem sobie, że właściwie przekraczam granicę państwa, a przekraczając ją powinienm zdeklarować sumę gotówki większa niż 2 tysiące dolarów. Zawróciłem szybko na statek. Na szczęście był ten sam strażnik, pamiętał mnie i wpuścił bez problemów. Niby kapitan, a takie głupoty robi.

29 kwietnia 2002, koło wyspy Cheju Do

Jestem 300 dolarów w plecy. Nie wiem gdzie sie podziały, jakbym wiedział, nie byłbym w plecy. Wściekly jestem, ale to dlatego, że nie mam safesu i trzymam pieniądze raz w kieszeni, raz w bucie. Wypłaciłem ludziom dokladnie 7 tysięcy dolarów-liczyłem dwa razy.

Ningbo (2/332) 1 maja 2002

Jak widać zaliczyłem już 332 zawinięcia jako kapitan do portów, co się automatycznie wiąże z 332ma odwinięciami, czy też wywinięciami z tych samych portów.

 Pogodę po Busan miałem fatalną. 2 doby przed „shallow water” , gdzie jadę szorując brzuchem po piasku zrobiła się taka mgła, że ładowni przez te 2 dni nie widziałem.


image


Potem się na chwilę przetarło, a potem znowu tak się zamgliło, że moi piloci nie widzieli miejsca gdzie mnie mają zacumować. W końcu „maszyna stop”, podaję liny, a tu przybiega Chińczyk i krzyczy z kei, że mamy iść 200 metrow do tyłu.

Czy można opisać podejście do starego Szanghaju podczas złej widzialnośći? Można próbować, ale najlepiej stanąć wtedy na mostku, jako kapitan.

Allan, chiński biznesmen, którego ładunek miałem wieźć, chciał mi doładować 5 tysięcy ton, na zanurzenie 9 metrów. Nie mógł zrozumieć, że wolno mi tylko ładować na 8.27 m., po pierwsze w zgodzie z charter party, a po drugie w związku z mieliznami na podejściu. W końcu zażądał wydruku stateczności. Oczywiście dostał , co chciał.

Uporałem się z raportami na koniec miesiąca, poczta na DHL i FedEx gotowa. Na dokładkę szukając zaginionych 300 dolarów znalazlem karteczkę z szyfrem do kasy pancernej. Dostałem z Hamburga zgodę na zakup nowej kasy, ale po co kupować, jak stara dobra.

Szanghaj (3/333),2 maja 2002

Po dwukrotnym rzucaniu kotwicy i przepompowaniu 100 litrów adrenaliny zacumowałem w końcu w Szanghaju. Tym razem ruch, nawet jak na Szanghaj był wyjątkowo gęsty - barki jechały w 5 „kolejkach” obok siebie. Na dziobie każdej barki stała żona kapitana i pokazywała rękami w którą stronę skręca, jak na rowerze.

No, załadowali przyzwoicie, czyli nie przeładowali i o 0130 ruszamy w drogę powrotną. Sześć godzin z pilotem, przez wody Jangcy i Szanghaju i może się uda zdrzemnąć. Przedtem szklaneczka „Johnnie Walkera”, którego butelkę zostawił poprzednik, a którego nie próbowałem od czasów PLO (reprezentacja) w roku 1986. Na szczęście w kantynie mignęła mi butelka J&B. Dobę mam do Busan i dwa dni przy kei w Busan. Jeszcze 19 tylko Szanghajów i wracam do domu.

5 godzin jechałem po Jangcy z pilotem przy widzialności 1-2 mile. Zdałem pilota o 0518, wysłałem raporty i marzylem sobie, że pójdę do wyra, a tu chief mi melduje, że widzialność 5 metrów. Byłem już na morskich obrotach, 17 węzłów i przejechałem redę robiąc zwroty po 40 stopni przed watahami dżonek, które widziałem na radarze, teraz jest siódma i dalej mleko. Mam nadzieję, że nie będę stał na mostku do wieczora. Idę coś zjeść na śniadanie, chief ma też dyplom kapitana.

No, jest dziewiąta, chieff śpi, a ja dalej na mostku, Może do dwunastej pogoda się wyklaruje? Mam nadzieję, jestem już dobę na nogach. Na prawdę mam już dość statków, mórz i oceanów, chiefów, kontenerów i obcych krajów. Chcę spać co noc we własnym łóżku, mieć wszystkie weekendy i święta w domu!

Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości