HOTEL PARADISO
( memento )
XIII dzielnica. Paryż. 29 czerwca 2028. Godz. 22:39.
… Nasz Czat wyliczył to bardzo dokładnie. Prawidłowa odpowiedź brzmi: 7, tyle razy w tygodniu, średnio, dostajesz z liścia od swojej żony. – Joker rozwiał wszelkie wątpliwości, a prezydent Minion był na skraju załamania.
Prowadzący nie tracił czasu i szybko znalazł się przy kanclerzu Niemiec.
- Pytanie do kanclerza Hackena.
- Kategoria: turystyka.
- Pytanie: Ilu neoimigrantów Niemcy podrzucili do Polski w latach 2024 – 2027 ?
a) między 10.000 a 30.000
b) między 30.000 a 50.000
c) powyżej 50.000
Po uwolnieniu ust, kanclerz długo milczał i długo zabijał wzrokiem Jokera, aż w końcu powiedział:
- Już nie żyjesz … odpowiedź c.
Gong oznajmił wszystkim koniec czasu na odpowiedź.
Joker pogłaskał po głowie kanclerza i powiedział:
- Już traciliśmy nadzieję … Guuut … gut Niemiec.
W offie, widzowie mieli dużą radochę. Rozległy się okrzyki i brawa.
Tablica wyników za kanclerzem Niemiec pokazała 18 procent prawdy w prawdzie.
- A swoją drogą, panie kanclerzu, to nieładnie podrzucać, podobno dobremu sąsiadowi, destrukcyjnego dla cywilizacji elementu, do tego, w ilości hurtowej. Tak, nie robią przyjaciele.
Prowadzący program poszedł na środek studia i oznajmił radosnym głosem:
- Za nami sześć rund ! ... Walka jest niezwykle wyrównana ! … A teraz, szanowni widzowie … pora na blok reklamowy ! …
***
Blok reklam przemknął szybko jak strzała Robin Hooda.
Joker „Bezz” Atu kontynuował prowadzenie programu, który bił w sieci wszystkie rekordy oglądalności.
- Uwaga ! Pytanie finałowe … dla obu graczy !
- Kategoria: wypadki lotnicze.
- Pytanie: Czy wydałeś polecenie przeprowadzenia zamachu na polskiego prezydenta ?
a) tak
b) nie
Joker wyjął gałgan z ust prezydenta Miniona.
- To nie ja … to nie my … nic o tym nie wiem … Nie mam z tym nic wspólnego … Nie …
Czas na odpowiedź minął wraz z gongiem.
Joker pogłaskał prezydenta Francji po głowie, a z offu dobiegły odgłosy zadowolonej widowni.
Wynik prezydenta Miniona skoczył do 27 procent prawdy w prawdzie.
Prowadzący stanął przy fotelu kanclerza Hackena.
- Pytanie: Czy wydałeś polecenie przeprowadzenia zamachu na polskiego prezydenta ?
a) tak
b) nie
Gałgan został odsunięty od ust kanclerza, ale ten milczał i patrzył przed siebie z zaciśniętymi ustami. Trwał tak przez 30 sekund, które zakończył gong.
Joker „Bezz” Atu odpiął guzik od marynarki i powiedział:
- Gratulacje panie kanclerzu ! Został pan pierwszym wicemistrzem naszego teleturnieju. A oto nagroda …
Joker sprawnym ruchem wyjął pistolet z kabury pod marynarką, przeładował broń, przystawił lufę do czoła kanclerza i pociągnął za spust.
Ciało kanclerza Niemiec znieruchomiało, a jego głowa oparła się o fotel. Armin Hacken nie żył.
***
Obiekt miał beżową elewację z różnego rodzaju ciemnobrązowymi wstawkami. Jedna, wysoka kondygnacja, czyli parter, wyrastała swoją bryłą ponad powierzchnią ziemi.
Czarna limuzyna zatrzymała się przy schodach prowadzących do wejścia głównego. Duża, elektroniczna tablica reklamowa zamontowana nad wejściem do budynku, była bardzo ładnie wkomponowana w elewację i na niej wyświetlał się napis: „Hotel Paradiso”.
Dwóch wysokich mężczyzn, barczystych, ubranych w czarne garnitury, w czarnych, przeciwsłonecznych okularach, wprowadziło do wnętrza hotelu, przez duże, oszklone drzwi, trzeciego, wysokiego i szczupłego mężczyznę w okularach.
Cała trójka szybkim krokiem podążała w kierunku recepcjonisty stojącego za grubą przegrodą z ciemnego marmuru przykrytą beżowym blatem.
Gdy stanęli przed ladą recepcji, za którą stał ciemnowłosy mężczyzna w granatowym uniformie, jeden z konwojentów wyrecytował po włosku odpowiednią formułkę.
- Funkcjonariusz drugiego stopnia, Nonangelo, melduje doprowadzenie pensjonariusza.
- Dziękuję. – odpowiedział recepcjonista i zwrócił się po niemiecku do konwojowanego:
- Witamy w hotelu Paradiso. Poproszę imię i nazwisko.
Konwojowany był w dobrym nastroju i z trudem powstrzymywał się od śmiechu.
- Dobre … naprawdę dobre … To gdzie są te ukryte kamery ? – spytał rozbawiony rozglądając się po dużym, hotelowym holu.
Recepcjonista był zdecydowanie poważniejszy.
- Proszę podać swoje imię i nazwisko, w celu identyfikacji.
Konwojowany bawił się świetnie.
- Niech pan chociaż wskaże ruchem głowy, gdzie jest ta ukryta kamera …
- Tutaj nie ma żadnych ukrytych kamer, są tylko takie, które widać. Zgodnie z Konwencją Jerozolimską z 33 roku, na tym poziomie panuje pełna jawność i transparentność.
- Konwencja Jerozolimska ? … Z 33 roku ? … Przecież mamy dopiero 2028 …
- Chodzi o rok 33 wasz… naszej ery. – doprecyzował recepcjonista.
Uśmiech nie schodził z oblicza doprowadzonego mężczyzny.
- Nie no, świetny żart … Prezydent Minion naprawdę się postarał.
- Muszę dokonać pańskiej identyfikacji. Tego wymagają przepisy. – kontynuował poważnym tonem recepcjonista.
- Dobrze, więc co mam robić ? – spytał wesołym tonem mężczyzna.
- Proszę podejść tam. - wskazał ręką recepcjonista.
Konwojowany stanął przy ścianie, dwa metry od lewego końca lady recepcyjnej.
- Proszę unieść głowę i nie mrugając oczami, patrzeć do kamery.
Mężczyzna podniósł głowę i zaczął patrzeć prosto w kamerę zamocowaną w ścianie na wysokości około 2,5 metra.
Po 5 sekundach recepcjonista powiedział:
- Dziękuję. To było dodatkowe sprawdzenie, a teraz będzie wymagane prawem. Proszę podejść do lady.
Gdy konwojowany stanął przed recepcjonistą, ten wyciągnął spod lady płaski, prostokątny, ciemny przedmiot i położył go na blacie.
- Proszę przyłożyć prawą, rozłożoną szeroko dłoń, do wierzchu i przytrzymać, aż powiem: stop.
Mężczyzna przyłożył rozpostartą dłoń do urządzenia. Po 10 sekundach, z lewej strony urządzenia rozświetliły się trzy zielone diody.
- Stop. Można zabrać rękę.
Recepcjonista schował urządzenie pod ladę.
- Teraz, proszę podać imię i nazwisko.
Z trudem panujący nad swoją wesołością mężczyzna, odpowiedział:
- Armin Hacken.
Recepcjonista spojrzał na ekran monitora stojącego pod ladą i po kilku sekundach powiedział:
- Zgadza się, a teraz musi wypełnić pan ankietę bezpieczeństwa.
- Ankietę … bezpieczeństwa ?
- Tak, to jest niezbędne. Proszę odpowiadać na pytania, ściśle i zgodnie z prawdą. Nasza AI zweryfikuje odpowiedzi w ankiecie z faktami, a następnie ustali na jakich warunkach zostanie pan zakwaterowany w naszym hotelu.
- Acha, ale czy ta wasza AI jest dobra, znaczy się na odpowiednim poziomie ? – spytał kpiącym tonem kanclerz Hacken.
- Pan raczy żartować. To właśnie nasza firma zajmuje się przygotowywaniem oprogramowania do AI.
- Jak to, sieć hotelowa wytwarza programy komputerowe ? – zdziwił się Hacken.
- Nasza firma, oprócz sieci hoteli rozsianych po różnych wyspach, posiada kilka innych wydziałów. – wyjaśnił recepcjonista.
Po trzech minutach kanclerz Niemiec otrzymał spory plik kartek formatu A-4 i długopis.
- Mam jeszcze jedno pytanie. Co oznacza skrót MBP jaki mają na odznakach moi … ochroniarze ? – spytał, cały czas rozbawiony, Hacken.
- To są funkcjonariusze Ministerstwa Bezpieczeństwa Pie… Powszechnego, a tam …
Recepcjonista wskazał ręką na duże drzwi po drugiej stronie holu.
… Jest hotelowa restauracja. Przygotowaliśmy specjalne boksy dla gości wypełniających ankietę, a w drugiej części jest sala gastronomiczna, gdzie można zjeść i odpocząć. Mamy też taras widokowy. Zapraszam. – zakończył recepcjonista.
***
Armin Hacken usiadł na wygodnej kanapie w przytulnym i eleganckim boksie.
Kanclerz miał pełny komfort, bowiem jego konwojenci zostali na zewnątrz lokalu, a restauracja była w pełni zautomatyzowana, bez żywej obsługi.
Hacken wziął pierwszą kartkę i zaczął przeglądać pytania.
Na początku były pytania standardowe, czyli imiona, nazwisko, wykształcenie, droga zawodowa, itp. Druga grupa pytań dotyczyła wszystkich rodzajów złych uczynków wobec ludzi. Trzecia grupa pytań dotyczyła przewin wobec innych państw i narodów, czym kanclerz był wyraźnie zniesmaczony, ale najbardziej intrygujące pytanie było na końcu ankiety.
„Wschód czy zachód ?”
***
Armin Hacken przewrócił się na drugi bok i obudził …
XIII dzielnica. Paryż. 29 czerwca 2028. Godz. 22:39.
… Prowadzący nie tracił czasu i szybko znalazł się przy kanclerzu Niemiec.
- Pytanie do kanclerza Hackena.
- Kategoria: najazdy barbarzyńców.
- Pytanie: Kiedy rozpoczęła się II wojna światowa ?
a) 1 września 1939 roku
b) 17 września 1939 roku
c) 22 czerwca 1941 roku
Po uwolnieniu ust, kanclerz długo milczał i długo zabijał wzrokiem Jokera, aż w końcu powiedział:
- Już nie żyjesz … odpowiedź a.
Gong oznajmił wszystkim koniec czasu na odpowiedź.
Joker pogłaskał po głowie kanclerza i powiedział:
- Już traciliśmy nadzieję … Guuut … gut Niemiec.
W offie, widzowie mieli dużą radochę. Rozległy się okrzyki i brawa.
Tablica wyników za kanclerzem Niemiec pokazała 18 procent prawdy w prawdzie.
- Czyli, w swoich ostatnich wystąpieniach pan się po prostu przejęzyczył. Bo, przecież nikt nie może wątpić w pańską wiedzę historyczną. – Joker skomentował odpowiedź kanclerza.
Prowadzący program poszedł na środek studia i oznajmił radosnym głosem:
- Za nami sześć rund ! ... Walka jest niezwykle wyrównana ! … A teraz, szanowni widzowie … pora na blok reklamowy ! …
***
Blok reklam przemknął szybko jak strzała szefa gangu z Sherwood.
***
Prowadzący stanął przy fotelu kanclerza Hackena.
- Pytanie: Czy wydałeś polecenie przeprowadzenia zamachu na polskiego prezydenta ?
a) tak
b) nie
Gałgan został odsunięty od ust kanclerza, a ten gwizdał cichutko przez 30 sekund, które zakończył gong.
Joker „Bezz” Atu odpiął guzik od marynarki i powiedział:
- Gratulacje panie kanclerzu ! Został pan pierwszym wicemistrzem naszego teleturnieju. A oto nagroda …
***
- Proszę podejść do lady. Zostanie odczytany wyrok naszego wolnego i niezawisłego AI. – recepcjonista zwrócił się do kanclerza Hackena.
„Świetny numer, ten głupek Minion sam tego nie wymyślił, ktoś kreatywny mu podpowiedział. Tym niemniej, będę musiał mu pogratulować. Wypada.” – pomyślał Hacken i stanął przy ladzie, ledwo powstrzymując się od śmiechu.
Recepcjonista wziął do ręki kartkę, którą wydrukowała AI i odczytał kanclerzowi Niemiec:
- Armin Hacken. Skazany na poziom -8, skrzyło lewe, aleja Brunatna, barak nr 13, kwatera nr 6046.
Recepcjonista podał kartkę Hackenowi, który z trudem utrzymując powagę, przeczytał krótki komunikat o wyroku.
***
Starsza, tęga kobieta i jeszcze starszy, tęgi mężczyzna, przechodzili procedurę identyfikacji.
Po zakończeniu formalności, oboje odeszli od lady recepcyjnej z ankietami w rękach i wolno zmierzali w stronę hotelowej restauracji.
Kobieta z mężczyzną weszli do środka, kiedy kanclerz Hacken wyszedł ze swojego boksu i szedł w stronę automatu do składania zamówień. Nad automatem wisiała elektroniczna tablica z napisem: Karczma „Roma” poleca. Pod napisem wymienione było menu na ten dzień.
Zaskoczenie pojawiło się na twarzach całej trójki.
- Jakże miło was widzieć … ale niespodzianka. – pierwszy zareagował Hacken i wyściskał mocno przybyłą parę.
- Armin, wyglądasz świetnie. – powiedziała Angela Merkess, a Gerard Schreder kiwnął głową na potwierdzenie.
- Dziękuję kochani, ale za to wy, nie wyglądacie za dobrze. Czyżby emerytura wam nie służyła ? – kanclerz Hacken był szczerze zaniepokojony.
- No, wiesz Armin, jak ktoś trafi do tego miejsca, to raczej nie ma powodu do świętowania. – odpowiedział Schreder.
- Jak to ? Spotykamy się w uroczym, dyskretnym miejscu, w eleganckim hotelu, w zacnym gronie. Jak tu się nie cieszyć ? – Hacken roześmiał, ale na twarzach Merkess i Schredera pojawiły się tylko lekkie grymasy.
Po dłuższej chwili Armin Hacken zreflektował się, spojrzał uważnie na pozostałą dwójkę i widząc wyraźny brak entuzjazmu na ich obliczach, pomyślał:
„Dobra, po tej całej hecy, Minion zorganizuje zapewne bankiet, wtedy Angela z Gerardem rozkręcą się i będzie dobra zabawa.”
***
Recepcjonista podniósł głowę, bo usłyszał jak otwierają się główne drzwi do hotelu. Wszedł jeden z funkcjonariuszy, otworzył szeroko drzwi, zablokował je, a po chwili, dwóch funkcjonariuszy wtoczyło szpitalny wózek z noszami na górze.
Funkcjonariusze MBP dotoczyli wózek przed ladę recepcyjną. Na wózku, przywiązany pasami do noszy, spoczywał mężczyzna, na oko, ponad dwumetrowy.
Mężczyzna wydawał się być nieprzytomny. Było to jednak złudzenie, bo od czasu do czasu, dyskretnie podnosił lewą powiekę i lustrował otoczenie, uważnie nasłuchując wszelkie dźwięki.
Recepcjonista spytał:
- Jest nieprzytomny ?
- Chyba udaje, bo jak po niego przylecieliśmy, to od razu zemdlał. To jakiś lepszy cwaniak, podobno adwokat. – odpowiedział jeden z funkcjonariuszy.
- Halo ! Proszę pana, czy jest pan przytomny ! … Czy pan mnie słyszy ! – recepcjonista mówił do leżącego na noszach, ale ten w ogóle nie reagował.
- Dobra, nie ma czasu na zabawę, przyłóżcie urządzenie do ręki. – powiedział recepcjonista do funkcjonariuszy i wyciągnął spod lady urządzenie do identyfikacji.
W momencie gdy funkcjonariusze zaczęli uwalniać prawą rękę leżącego, oprzytomniał on natychmiast i otworzył szeroko oczy.
- Zostawcie mnie ! Nie macie prawa wykonywać tych czynności ! – zaczął krzyczeć po polsku i wierzgać się na noszach.
Funkcjonariusze przerwali czynności, a recepcjonista odezwał się po polsku, gdyż władał wieloma językami.
- O, jednak jest pan przytomny. To świetnie, będzie mógł pan potwierdzić swoją tożsamość i wypełnić ankietę bezpieczeństwa.
- Nie możecie przeprowadzać tych czynności ! Chroni mnie prawo i Konwencja Genewska ! – wykrzyczał mężczyzna.
- Ty cwaniaku, takie teksty to możesz sprzedawać neoprokuratorowi, ale nie nam. – odezwał się jeden z funkcjonariuszy.
- Nie z nami te numery, Brunner. – rzucił drugi funkcjonariusz.
- Proszę pana, Konwencja Genewska już pana nie chroni, bo dwie godziny temu został pan zdjęty … z ewidencji ziemskiej i teraz podlega pan pod Konwencję Jerozolimską. Dlatego, mamy pełne prawo zastosować środki przymusu bezpośredniego, żeby dokonać identyfikacji. – wyjaśnił spokojnie recepcjonista.
- Co ?! Jaka ewidencja ?! Jaka Konwencja Jerozolimska ?! Odpowiecie za to bezprawie ! Od niezawisłych i wolnych sądów dostaniecie długie wyroki !
- Po pierwsze: proszę nas nie straszyć, bo to my jesteśmy w prawie. Po drugie: powtarzam, pana dotyczy tylko Konwencja Jerozolimska z 33 roku, której my rygorystycznie przestrzegamy, bo nie chcemy mieć nieprzyjemności, gdyby wpadła tutaj ekipa z Niebiańskiej Izby Kontroli. – spokojnym tonem oświadczył recepcjonista.
Mężczyzna uspokoił się i przestał się wiercić na noszach. Dotarło do niego, że żadne sztuczki nie pomogą w tej sytuacji.
***
Winda była obszerna, o wymiarach 5 na 7 metrów, a wysokość od podłogi do sufitu liczyła 3 metry.
Po lewej stronie od rozsuwanych drzwi, umiejscowiona była duża, elektroniczna tablica, która informowała w jakim miejscu aktualnie znajduje się winda i zamieszczała podstawowe informacje.
Wnętrze windy prezentowało się nieciekawie. Ponieważ recepcja nie posiadała książki „skarg i zażaleń”, więc niektórzy pasażerowie pisali na ścianach swoje uwagi i wnioski:
… ANTIFA-szyści wszystkich krajów – łączcie się ! …
… Thank you USA ! … Recepcjonista to ch.. ! …
… Ooodpieprzcie się od gegenerała ! …
… Kon-sty-tu-cja ! … Kon-sty-tu-cja ! …
… ***** *** … Siema ! … c.w.d.M.B.P …
… Kochamy dzieci i pieski …
… Ale zupy, to macie ch….e !
***
Winda ruszyła, zabierając ze sobą trójkę pasażerów i zjeżdżała wolno w dół mijając kolejne poziomy, a tablica informacyjna wyświetlała jakie kategorie gości hotelowych rezydują na poszczególnych poziomach.
Poziom -1 nazwany był Limbo.
Na poziomie -2 byli samobójcy.
Na poziomie -3 przebywali:
… złodzieje, rozrzutnicy, skąpcy, uwodziciele, …
Na poziomie -4 rezydowali:
… bluźniercy, aktywiści antyludzkich ideologii, ekscentrycy z wielkim ego, schizmatycy, …
Na poziomie -5 stacjonowali:
… oszuści, funkcjonariusze mediów globalistycznych, wróżbici, eksperci medialni, fałszerze, lewnicy …
***
- Z tym imigrantami to nie było dobre posunięcie, same kłopoty z nimi. – powiedział Hacken do Merkess.
- Powiedziano mi, że z 10 % będzie nadawało się do pracy, resztę i tak mieliśmy wywalić z Niemiec. – tłumaczyła Angela Merkess.
- 10 % ?! Przecież tam 1 na 80 nadaje się do roboty, a i tak żaden nie chce pracować. – denerwował się Hacken.
Schreder milczał, ale potwierdzał słowa Hackena ruchami głowy.
- Wiem, ale nie miałam wyjścia. Wschodnie Wybrzeże wydało polecenie i dało mi gwarancje. – wyjaśniła Angela Merkess.
- No, tak … jakoś będziemy się musieli pozbyć tej hołoty, bo demolują nam Niemcy. – skwitował Hacken.
***
Kanclerz przewrócił się na drugi bok i obudził. Niewiele pamiętał ze snu, ale to, co mu zostało w głowie, wywołało w nim pewien niepokój…
XIII dzielnica. Paryż. 29 czerwca 2028. Godz. 22:39.
… Prowadzący nie tracił czasu i szybko znalazł się przy kanclerzu Niemiec.
- Pytanie do kanclerza Hackena.
- Kategoria: przyjazny sąsiad.
- Pytanie: Ilu niemieckich agentów jest zainstalowanych w niemieckim konsulacie we Wrocławiu ?
a) 100
b) 200
c) 300
d) ponad 300
Po uwolnieniu ust, kanclerz długo milczał i długo zabijał wzrokiem Jokera, aż w końcu powiedział:
- Już nie żyjesz … odpowiedź d.
Gong oznajmił wszystkim koniec czasu na odpowiedź.
Joker pogłaskał po głowie kanclerza i powiedział:
- Już traciliśmy nadzieję … Guuut … gut Niemiec.
W offie, widzowie mieli dużą radochę. Rozległy się okrzyki i brawa.
Tablica wyników za kanclerzem Niemiec pokazała 18 procent prawdy w prawdzie.
- A swoją drogą, panie kanclerzu, to nieładnie instalować agentów, w ilości hurtowej, w kraju sąsiada, któremu bez przerwy powtarzacie, że macie pokojowe zamiary. Przyjaciele tak nie robią. – Joker podsumował odpowiedź kanclerza.
Prowadzący program poszedł na środek studia i oznajmił radosnym głosem:
- Za nami sześć rund ! ... Walka jest niezwykle wyrównana ! … A teraz, szanowni widzowie … pora na blok reklamowy ! …
***
Blok reklam przemknął szybko jak strzała gościa, który bardzo naprzykrzał się szeryfowi z Nottingham.
***
Prowadzący stanął przy fotelu kanclerza Hackena.
- Pytanie: Czy wydałeś polecenie przeprowadzenia zamachu na polskiego prezydenta ?
a) tak
b) nie
Gałgan został odsunięty od ust kanclerza.
- Ty … chyba nie zdajesz sobie sprawy, kim ja jestem ? … Reprezentuję potężne, niemieckie państwo … wkrótce mocarstwo … a ty … kim jesteś pod… człowieczku …
Wypowiedź kanclerza zakończył gong.
Joker „Bezz” Atu odpiął guzik od marynarki i powiedział:
- Gratulacje panie kanclerzu ! Został pan pierwszym wicemistrzem naszego teleturnieju. A oto nagroda …
***
Do hotelu weszło pięć osób, które po przejściu przez hol zatrzymały się przed ladą recepcyjną. Trzech funkcjonariuszy MBP i dwoje konwojowanych: kobieta i mężczyzna.
Kobieta była drobna i chuda, z elegancką fryzurą blond-szpakowatych włosów. Liczne zmarszczki na twarzy ukazujące się podczas jej fałszywych uśmiechów świadczyły o dojrzałym wieku, a jej ciemnoniebieskie oczy jeszcze bardziej podkreślały parszywą i zakłamaną osobowość.
Mężczyzna był trochę wyższy od kobiety, szczupły, o rudych włosach, rzadko rozsianych na czole. Na twarzy przeoranej zmarszczkami osadzona była para ciemnych oczu, które spoglądały czujnie spode łba, jakby ich właściciel w każdej sekundzie swojego życia spodziewał się ataku. No, ale może sporo nagrabił sobie podczas upływających lat i słusznie obawiał rewanżu ze strony pokrzywdzonych przez siebie ludzi.
Po zakończeniu formalności związanych z identyfikacją, oboje odeszli od lady recepcyjnej z ankietami w rękach i wolno zmierzali w stronę hotelowej restauracji.
***
Gdy kobieta z mężczyzną weszli do środka, kanclerz Hacken siedział w sali gastronomicznej i kończył pierwsze danie.
Rozpoznał ich od razu. Był zdumiony i jednocześnie niezadowolony z ich obecności, ale urzędowy uśmiech pojawił się na jego twarzy.
„Co ona tutaj robi … i jeszcze ten ...” – kanclerz rzucił w myślach.
Kiedy podeszli do kanclerza, ten wstał, uścisnął kobietę i pocałował w oba policzki.
- Witaj Ursulo, miło cię widzieć. – powiedział kanclerz i pomyślał:
„Gdybym tylko mógł, to bym cię powiesił, za to, co zrobiłaś z Bundeswehrą, ty stara ku…o !”
- Witaj Armin. – Ursula von der Vikzin uśmiechnęła się w swoim stylu.
Kanclerz, już bez uśmiechu, podał dłoń mężczyźnie.
- Dzień dobry, Oskar.
- Dzień dobry, panie kanclerzu. – Oskar Zoppoter przywitał się z Arminem Hackenem.
Po chwili milczenia, kanclerz spytał:
- Co tutaj robicie ?
- Jak to co ? To samo co ty, mieliśmy wypadek komunikacyjny i zakończyliśmy naszą podróż. – powiedziała von der Vikzin.
- No … ja też miałem wypadek … w pewnym sensie … Zostałem porwany, ale jak widać wszystko już w porządku. – powiedział Hacken.
Oboje spojrzeli na niego co najmniej dziwnie, ale temat się urwał.
Znowu nastąpiła chwila milczenia przerwana przez kanclerza:
- Widzę, że dostaliście ankiety do wypełnienia.
- Tak, recepcjonista skierował nas tutaj. – powiedziała kobieta.
- Tam macie te boksy, bardzo wygodne zresztą. – kanclerz pokazał ręką miejsce, gdzie niedawno wypełniał ankietę.
***
Armin Hacken stał na środku poczekalni, w której znajdowały się wejścia do obu wind, pasażerskiej i służbowej.
Dwaj towarzyszący mu funkcjonariusze stali przy drzwiach łączących poczekalnię z holem. Rozmawiali cicho, zdając się ignorować obecność kanclerza.
Niemiecki kanclerz z ciekawością przyglądał się wnętrzu poczekalni i odnosił przy tym wrażenie, że już wcześniej był w tym miejscu. Napis w języku włoskim, który był umieszczony nad wejściem do windy, wydawał mu się znajomy.
„Wy, którzy tutaj wchodzicie, porzućcie wszelką nadzieję.”
Do poczekalni weszli: Ursula von der Vikzin i Oskar Zoppoter, a za nimi trzech funkcjonariuszy MBP, którzy dołączyli do dwóch przy drzwiach i zdawało się, że stracili zainteresowanie dwójką osób, które odprowadzali do windy.
Tablica elektroniczna pokazywała, że winda wraca i jest niedaleko.
Kanclerz obrócił się w stronę przybyłej dwójki i zobaczył uśmiech na twarzy kobiety, ale jej oczy wcale nie były rozbawione. Mina mężczyzny była zaś nietęga.
Hacken uśmiechnął się w duchu i pomyślał:
„Mam nadzieję, że wkrótce się rozstaniemy ? Oby. Prezydent Francji nie powinien angażować w ten dowcip akurat tej dwójki.”
- No i co, moja droga. To gdzie macie przydziały ?
- Dostaliśmy przydziały na poziom -6. – odpowiedziała Ursula von der Vikzin utrzymując sztuczny uśmiech na twarzy.
Oskar Zoppoter potwierdził kiwnięciem głowy, a na jego obliczu malował się cień strachu.
***
Tablica wskazywała, że winda znajduje się gdzieś pomiędzy piątym a szóstym poziomem.
- Ursulo, bardzo dobrze realizujesz niemieckie interesy jako szefowa komisji. – Hacken pochwalił von der Vikzin.
- Staram się jak mogę. – potwierdziła kobieta.
- Ale z tymi szczepionkami to przeholowałaś, moja droga.
- Drogi Arminie, a ty na moim miejscu nie podpisałbyś kontraktu ze swoją żoną ?
Kanclerz podrapał się po łysiejącej czuprynie.
- Hmmm … pewnie tak.
- No właśnie, a poza tym nie miałam wyjścia. Wiesz dobrze jak potężną siłę stanowią globalistyczne koncerny. Dostałam propozycję nie do odrzucenia, ale za to, mam gwarancje bezpieczeństwa od Wschodniego Wybrzeża. – wyjaśniła poważnym tonem.
- Tak, rozumiem taką argumentację. – powiedział Hacken i dodał w myślach:
„Właśnie dlatego nie mogę cię rozstrzelać, ty stara ku..o !”
***
Tablica pokazywała, że winda już wkrótce zatrzyma się na poziomie -6.
Armin Hacken z uwagą świdrował oczkami dwie pozostałe osoby w windzie, które wkrótce miały wysiąść.
Winda zatrzymała się, a na tablicy pojawił się napis: „Ursula von der Vikzin, Oskar Zoppoter – przydział na poziomie -6”.
- Oskar ! My friend ! Nie martw się, wszystko będzie dobrze.
Von der Vikzin przytuliła się do Hackena, a Zoppoter skłonił się przed kanclerzem, następnie oboje bardzo wolno podeszli do drzwi, które rozsunęły się i ukazały fragment krajobrazu.
Na tablicy pokazała się informacja kto przebywa na tym poziomie:
… szefowie grup przestępczych, dwulicowi, sprzedajni, szefowie organizacji międzynarodowych, zdrajcy …
Oboje wyszli z windy i stanęli na twardym podłożu.
Drzwi od windy zasunęły się, a cichy szum jaki przy tym wydały, w uszach Zoppotera zdawał się wielkim, okropnym zgrzytem rozsadzającym czaszkę.
Stali tak w ciemnościach, które z każdą sekundą gęstniały, a niewidzialne cząsteczki nasączone strachem przenikały przez ich ubrania, a potem skórę, powodując drżenie ciał.
Minęły trzy minuty, które dla nich trwały jak wieczność, no, może jak pół wieczności.
Kilka kroków przed nimi pojawiła się dwumetrowa, czarna, włochata postać, o ciemnej twarzy z parą oczu żarzących się na czerwono. Z kudłów na głowie wystawały dwa nieduże rogi, w miejscu stóp były kopyta, trochę mniejsze od końskich. Ogona nie posiadała, lub był dobrze schowany.
Na widok stwora, nowi pensjonariusze hotelu mało nie zasłabli, co byłoby jak najbardziej zrozumiałe.
Postać stanęła przed Zoppoterem i nie zwracając uwagi na kobietę, wydała krótkie polecenie:
- Komm !
Stwór obrócił się zgrabnie na kopytach i ruszył, a mężczyzna podążył za nim, idąc sztywnym krokiem.
Ursula von der Vikzin patrzyła oniemiała ze strachu, na odchodzących w mrok.
***
Słabo oświetloną drogą doszli do czegoś co przypominało osiedle małych, okrągłych domków.
To „osiedle” poprzecinane było siatką alejek o szerokości około 10 metrów.
Gdy weszli w pierwszą alejkę, Zoppoter usłyszał, gdzieś w środku tego skupiska domków, śpiewy i okrzyki, wydawane przez grupę ludzi.
Gdy po przejściu kilku alejek doszli na miejsce, czyli pod domek o numerze przydzielonym przez AI.
„Domek” był okrągły, zrobiony z blachy, prawdopodobnie grubej, którą pokryła rdza. Wysokość od spodu do góry płaskiego daszku wynosiła 5 metrów. Domek nie miał żadnego wejścia ani okien, tylko metalową drabinkę prowadzącą na dach.
Przed domkiem stała grupa kilkunastu mężczyzn wyposażona w biało-zielone szaliki i czapeczki, która intonowała różne przyśpiewki, głównie stadionowe.
Gdy jeden z mężczyzn zobaczył dwie nadchodzące istoty, a potem rozpoznał człowieka idącego za stworem należącym do obsługi tego poziomu, wtedy rozpętało się … piekło.
Pośród gwizdów i buczenia wykrzykiwano wiele nieprzychylnych haseł:
… rudy folksdojczu ! … pamiętamy akcję „Widelec” ! …
… niemiecka marionetko ! … nie bać Zoppotera ! …
… szubrawcu i szkodniku ! … do Berlina ! …
Stwór zatrzymał się przed domkiem, a Zoppoter stanął kilka kroków za nim, patrząc z przerażeniem na grupę ludzi, która miała wyraźną ochotę porozmawiać z nim na poważnie.
Włochata postać podeszła do domku, ręką wymacała niewidoczny mechanizm i po kilku sekundach płaski daszek podniósł się i zatrzymał w pozycji pionowej.
Stwór obrócił się i krzyknął po polsku do wrzeszczącej grupy:
- No, dosyć tego przywitania ! Jutro poznacie się bliżej, a teraz rozejść się na kwatery. Jazda !
Potem ręką pokazał Zoppoterowi drabinkę i krzyknął:
- Zum kessel, schnell !
Mężczyzna, wyraźnie zrezygnowany, podszedł do drabinki i powoli zaczął posuwać się w górę. Na ten widok, rozchodząca się grupa jego fanów zaintonowała:
- Oskar matole ! Twój kocioł spalą kibole ! …
***
Kanclerz przewrócił się na drugi bok i obudził. Pamiętał obszerne fragmenty snu i właśnie to, napełniło go dużym strachem …
XIII dzielnica. Paryż. 29 czerwca 2028. Godz. 22:39.
… Prowadzący nie tracił czasu i szybko znalazł się przy kanclerzu Niemiec.
- Pytanie do kanclerza Hackena.
- Kategoria: autodestrukcja.
- Pytanie: Czy Komisja Europejska, która sprowadza obcy kulturowo element i niszczy gospodarki państw unijnych, działa na rozkaz globalistów i Chin ?
a) tak
b) nie
Po uwolnieniu ust, kanclerz długo milczał i długo zabijał wzrokiem Jokera, aż w końcu powiedział:
- Już nie żyjesz … odpowiedź a … Tak.
Gong oznajmił wszystkim koniec czasu na odpowiedź.
Joker pogłaskał po głowie kanclerza i powiedział:
- Już traciliśmy nadzieję … Guuut … gut Niemiec.
W offie, widzowie mieli dużą radochę. Rozległy się okrzyki i brawa.
Tablica wyników za kanclerzem Niemiec pokazała 18 procent prawdy w prawdzie.
- Czyli, w interesie narodów europejskich należałoby tych komisarzy postawić przed niezawisłymi sądami i sprawiedliwie osądzić, za cywilizacyjny i finansowy sabotaż, nieprawdaż ? – spytał retorycznie Joker.
Prowadzący program poszedł na środek studia i oznajmił radosnym głosem:
- Za nami sześć rund ! ... Walka jest niezwykle wyrównana ! … A teraz, szanowni widzowie … pora na blok reklamowy ! …
***
Blok reklam przemknął szybko jak strzała wypuszczona przez protegowanego króla Ryszarda Lwie Serce.
***
Prowadzący stanął przy fotelu kanclerza Hackena.
- Pytanie: Czy wydałeś polecenie przeprowadzenia zamachu na polskiego prezydenta ?
a) tak
b) nie
Gałgan został odsunięty od ust kanclerza.
- Mam się tłumaczyć ? … Komu ? … Drobnemu bandycie, który za chwilę zostanie starty na proch … Pppch !…
Gong zakończył odpowiedź kanclerza.
Joker „Bezz” Atu odpiął guzik od marynarki i powiedział:
- Gratulacje panie kanclerzu ! Został pan pierwszym wicemistrzem naszego teleturnieju. A oto nagroda …
***
Kanclerz Niemiec stał oparty rękami o barierkę, która oddzielała koniec tarasu od urwiska.
Patrzył zamyślony w dal morza, a lekki, przyjemny wiatr, owiewał jego twarz.
W pewnym momencie, dwa metry od jego lewego boku, pojawił się starszy pan. Ta sytuacja przerwała rozmyślania Hackena, który odwrócił głowę w kierunku nowego obserwatora przyrody.
Kanclerz rozpoznał starca bez trudu. Wyciągnął rękę na powitanie.
- Co pan tu robi panie Soroch ?
Starzec spojrzał na Hackena przenikliwie.
- To samo co pan, kanclerzu. Zakończyłem swoją misję.
- Misję ? … A, tak, kilka lat temu przekazał pan wszystkie sprawy w ręce syna.
- Zgadza się, byłem już słaby. Jestem pewien, że on będzie z powodzeniem kontynuował moje dzieło. – powiedział Georg Soroch.
***
Dwóch mężczyzn czekało na windę … do wieczności.
- Pana organizacja i my, Niemcy, mamy wspólny cel. Wy chcecie zbudować Euroazję, a my chcemy zbudować europaństwo, w którym Niemcy będą rządzić, dając złudzenie Francji, że ona współrządzi. Oczywiście ta Euroazja, to będzie ścisły sojusz europaństwa z Rosją. – stwierdził Hacken.
- Tak to mniej więcej ma wyglądać. Rosja zerwała się nam ze smyczy po 1945 roku, ale po okresie „samodzielności” przechodzi pod chiński zarząd, a my, mamy strategiczny sojusz z Pekinem, dotyczący podziału świata. – powiedział Soroch.
- Nas nie interesuje jaka będzie Rosja i pod czyim zarządem, nas interesują jej surowce, dzięki którym będziemy utrzymywać pozycję hegemona w Europie zachodniej i rządzić Europą środkowo-wschodnią. A, tak na marginesie, po rozpadzie Związku Radzieckiego, Rosja stała się ekonomicznym karłem, ale nie mogło być inaczej, skoro jest rządzona przez gangi, z Petersburga i Moskwy.
- Tak, gangsterzy są pożyteczni, ale nie nadają się do rządzenia państwem, ale Niemcom to chyba pasuje, macie dobry straszak na swoje i pozostałe europejskie społeczeństwa.
- Dopóki nie utworzymy superpaństwa, w którym będziemy mieli pełnię władzy, dopóty musimy straszyć Rosją, ale mit jej wielkiej armii już dawno został pogrzebany na Ukrainie, chociaż ich agentura i nasze media robią co mogą, żeby go podtrzymać.
- Musicie przyspieszyć budowę superpaństwa, moje fundacje będą wam dalej w tym pomagać, bo wkrótce zmieni się prezydent Rosji i trzeba będzie ocieplać jej wizerunek.
- O, czy to jest pewna wiadomość ? – spytał zaskoczony kanclerz.
- To zostało ustalone między naszą organizacją a Pekinem, po negocjacjach z Moskwą. Jak rosyjskie media ogłoszą rezygnację obecnego prezydenta, wtedy nasze, globalistyczne media, będą ocieplać wizerunek Rosji, a później wasze i europejskie media rozpoczną akcję popierania ustalonego kandydata, tak żeby jego wybór nie był niespodzianką i został entuzjastycznie przyjęty przez tzw. opinię publiczną. – powiedział Soroch.
- Kto będzie tym kandydatem, a później prezydentem Rosji ? – spytał zaciekawiony kanclerz Hacken.
- Nazwisko nie jest istotne, ważne, że będzie przedstawiany jako liberał, demokrata, pokojowo nastawiony do świata. – wyjaśnił Soroch.
- Rozumiem.
***
- Albo jest awaria windy, albo na kogoś czekamy. – zastanawiał się na głos kanclerz.
Dwie minuty później do poczekalni weszła kobieta w towarzystwie funkcjonariusza.
Winda otworzyła swoje wrota i dwóch mężczyzn wsiadło do jej wnętrza. Za moment dołączyła do nich spóźniona kobieta.
***
Jechali wiele minut w milczeniu, aż w końcu kobieta nie wytrzymała.
- Dzień dobry, jestem Mengelizela Szpitalska.
Mężczyźni przedstawili się również.
- O, to ja panów znam z mediów. Pan jest wielkim przyjacielem Polski …
Kobieta powiedziała do kanclerza Niemiec, a potem zwróciła się do Sorocha.
… A pan jest wielkim przyjacielem ludzkości.
- A pani, czym się zajmuje ? – spytał zadowolony Hacken.
Kobieta opuściła powieki i z dużą skromnością powiedziała:
- Leczę kobiety.
- To bardzo chwalebne. A konkretnie jak pani leczy kobiety ? – spytał Georg Soroch.
- Dokonuję aborcji. – z dumą oświadczyła kobieta.
Hacken był zdumiony, a Soroch dumny.
Po chwili konsternacji kanclerz spytał:
- A co to za duży kartonik przyciska pani do piersi przez cały czas ?
- To jest czek na 10.000 złotych. Nagroda za postawę humanitarną, którą przyznała mi „Gazeta Komunistyczna”. – ponownie z dumą w głosie odpowiedziała kobieta.
„Moja szkoła … no i moja gazeta.” – powiedział w myślach Soroch.
***
Winda zatrzymała się na poziomie -7.
Mengelizela Szpitalska wyszła na zewnątrz, a tablica elektroniczna informowała, że na tym poziomie przebywają:
… zboczeńcy, sataniści, mordercy, psychopaci, sadyści, dewianci, …
***
Winda zatrzymała się na poziomie -8.
Hacken wyciągnął dłoń do Sorocha i powiedział:
- Tutaj się rozstajemy. Na zawsze ?
- Tak, żegnam panie kanclerzu.
- Żegnam, panie Soroch.
***
Winda zatrzymała się na poziomie -9.
Tablica informowała, że na tym poziomie przebywają:
… bankierzy, szare eminencje, prezesi korporacji, filantropi …
Po chwili drzwi rozsunęły się i Georg Soroch zobaczył korytarz, szeroki na 7-8 metrów i wysoki na 3 metry.
W korytarzu panował półmrok, ponieważ rzadko rozmieszczone pod stropem lampy, dawały słabe oświetlenie.
Soroch niepewnym krokiem wyszedł z windy na korytarz, który przypominał kopalniane sztolnie.
Na jego czole wystąpiły kropelki potu spowodowane wysoką temperaturą powietrza i dużą wilgotnością.
Drzwi zasunęły się i winda ruszyła powoli w górę.
Duży niepokój zagościł w umyśle Georga Sorocha, stojącego w zaciemnionym korytarzu prowadzącym w nieznane i nieuchronne.
Stał tak minutę, może dwie, gdy tuż przed nim wyrosła wielka, czarna, włochata postać.
Starzec zamarł na widok postaci i z trudem łapał oddech.
Stwór stanął krok przed nim i przyglądał się uważnie czerwonymi, błyszczącymi ślepiami, wyraźnie zaciekawiony widokiem starego człowieka, który zjechał windą na najniższy poziom.
- Za mną. – włochata postać rzuciła po węgiersku.
W pierwszej chwili, słowa wypowiedziane w języku węgierskim zdumiały Sorocha, ale znając możliwości tego, któremu oddawał cześć przez dziesiątki lat, szybko przestał się dziwić.
***
Szli korytarzem mijając wiele drzwi po obu jego stronach, ale do uszu starca nie docierały żadne dźwięki.
Na końcu korytarza znajdowały się duże, czarne wrota, które rozwarły się jak tylko zbliżyli się na odległość 10 metrów od nich.
Weszli do środka i znaleźli się dużej sali, oświetlonej równie słabo jak korytarz.
Przewodnik Sorocha zniknął, a on zaczął rozglądać się po obszernym pomieszczeniu … i stopniowo ogarniał go rosnący strach.
Po obu stronach, przy ścianach bocznych, znajdowały się jakby kamienne trony. Naliczył ich trzynaście, sześć z lewej i siedem z prawej strony.
Na tych ”tronach” spoczywały nieruchomo, można śmiało powiedzieć, potwory. Każdy był inny, ale wszystkie wyglądały jak krzyżówki Obcego z Predatorem.
Na końcu sali stał czarny cokół, na którym spoczywała wielka, czarna głowa, o średnicy około metra.
Starzec usłyszał wyraźne polecenie po węgiersku:
- Podejdź.
Bardzo wolnymi ruchami wykonał polecenie i zatrzymał się około dziesięciu metrów przed cokołem, mając po bokach kamienne trony z bestiami.
Teraz dopiero można było dostrzec, że wielka głowa ma trzy twarze. Środkowa twarz do złudzenia przypominała twarz Karola Marksa, twarz lewa należała do Fryderyka Engelsa, a prawa do Włodzimierza Lenina.
Twarz Marksa wydała kolejne polecenie, tym razem po angielsku:
- Mów.
Po chwili, Georg Soroch zaczął mówić, również po angielsku:
- Panie mój, dawno temu podpisałem cyrograf. Zgromadziłem dużo pieniędzy na Węgrzech, zdobyłem kilka sztuk twojego purpurowego złota. Potem przeniosłem się za ocean. Tam powiększałem majątek, wstąpiłem do organizacji, która wyznaje ciebie, Władco Ciemności. Założyłem wiele organizacji i fundacji, które rozpowszechniają wśród ludzi wszystkie twoje herezje. Nasza organizacja, krok po kroku, przejmuje władzę w kolejnych krajach świata. Wszystko idzie w dobrym kierunku. Jestem już stary i zmęczony, więc sprawy przekazałem mojemu synowi. Teraz, przybyłem tutaj prosić o nagrodę za wierną służbę.
Głowa obróciła się i teraz do starego człowieka przemawiała twarz Engelsa:
- Więc to wszystko robiłeś dla nagrody, a nie dla idei ? Poza tym, sprawy nie idą tak dobrze jak to przedstawiasz. Wasz pochód został zatrzymany w USA, a wkrótce może zostać zatrzymany w Europie środkowo-wschodniej …
Głowa obróciła się znowu i teraz mówiła twarz Lenina.
… Tutaj, pod ścianami, siedzą moje sługi …
Na te słowa, siedzące nieruchomo potwory, ożywiły się i zaczęły wydawać z siebie dźwięki przypominające syczenie, brzęczenie, gwizdanie i jęki.
… A ty, jesteś tylko nędznym robakiem … Nagroda ? Zaraz ją otrzymasz. Zabrać to ścierwo ! … Tam, gdzie jego miejsce.
Soroch poczuł żelazny uchwyt na karku, a następnie jego stopy oderwały się od ziemi i został uniesiony w miejsce, gdzie od tej pory będzie odbierać swoją nagrodę, chwila za chwilą.
***
Kanclerz przewrócił się na drugi bok i obudził się, cały spocony i przestraszony. Wiele minut upłynęło zanim się uspokoił, a potem uśmiechnął się chytrze i pomyślał:
”Czekaj sku…u, następnym razem będę sprytniejszy.” …
XIII dzielnica. Paryż. 29 czerwca 2026. Godz. 22:39.
… Prowadzący nie tracił czasu i szybko znalazł się przy kanclerzu Niemiec.
- Pytanie do kanclerza Hackena.
- Kategoria: ustawa łańcuchowa.
- Pytanie: Czy program SAFE służy do rozbrojenia polskiej armii i uzależnienia Polski od niemieckich banków na okres 45 lat ?
a) tak
b) nie
Po uwolnieniu ust, kanclerz długo milczał i długo zabijał wzrokiem Jokera, aż w końcu powiedział:
- Już nie żyjesz … odpowiedź a.
Gong oznajmił wszystkim koniec czasu na odpowiedź.
Joker pogłaskał po głowie kanclerza i powiedział:
- Już traciliśmy nadzieję … Guuut … gut Niemiec.
W offie, widzowie mieli dużą radochę. Rozległy się okrzyki i brawa.
Tablica wyników za kanclerzem Niemiec pokazała 18 procent prawdy w prawdzie.
- Czyli, Niemcy traktują Polskę jak kolonię, albo kraj do podbicia. Czyż nie ? – retoryczne pytanie Jokera zawisło w powietrzu.
Prowadzący program poszedł na środek studia i oznajmił radosnym głosem:
- Za nami sześć rund ! ... Walka jest niezwykle wyrównana ! … A teraz, szanowni widzowie … pora na blok reklamowy ! …
***
Blok reklam przemknął szybko jak strzała faceta, co kręcił z lady Marion.
***
Prowadzący stanął przy fotelu kanclerza Hackena.
- Pytanie: Czy wydałeś polecenie przeprowadzenia zamachu na polskiego prezydenta ?
a) tak
b) nie
Gałgan został odsunięty od ust kanclerza.
- Tak … wydałem takie polecenie … Ten człowiek stanął w poprzek naszym, niemieckim interesom … On jest zagrożeniem dla naszej racji stanu …
Wyznanie kanclerza Niemiec zakończył gong.
- No, nareszcie przyznał się pan do winy. To jest dobra odpowiedź. Należy się panu 10 % … ale … chwileczkę … Nasz niezawodny i nieomylny Czat, twierdzi, że nie może dodać tych 10 % do pana wyniku, ze względu na brak praworządności w Niemczech. Te procenty będą zamrożone, ale jak tylko praworządność wróci do RFN, to my te procenty odmrozimy i dopiszemy do pana wyniku.
W ciągu kilku sekund, niemiecki kanclerz osiągnął stan wrzenia.
- Ty sku…u ! … Ty bezczelny gnoju ! … Ty śmieciu ! … Moje służby za…
Joker zatkał gałganem otwór gębowy Hackena, pochylił się i szepnął do ucha kanclerza:
- Bardzo dobrze, że w końcu przyznałeś się do winy i poszło to w świat, ale nieważne jakiej odpowiedzi udzielisz, bo ja tu jestem po to, żeby wymierzyć ci sprawiedliwość.
Joker „Bezz” Atu odpiął guzik od marynarki i powiedział głośno:
- Gratulacje panie kanclerzu ! Został pan pierwszym wicemistrzem naszego teleturnieju. A oto nagroda …
***
Zadzwonił telefon leżący na ladzie. Recepcjonista podniósł słuchawkę.
- Hotel „Paradiso”, słucham.
- …
- Co, znowu do nas ktoś spoza rejonu ?
- …
- Że co, że wojna ? To nie wojna, tylko Specjalna Operacja Ojczyźniana … he, he. – recepcjonista zaśmiał się do słuchawki.
- …
- Co pan myśli, że moi ludzie latają na miotłach, albo, że benzyna jest po 5,19. To są koszty !
- …
- Dobrze, a kiedy zapłacicie za nadwykonania ?
- …
- Dopiero w nowym roku ?!
- …
- Co ?! Tylko 40 % !! … Żegnam pana !!
Recepcjonista rzucił słuchawką i czekał, aż opadnie mu ciśnienie.
***
Czerwony telefon spod lady zaczął brzęczeć.
Recepcjonista podniósł słuchawkę.
- Hotel „Paradiso”, dyrektor Mefistofelio przy telefonie.
- …
- Ależ oni chcą zapłacić z dużym opóźnieniem ! I do tego tylko 40 % ! To jest ska…
- …
- … Przepraszam, że się uniosłem, ale …
- …
- Tak Wasza Ciemność, oczywiście, przyjmiemy osobę spoza rejonu.
Dyrektor hotelu odłożył z ulgą słuchawkę i wytarł czoło zroszone potem.
***
Kanclerz czekał spokojnie wpatrując się w elektroniczną tablicę, która pokazywała, że winda jest na poziomie -9.
„Pewnie zjedziemy do hotelowej piwnicy, a tam będzie czekać prezydent Minion z całą świtą.” – pomyślał kanclerz z trudem utrzymując powagę na twarzy.
W tym momencie otworzyły się drzwi łączące hol główny z poczekalnią do windy, w której zakotwiczył od dłuższego czasu niemiecki kanclerz.
Do poczekalni wkroczył starszy, łysiejący mężczyzna, który sprężystym krokiem szedł w stronę w windy, a towarzyszyło mu dwóch funkcjonariuszy MBP.
Armin Hacken rozpoznał od razu nową osobę, która od teraz, będzie razem z nim czekać na windę.
„Nie no, prezydent Minion naprawdę się postarał. To jest najlepszy numer jaki mi się przydarzył w życiu. Złożę mu szczere podziękowania … Cholera, ale przecież my go oficjalnie ścigamy, żeby opinia publiczna była uspokojona. Jak prezydent Francji to zrobił, że udało się ściągnąć tutaj taką figurę ? … To pewnie sobowtór, ale zabawa jest przednia.” – komentował w myślach całą sytuację kanclerz Niemiec.
Pierwszy wyciągnął dłoń na przywitanie.
- Witam serdecznie, Władimirze Władimirowiczu !
- Zdrastwujtie, Arminie Joachimowiczu. – z niemieckim kanclerzem przywitał się rosyjski prezydent.
- Co pana tutaj sprowadza ? – spytał Hacken.
- To samo co i pana. Moja podróż dobiegła końca. – ze smutkiem w oczach odpowiedział prezydent Kagiebin, przechodząc na niemiecki.
- Bardzo się cieszę, że zjawił się pan tutaj. – powiedział kanclerz Hacken.
- Naprawdę, proszę nie żartować, panie kanclerzu.
- Podziękuję prezydentowi Francji, bo to zapewne jego zasługa. – powiedział Hacken.
Kagiebin nastroszył się z lekka.
- To nie jego zasługa, tylko ukraińskiego drona. A pan, jak się znalazł w tym miejscu ? – spytał Kagiebin.
- Razem z prezydentem Minionem zostaliśmy porwani …ale już po wszystkim.
- Nic nie było na ten temat w mediach. – zauważył Kagiebin.
***
Winda zatrzymała się na poziomie -8.
Dwóch mężczyzn wysiadło, a tablica informacyjna wskazała, że na tym poziomie rezydują:
… cesarze, królowie, książęta, regenci, dyktatorzy, przywódcy państw, …
***
Drzwi zasunęły się i winda wolno ruszyła w górę. Dwóch mężczyzn stało i rozglądało się uważnie po okolicy.
Wszędzie panował półmrok, ale oni bez trudu widzieli przed sobą rozległą równinę, na której w oddali widać było światła czegoś, co z ich perspektywy przypominało duże, oddzielone od siebie siedliska.
Po kilku minutach oczekiwania pojawił się personel części podziemnej hotelu obsługujący na tym poziomie, czyli dwa duże, włochate stwory z kopytami, rogami i świecącymi na czerwono ślepiami.
Jeden był ubrany w czarny mundur, wyposażony w pistolet, a na ramieniu mający czerwoną opaskę, na której widniała swastyka.
Drugi był ubrany w szary mundur z czerwonymi wypustkami, także posiadający pistolet, a na ramieniu miał naszytą czerwoną, pięcioramienną gwiazdę.
Ten w czarnym mundurze zwrócił się do Hackena:
- Komm !
Drugi powiedział do Kagiebina:
- Paszli !
***
Droga dobiegła końca. Cała czwórka zatrzymała się na dużym placu o twardym podłożu.
Po lewej stronie placu znajdowała się brama wjazdowa na teren ogrodzony siatką z drutu kolczastego, a w środku tego terenu postawiono dziesiątki drewnianych baraków.
Napis w języku niemieckim nad bramą, głosił, że praca czyni wolnym.
Po prawej stronie placu stała brama wjazdowa na teren, który także był ogrodzony siatką z drutu kolczastego, i także na obszarze tego obozu postawiono dziesiątki drewnianych baraków. Napis, cyrylicą, nad bramą wjazdową, mówił, że jest to teren należący do Głównego Zarządu Poprawczych Obozów Pracy.
Dwaj mężczyźni spojrzeli na siebie i podali sobie dłonie.
Armin Hacken, kanclerz Niemiec, przekroczył bramę i poszedł za swoim przewodnikiem w czarnym mundurze.
Gdy brama została zamknięta jego przewodnik zniknął, a niemiecki kanclerz zdołał zrobić dwadzieścia kroków i wtedy zza pierwszego baraku wyskoczył mężczyzna z drewnianą pałką i opaską na ramieniu, która wskazywała jest to kapo.
Kapo zaczął okładać pałką plecy Hackena. Padło kilkanaście ciosów, po których kanclerz padł na ziemię i jęczał z bólu.
Kapo nachylił się nad leżącym i wyszeptał po niemiecku:
- To na przywitanie, żebyś wiedział, że trafiłeś do piekła.
***
Poobijany Hacken wszedł do baraku i od razu usłyszał komendę po niemiecku:
- Podwiń prawy rękaw.
W izbie było trzech kapo, stolik, trzy krzesła i coś, co przypominało kuchenkę gazową.
Kanclerz wykonał polecenie, a wtedy dwóch kapo doskoczyło do niego i unieruchomiło odsłoniętą prawą rękę.
Przyciągnęli Hackena do trzeciego kapo stojącego przy „kuchence”, a ten otworzył wieko okrągłego otworu w urządzeniu i pewnym, silnym pociągnięciem, wsadził rękę kanclerza do otworu, aż po łokieć. Potem nacisnął guzik z boku urządzenia, Hacken poczuł piekący ból w prawym przedramieniu i zawył.
Po chwili ręka została uwolniona i Armin Hacken, były kanclerz Niemiec, zobaczył granatowy tatuaż na prawej ręce: 6046.
***
Z bolącymi plecami i piekącym numerem na prawej ręce, wszedł do baraku nr 13.
Widok dużej izby, w której się znalazł nie napawał optymizmem.
Na środku pomieszczenia zostawiono trzymetrowy korytarz przestrzeni. Reszta izby zastawiona była rzędami małych, ponumerowanych, metalowych kociołków ustawionych w idealnym niemieckim porządku. Z kociołków wystawały ludzkie głowy i przedramiona.
Hacken zaczął posuwać się w pasie wolnej przestrzeni w poszukiwaniu swojej „kwatery”.
Szybko ją namierzył i stanął przy niej, wtedy usłyszał znajomy, lecz słaby głos:
- Pospiesz się Armin, bo jak tu wpadnie kapo i zobaczy, że nie jesteś na swoim miejscu to dostaniesz porządny wpi…l. – to Gerard Schreder ostrzegał Armina Hackena, siedząc w kociołku znajdującym się w rzędzie pod lewą ścianą.
Hacken drgnął, obrócił się w kierunku starego przyjaciela i spytał:
- A gdzie jest Angela ?
- Wiesz, ona w ankiecie napisała, że wybiera wschód.
KONIEC
Artykuł jest chroniony Ustawą o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
tag: Historia i Teraźniejszość



Komentarze
Pokaż komentarze