178 obserwujących
2316 notek
5326k odsłon
  2037   0

Ameryka i Polska to dwie różne mentalności niedające się ze sobą pogodzić

Tę powieść z PRL-em w tle, wydało przezacne, krakowskie Wydawnictwo "ARCANA"
Tę powieść z PRL-em w tle, wydało przezacne, krakowskie Wydawnictwo "ARCANA"

Dużo się teraz mówi o Amerykach Trumpa i Bidena. Ale te dwie Ameryki, choć na pozór skrajnie różne, to jednak Ameryki mające tę samą amerykańską mentalność, niepojętą dla mieszkańców naszego kraju.

Skąd to wiem? Odpowiadam. Z własnego doświadczenia.

A teraz Państwu opowiem, o co mi chodzi i zacytuję fragment z mojej książki wspomnieniowej pt. „Magia namiętności  ”, - vide: https://www.salon24.pl/u/salonowcy/655123,magia-namietnosci-odcinek-3,4  którą w całości opublikowałem w odcinkach na Salonie24.

Wprowadzenie.

W roku 1967, jako student czwartego roku, przypadkowo znalazłem się w USA zaproszony przez odnalezioną też przez przypadek daleką rodzinę ze strony mojej Mamy. Wyobraźcie sobie teraz Państwo dwudziestoletniego studenta z Polski, który wyrwany z mrocznych czeluści PRL-u, znalazł się w nie mniej mrocznym środowisku starej Polonii chicagowskiej, która załatwiła mu ciężką pracę fizyczną u amerykańskiego Żyda o polskich korzeniach, - a ów młodzieniec mieszkając kątem u przyszywanej amerykańskiej ciotki, po dwóch tygodniach pobytu w USA dostał taki oto list z Polski, cytuję:

Był piątkowy grudniowy wieczór roku 1967. Krzysztof, po dłużącym się w nieskończoność tygodniu niewolniczej orki wracał do domu marząc by się choć na chwilę położyć i odpocząć.  Niestety, ciotka miała gości. Przyszły do niej kumy z domu pogrzebowego i pan Adam, absztyfikant ciotki, antypatyczny, samotny, zgorzkniały, zrzędliwy starzec, który, pisał ciotce listy do krewniaków w Polsce, bo ciotka nie umiała pisać po polsku.

– No to mam wieczór z głowy – jęknął. Ciotka podała mu wystygły obiad zaznaczywszy, że: „taki kawałek porku kosztuje u buczera ponad pół dolara” i wróciła do swoich kum, by skończyć przerwaną opowieść, jak to zmarłej przedwczoraj świętej pamięci Stefanii musiała dwa razy depilować odrastające wąsy.

W chwili, kiedy z najwyższym trudem przełykał ostatni kawałek zimnej wieprzowiny ciotka oznajmiła: – Acha, Chris! Przyszedł z Polski list do ciebie! Omal się nie udławił na myśl, że to Ewa pisze. Drżącymi dłońmi odwrócił kopertę. Ale, list był od Danuty, jego polskiej narzeczonej . Rozczarowany, rozerwał kopertę ciekaw wieści o operacji mamy. Przeczytał pierwsze zdanie i poczuł, że krew spływa mu do nóg, a świat się zapada w jakąś czarną dziurę. Danuta pisała, że po operacji wdało się zapalenie otrzewnej i mama nie żyje. Musiał bardzo zblednąć, bo raptem zrobiło się cicho.

– Stało się coś? – zapytał po chwili pan Adam. – Tak, umarła mi mama – odparł nieswoim głosem. Zapadło milczenie. – A jaka była stara? – przerwał ciszę absztyfikant ciotki. – Miała pięćdziesiąt trzy lata – jęknął. – No good! No good! Szkoda! Trochę za wcześnie umarła, bo mogła jeszcze parę lat popracować – zaskrzeczała ciotka.

Na słowo „popracować”, Krzysztof aż podskoczył i cudem się powstrzymał, żeby jej nie wygarnąć. Chyba się przesłyszałem? – zagotował. To babsko powiedziało „popracować”, nie „pożyć”! Siedział odrętwiały nie wiedząc, co ze sobą począć.

Ta Ameryka to kraj jakichś totalnie pomylonych ludzi! Liczysz się, póki harujesz! Przestajesz tyrać, umieraj! Ciocia ci machnie makijaż, a potem do pieca, zrobić miejsce innym, by mogli zapierniczać w tym obłędnym kieracie. Poczuwszy cisnące się do oczu łzy uciekł do swojej nory. Rzucił się na łóżko i miętosząc w dłoni list obwieszczający straszliwą wiadomość, zwinął się w kłębek gryząc z rozpaczy poduszkę. 

Płakał bardzo długo, a jak trochę ochłonął uprzytomnił sobie, że nigdy dotąd tak nie rozpaczał, że kompletnie nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo kocha matkę. Boże! Ileż razy byłem dla niej niedobry – katował się ogarnięty wyrzutami sumienia. – Drażniła mnie. Były dni, że jej unikałem zamykając się w swoim pokoju. Złapał się za głowę. Jezu!!! – Straciłem na zawsze matkę! Nie mam już nikogo z najbliższej rodziny!

Gdy się trochę uspokoił, próbował ocenić sytuację: W Ameryce jestem na kompletnym zerze, a w Polsce mam dług zaciągnięty przez mamę na mój na bilet do Ameryki, którym to transatlantykiem do Montrealu przypłynął! Uświadomił sobie, że wciąż miętosi list, którego nie doczytał do końca.

Kiedy tak siedział zdruzgotany z kuchni dobiegł ochrypły głos ciotki: – Chris! No chodźże do nas! Trzeba porozmawiać! Goście mieli chmurne miny, jak ława przysięgłych przed ogłoszeniem wyroku. Czuł, że są po naradzie. – Już zdecydowaliśmy – obwieściła ciotka. W Polsce już nie masz nikogo i najlepiej będzie, jak zostaniesz w Ameryce. Na początku trochę ci pomożemy, a jak staniesz na nogi, oddasz nam pieniądze.

Jak będziesz solidnie pracował nie myśląc o głupstwach, to w Ameryce nie zginiesz. Chciał coś powiedzieć, lecz ciotka mu przerwała w pół słowa: – Aha! Jeszcze jedno! Jak będziesz pisał do Polski, to nie zapomnij wspomnieć tej naszej kuzynce z Myślenic, co znała twoją matkę, by sobie po niej wzięła lokówki do włosów, które w zeszłym tygodniu posłałam twojej matce w paczce. Kompletnie go zamurowało, a ciotka jak gdyby nic, włączyła telewizor na pełny regulator, zaś goście zajadając chipsy zaczęli rechotać, bo akurat zaczynał się show jakiegoś znanego komika.

Lubię to! Skomentuj55 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka