195 obserwujących
2569 notek
5723k odsłony
  1471   0

Kto naprawdę jest animatorem sukcesu Maty? Słówko do notki red. Wosia

Oprawa muzyczna: https://www.youtube.com/watch?v=t4O1LLk6qlY

A teraz do rzeczy.

Na portalu internetowym Salon24, pan redaktor Rafał Woś, wyczuwalnie obarczony kompleksem jak to nazywa: „fajnopolackich i liberalnych mieszczan”, w notce pt. „Odczepcie się od Maty ”, - vide: https://www.salon24.pl/newsroom/1174355,odczepcie-sie-od-maty przeprowadził bardzo interesującą, aczkolwiek zbyt jednostronną i besserwisserską analizę oszałamiającego sukcesu rapera Maty pisząc między innymi, cytuję:

Młody Matczak kolejny raz pokazał, że jest mądrzejszy od całej tej fajnopolackiej i liberalnej Dulszczyzny, która go zrodziła.
A już wydawało się, że raper Matczak w końcu mówi to, czego establiszment od niego oczekuje. Wreszcie na jego koncertach fani krzyczą - jak Pan Bóg przykazał - „j***ć PiS”. I nareszcie zaczęło wyglądać na to, że jest na najlepszej drodze, by stać się wieszczem naszych czasów. Takim na miarę Smarzowskiego, Stuhra albo Holland. Wtedy nagle trrrrach! Mata reklamuje… McDonald’sa. I znów ci nasi biedni liberalni mieszczanie absolutnie nic z tego nie rozumieją.
Już raz tak było. Pamiętacie „Patointeligencję”? Oczywiście, że pamiętacie. Ale przypomnijcie sobie też reakcję na wybuch popularności tego kawałka. Nasza nadwiślańska liberalna Dulszczyzna XXI wieku nie bardzo wiedziała, jak to wszystko ugryźć. To było przecież tak bardzo inne. Inne od tego, co dawali im pewni oraz sprawdzeni twórcy kultury. Tacy Smarzowski, Szumowska albo Holland to wiadomo. że jak coś wyprodukują, to będzie pod potrzeby liberalnej Dulszczyzny skrojone. Będzie więc obowiązkowe darcie łacha ze strasznego Polactwa. Siedliska faszyzmu, antysemityzmu, nietolerancji, homofobii i co tam sobie jeszcze winszujecie. Naród, czyli przaśni, prowincjonalni Polacy-Azjaci. I śmieszni i straszni. Tak różni od nas - prawdziwych Europejczyków. Przerażonych tym, co się dzieje w „tym kraju” pod rządami PiS. Tego polski liberalny inteligent wychowany na TVNie, TOK FM i Onecie oczekuje, nieprawdaż?...

Mój komentarz:

Choć pan redaktor Woś ma niewątpliwie sporo racji, moim zdaniem sprawa jest o wiele prostsza, ale najpierw coś panu redaktorowi Wosiowi opowiem.

W wieku licealnym tylko raz uciekłem z domu. A wie Pan Redaktor, dlaczego?

Bo moja ukochana śp. Mama, wielka patriotka, która mnie zaprowadziła za rękę do Katedry Wawelskiej jak tylko nauczyłem się chodzić i powiedziała mi na ucho, że to jest nasz bezpieczny dom, w którym bije serce Polski, - w latach 60. ubiegłego wieku zabroniła mi słuchać Beatlesów, gdyż twierdziła, że to jakieś zdziczałe wyjce rude, co do fryzjera nie chodzą i nie mają Boga w sercu, bo skaczą jak małpy i się jak jakieś dzikusy wydzierają.

I choć była to już ze wszech miar wyzwolona epoka "dzieci kwiatów", - moja kochana Mama chciała, żebym z nią na naszym Steinwayu grał na cztery ręce i śpiewał w duecie ułańskie piosenki, na przemian z „czerwonymi makami na Monte Cassino” w czasie, gdy cały świat wirował w rytmie rock and rolla, a mój najlepszy kumpel miał płyty Elvisa Presleya, Billa Halleya, Chucka Berry’ego i pierwszy album Beatlesów.

I choć mamę kochałem nad życie, pogniewałem się na Nią za to, że zabraniała mi słuchać muzyki, którą kochałem, - i uciekłem na kilka dni z domu, do mojego kumpla.

Ten sam błąd, co moja śp. Mama popełniają teraz panowie: Kaczyński, Czarnek i Jędraszewski usiłując przymusić dzisiejszych „pięknych dwudziestoletnich” by pokochali taką Polskę, jaką oni sobie wymyślili, nie zdając sobie kompletnie sprawy z tego, że młodzi już odbierają na kompletnie innych falach niż oni.

I znowu coś panu redaktorowi Wosiowi opowiem.

Pewnego sierpniowego wieczoru wybrałem się na krakowski Rynek.

Podjechałem na miejsce tramwajem wypełnionym tłumem młodych ludzi ze wszystkich stron świata. Mieszały się ze sobą języki: angielski, francuski, hiszpański, niemiecki z jakimiś dziwacznymi językami, które pierwszy raz w życiu słyszałem. Wszyscy wyluzowani, radośni, uśmiechnięci, rozszczebiotani i przyjaźni sobie. Ubrani na sportowo, bez pretensjonalnego szpanu, w podkoszulkach, krótkich spodenkach, kolorowych tenisówkach, z plecaczkami na ramionach.

Niesiony wartkim nurtem tych ciekawych świata współczesnych „pięknych dwudziestoletnich” i przypomniałem sobie słowa hymnu Piwnicy pod Baranami: „Ta nasza młodość”, - z kości i krwi, ta nasza młodość co z czasu kpi, co nie ustoi w miejscu zbyt długo, co pierwszą jest potem drugą,  ta naszą młodość ten szczęsny czas, ta para skrzydeł zwiniętych w nas…

Wsłuchany w bicie serca Królewskiego Miasta, w którym przeżyłem lat siedemdziesiąt siedem uświadomiłem sobie, że świat jest tak piękny i radosny, a my Polacy daliśmy się wciągnąć obłąkanym politykom w paranoicznie toksyczną nawalankę dwu nienawidzących się wzajemnie polskich plemion: bogoojczyźnianych pisowskich patriotów oraz, jak pisze redaktor Woś „nadwiślańskiej liberalnej Dulszczyzny XXI wieku”.

Lubię to! Skomentuj57 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura