echo24 echo24
590
BLOG

Jak Tusk nie rozliczy pisowskich przestępców, - to zniecierpliwiony suweren rozliczy Tuska

echo24 echo24 Polityka Obserwuj notkę 54
Pięć minut Tuska!

Od kilku dekad zastanawiam się, dlaczego przez tyle lat na polskiej scenie politycznej nie wydarzyło się nic, co położyłoby kres wojnie polsko polskiej między partiami Jarosława Kaczyńskiego i Donalda Tuska?

I dochodzę do wniosku, iż ta niekończąca się bratobójcza walka jest pokłosiem waśniącej naród i genialnej w swej prostocie komunistycznej sztuczki socjotechnicznej, - polegającej na utwierdzaniu sprzyjających władzy obywateli w poczuciu awansu społecznego, a co za tym idzie umacnianiu ich w przeświadczeniu, że są lepsi od gorszej reszty.

A teraz, postaram się uzasadnić powyższą tezę w aspekcie historycznym.

Otóż, jak starsi pamiętają, a młodsi niestety już nie, gdyż nie mieli się skąd o tym dowiedzieć, w latach powojennych (lata 40/50 ubiegłego wieku) komuniści z zacofanej i zabiedzonej prowincji przerzucili do miast rzesze prostych i niewykształconych ludzi. W miastach, zazwyczaj w pobliżu zakładów przemysłowych, pobudowano dla nich nowe dzielnice, a w nich bloki, które im się zdały pałacami. Potem im umożliwiono zrobienie zaocznej matury, co oni uznali za awans społeczny. To ci właśnie ludzie, z grubsza okrzesani w hotelach robotniczych przepoczwarzyli się z czasem w coś w rodzaju „przyzakładowych wierchuszek”. Słowem ni pies, ni wydra, albo, jak kto woli bezideowy twór bez rodowodu.

W następnym pokoleniu (lata 60/70), ich dzieci pokończyły już częściowo studia tworząc grupę „nowej inteligencji”. Tu skłaniałbym się ku zastąpieniu terminu „nowa inteligencja” określeniem „klasa ludzi wykształconych w pierwszym pokoleniu”.

Po upadku komuny wydawało się przez moment, że nastąpi odrodzenie prawdziwych polskich elit, ale proces ten skutecznie storpedowali zbałamuceni przez Michnika wnukowie tych, których w latach 40/50 przesiedlono do miast. Mechanizm był identyczny jak w okresie powojennym, czyli utwierdzenie ludzi w poczuciu społecznego awansu.

O ile sztuczka z „awansem społecznym prim” (lata 40/50) polegała na utwierdzeniu prostych i niewykształconych ludzi w przekonaniu, że przynależą do lepszej od reszty społeczeństwa awangardy władzy ludowej, - to trik z „awansem społecznym bis” (po upadku komuny) polegał na utwierdzeniu ich już z grubsza okrzesanych i lepiej wykształconych wnuków w poczuciu, iż przynależą do grupy światlejszych i bardziej od reszty społeczeństwa postępowych elit III RP. W pierwszym przypadku wykorzystano ciemnotę i niedouczenie, w drugim zaś próżność, pychę i kompleksy ludzi, których na swój prywatny użytek nazywam „intelektualnie nowobogackimi”.

Bezsprzecznie sprytny redaktor Gazety Wyborczej doskonale znał odbierającą rozum magiczną moc utwierdzenia „nowobogackiego inteligenta” w przekonaniu o przynależności do krajowej elity. Redaktor Michnik wiedział, że jak takiemu powie, że przynależy do crême de la crême III Rzeczypospolitej, to on nie dość, że w to głęboko uwierzy, to jeszcze będzie owego społecznego awansu bezkrytycznie bronił do ostatniej kropli krwi. Gorzej, w obawie przed utratą nowego statusu wyróżniającego go ponad resztę „gorszego” społeczeństwa, taki delikwent zrobi dosłownie wszystko, byle się świat nie dowiedział, co sobą reprezentuje naprawdę.

I tu moim zdaniem leżała tajemnica irracjonalnie wysokich notowań Platformy Obywatelskiej w okresie 2007 - 2015, popieranej w znakomitej większości przez takich właśnie ludzi. Popierających bezkrytycznie, w obawie, że ewentualny upadek tej partii groziłby weryfikacją elit, co dla nich oznaczałoby możliwość utraty ich społecznego awansu.

Niestety, nie miał im kto wytłumaczyć, że choć w większości przypadków całkiem nieźle wykształceni, stanowią wszakże grupę inteligencji szeregowej, której daleko do przedwojennych elit. Nikt ich nie przekonał, że utrata bądź wyrzeczenie się ich nieuprawnionego statusu to nie żadna klęska, ale wręcz przeciwnie, powrót na sprawiedliwie im przynależny szczebel w hierarchii społecznej. Że jeśli się z tym pogodzą, staną się bardziej autentyczni, a co za tym idzie bardziej wiarygodni. Że nie będą się musieli już bać o utratę nienależnego statusu. Że nie będą już musieli brnąć w zakłamanie. A, co najważniejsze, będzie im wtedy łatwiej się porozumieć z resztą społeczeństwa, że staną się znowu częścią narodowej wspólnoty.

Prawda zaś jest taka, że w czasie pierwszych rządów Platformy Obywatelskiej w okresie 2007 – 2015, inspirowany przez Adama Michnika Donald Tusk zmałpował powojennych komunistów utwierdzając swych intelektualnie nowobogackich orędowników w przekonaniu, że są światłą awangardę narodu, - natomiast w okresie 2015 – 2023, Donalda Tuska zmałpował Jarosław Kaczyński z tą wszakże różnicą, że prezes PiS postawił na ludzi prostych.

I tak, trywializując powiem, że w latach 2007 – 2015 Tusk mamił wolnomyślicielsko nowobogacką inteligencję „zieloną wyspą wiekuistej szczęśliwości opływającą w dostatki dzięki niewidzialnej ręce wolnego rynku”, - natomiast w okresie 2015 - 2023 Kaczyński bajerował religiancko uwsteczniony lud pisowski „wielką Polską chrystusową, w której szparagi będą zbierali Niemcy”.

Powiem więcej. PiS i Platforma po prostu musiały ze sobą nieustannie wojować, gdyż ostateczna wygrana jednej z tych partii byłaby jednoznaczna z jej polityczną zagładą, - gdyż ci definitywni zwycięzcy nie mieliby, na kogo winy zwalać i mamić ludzi, jacy źli są ci drudzy, którzy w każdej chwili mogą powrócić do władzy, - a jeszcze do tego na polską scenę polityczną mogłaby się nie daj Boże wedrzeć jakaś nowa jakość polityczna.

Więc dla zmyły, żeby obywatele myśleli, iż jest praworządnie i sprawiedliwie, obie te „wojujące ze sobą” partiokracje od czasu do czasu spektakularnie wymieniały się władzą w systemie wahadłowym. Po każdej takiej zmianie warty, ludzie przez jakiś czas żyli w złudnym przeświadczeniu, że teraz już na zawsze będzie dobrze i uczciwie, a winni dostaną za swoje. A, gdy po jakimś czasie okazywało się, iż znowu jest jak było, zaś żadnemu przestępcy włos nie spadł z głowy, - następowała kolejna zmiana warty.

I taka właśnie zmiana warty miała miejsce 15 października 2023.

Sęk wszakże w tym, że choć napędzane siłą bezwładności pisowsko peowskie wojenne perpetuum mobile pracuje nadal, - to Polska znajdująca się w stanie permanentnej wojny Polaków z Polakami wciąż buksuje w miejscu w pogoni za Europą pierwszej prędkości.

Bo żadna władza nie może na dłuższy dystans sprawnie rządzić mając za sobą jedynie połowę obywateli.

Rodzi się tedy pytanie, czy Donald Tusk ma obecnie szanse sprawnie rządzić mając za sobą, jeśli nie całe społeczeństwo, to znakomitą jego większość?

Moim zdaniem ma, ale warunkiem sine qua non takiego przełomowego sukcesu jest konsekwentne i bezlitosne rozliczenie poprzedniej ekipy, czego do tej pory wymieniający się władzą w systemie wahadłowym Tusk i Kaczyński, - nie nigdy nie zrobili.

Dlaczego Donald Tusk ma właśnie w tym momencie taką szansę?

Bo skończyła się seria trzech następujących po sobie wyborów, - i dopiero teraz Donald Tusk może bez obawy o konsekwencje wyborcze rozpocząć prawdziwe czyszczenie polskiej sceny politycznej, a mówiąc konkretnie, bezwzględne rozliczenie zdegenerowanej moralnie pisowskiej ekipy, która przez osiem lat w sposób niemający precedensu w posierpniowej Polsce, całkowicie bezkarnie demolowała nasze Państwo.

Dopiero teraz, minister Bodnar może bez obawy o wyborcze reperkusje rozpocząć czyszczenie pisowskiej stajni Augiasza uruchamiając przewidziane Konstytucją i prawem karnym procedury prokuratorskie i sądownicze, w wyniku czego pisowscy przestępcy zostaną sprawiedliwie ukarani za łamanie prawa, z lądowaniem za kratkami włącznie.

Ukarani muszą zostać wszyscy, którzy na to zasłużyli, także ci, którym Jarosław Kaczyński załatwił chwilowy azyl w Brukseli.

A jeśli Donald Tusk teraz nie rozliczy pisowskiej mafii, to zniecierpliwiony i coraz głośniej domagający się sprawiedliwości suweren, który 15 października 2023 dał mu kredyt zaufania, rozliczy Donalda Tuska, - i będziemy mieli kolejną zmianę warty.

Bo w niedzielę, Polacy pokazali żółtą kartkę premierowi Tuskowi, który w wyborach europejskich zaledwie o włos wygrał z Kaczyńskim.

I jeszcze jedna sprawa. Obecni koalicjanci (Trzecia Droga i Lewica) zawiedli Donalda Tuska. Więc może nadszedł czas, by pan premier pomyślał o koalicji Platformy Obywatelskiej ze zmodernizowaną Konfederacją? Bo tandem Tusk - Mentzen mógłby mieć siłę politycznego rażenia bomby atomowej! Więcej można przeczytać w mojej notce zatytułowanej "Jeszcze nie znacie Tuska! ", - vide: https://www.salon24.pl/u/salonowcy/1382464,czemu-donald-tusk-tylko-o-wlos-wygral-z-jaroslawem-kaczynskim 

Krzysztof Pasierbiewicz (em. nauczyciel akademicki oraz niezależny bloger oddany prawdzie i sprawom ważnym dla naszego państwa)

UWAGA!

Uprzejmie proszę Gości mojego blogu o trzymanie się przekazu notek i niesprowadzanie dyskusji na tematy oboczne. Zastrzegam sobie także prawo do okresowego blokowania autorów komentarzy hejterskich, obelżywych, insynuacyjnych, pomawiających i niedorzecznych. Informuję również, że pretensjonalnie infantylne komentarze autorstwa mściwych miłośników partii Jarosława Kaczyńskiego usiłujących się na mnie odegrać za krytykę PiS, - będę konsekwentnie usuwał, bez podania przyczyn.

echo24
O mnie echo24

emerytowany nauczyciel akademicki, tłumacz, publicysta, prozaik,

Nowości od blogera

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka