echo24 echo24
302
BLOG

Bo to się zwykle tak zaczyna…

echo24 echo24 Polityka Obserwuj notkę 50
Na Jasnej Górze powiało grozą!

Czy pamiętacie Państwo finałową scenę z oscarowego amerykańskiego filmu Kabaret, rozgrywającą się w ostatnich dniach Republiki Weimarskiej? Ta scena uczy nas, jak rodzi się faszyzm – nie poprzez wielkie gesty, lecz w subtelnych, niepozornych momentach i gestach, które wydają się sielankowe i niewinne. Chłopak, piegowaty blondynek, śpiewa a capella o słońcu nad łąką i jeleniu hasającym w lesie. Ale w tym idyllicznym obrazie nagle przebija się nowy motyw: „zbierzmy się razem, by powitać burzę…”. Najpierw niepokojący szept, potem wspólne podnoszenie głosów, w końcu pełny, wojowniczy chór. Padają słowa: "Tomorrow belongs to me". Kameralne, niemal niewinne sceny przeobrażają się w manifestację siły i posłuszeństwa – i zanim ktoś zdąży zareagować, faszyzm jest już obecny.

Wczorajsze spotkanie prezydenta Nawrockiego z kibicami na Jasnej Górze jawiło mi się niczym żywy, współczesny wariant tej samej sceny. Scenografia była monumentalna: monumentalny plac, rzędy ludzi w barwach klubowych, transparenty, chorągwie i ołtarz centralny jako tło – wszystko to tworzyło obraz pełen sugestii i emocji. Nie było w tym chaosu; wszystko było starannie zaaranżowane, jak w teatrze. Prezydent wchodzi na podium, wita zgromadzonych wykrzyczanymi słowami: „Czołem, kibice!”. I wtedy dzieje się coś niepokojącego – odzew kibiców jest natychmiastowy, niemal mechaniczny, jak echo tego, co w filmie śpiewał chłopak w Hitlerjugend: pełne entuzjazmu „Czołem!”, powtarzane w rytmie wspólnego uniesienia. Atmosfera staje się elektryzująca, niebezpiecznie sugestywna. Każde słowo, każdy gest, każdy uśmiech zdają się wzmacniać poczucie jedności wobec jakiegoś niewidocznego wroga lub celu, który nie jest jasno zdefiniowany – ale który, podobnie jak w filmie, zaczyna rosnąć w oczach uczestników.

Hasła, które pojawiały się na transparentach i w okrzykach, były z jednej strony sportowe, z drugiej – w swoim tonie absolutnie bezkompromisowe i nacjonalistyczne. Widziałem w tym echo tamtej pieśni z filmu: najpierw sielankowy krajobraz, potem „powstań, powstań!”, w końcu zjednoczony chór. Tutaj również wszystko zaczynało się od gestu pozornie niewinnego, od słów pozornie zwyczajnych, a atmosfera stawała się już nie tyle radosna, co niemal ceremonialna – atmosfera, w której pytanie padające w filmie Kabaret: „czy nadal uważasz, że możecie ich ukrócić?” nie wydaje się abstrakcyjne, lecz realne, adresowane do wszystkich uczestników.

Bo to się zwykle tak zaczyna – od sielanki, od uśmiechu, od wspólnego śpiewu lub wspólnego „czołem”. Faszyzm nie wybucha nagle jak bomba, nie przychodzi z hukiem. On wślizguje się w codzienność, w atmosferę entuzjazmu i wspólnoty, w scenografie pozornie niewinne, w rytuały powtarzane przez tłum. I zanim się obejrzymy, zwykłe słowa stają się rozkazami, zwykłe gesty – manifestacją władzy, a zwykli ludzie – chórem, który już nie pyta, tylko wykonuje.

Krzysztof Pasierbiewicz (em. nauczyciel akademicki AGH i niegdysiejszy trampkarz Cracovii)

Post Scriptum

Dla młodszych czytelników podaję link do sceny z filmu Kabaret, o której wspomniałem w tekście notki - https://www.youtube.com/watch?v=Sv7kbtQChJA  (warto obejrzeć do samego końca)


echo24
O mnie echo24

emerytowany nauczyciel akademicki, tłumacz, publicysta, prozaik,

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (50)

Inne tematy w dziale Polityka