Jak uczy historia, najtrudniej bywa dostrzec to, co najprostsze – „oczywiste oczywistości”. Często są one tuż obok nas, lecz właśnie dlatego pozostają niewidoczne. Najciemniej jest przecież pod latarnią.
Nie jestem wojskowym ani strategiem. Jestem jednak człowiekiem, który przeżył wystarczająco długo, by wiedzieć, jak łatwo zbiorowe złudzenia uznaje się za pewniki. Urodziłem się bowiem w czasie, gdy Adolf Hitler wciąż wierzył w swoje zwycięstwo, a z opowieści mojej śp. Mamy pamiętam, że w 1939 roku większość Polaków była przekonana o sile własnej armii i niezawodności sojuszników. Historia okazała się bezlitosnym korektorem tych przekonań.
Czterdzieści lat pracy akademickiej nauczyło mnie jeszcze jednego: że nadmiar analiz bardzo często przesłania sedno sprawy. Wielu uczonych, ekspertów i komentatorów gubi się w szczegółach, zapominając o punkcie wyjścia. Zamiast poznania prawdy pojawia się żonglowanie danymi i obrona z góry założonych tez.
Patrząc dziś na światową politykę – zwłaszcza po napaści USA na Wenezuelę – mam wrażenie, że dzieje się dokładnie to samo. Politycy i eksperci z zapałem rozkładają wydarzenia na czynniki pierwsze, a jednocześnie pomijają fakt najbardziej oczywisty: globalny konflikt nie jest już abstrakcyjnym zagrożeniem. On wisi na włosku. A być może – jeśli spojrzeć bez złudzeń – już się rozpoczął.
Nie potrzeba tu skomplikowanych modeli ani wielopiętrowych analiz. Wystarczy odwaga, by nazwać rzeczy po imieniu i dostrzec to, co widać najtrudniej, bo jest zbyt blisko.
I jeszcze jedno. Najkrwawsze wojny wzniecali zawsze szaleńcy opętani wizją, że światem rządzi pieniądz.
Krzysztof Pasierbiewicz (em. nauczyciel akademicki Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie)
Najtrafniejszy komentarz:
Notkę tę opublikowałem także na FB – vide: https://www.facebook.com/photo/?fbid=26156832660575658&set=a.608649822487293¬if_id=1767609309699726¬if_t=feedback_reaction_generic&ref=notif – gdzie komentator Paweł Skrzyński dodał moim zdaniem znakomity komentarz, w którym postawił i uzasadnił tezę, że III WŚ zaczęła się w 2014 a na dobre w 2022.... ------- Oto treść tego komentarza, cytuję:
„NA początek doprecyzowanie „III wojna światowa” - nie ma pełnej analogii z wojami z XX wieku gdzie mieliśmy obraz jednego, formalnie wypowiedzianego konfliktu jak 1939–1945 (ale wypowiadanego na raty i wciągającego kolejne kraje), mamy teraz długotrwałą „wojnę systemową", która związana jest ze zmianą układu sił i utratą przez USA roli światowego hegemona gwarantującego równowagę światową. Jest to globalna rywalizacja o układ sił, łańcuchy dostaw, technologie, kontrolę nad szlakami handlowymi i normami prawa międzynarodowego, która może się eskalować i „skaluje się” od sankcji i wojny informacyjnej po starcia kinetyczne (Ukraina, Izreael etc.)
1. Rdzeń systemowy.
Kluczowe są trzy elementy (ja podaje za Strategy & Future, Jacerk Bartosiak, Marek Budisz i inni ale również cenię bardzo takich analityków jak Józef Orzeł):
1. Stawką jest system: kto ustanawia reguły gry (handel, finanse, standardy technologiczne, bezpieczeństwo szlaków morskich, dostęp do surowców/energii, „bezpieczeństwo ekonomiczne”). Dlatego „frontem” są też: cła, kontrole eksportu, sankcje, subsydia przemysłowe, walka o chipy/AI, cyber i propaganda – a nie wyłącznie linia okopów.
2. Czas i skala: ta rywalizacja ma trwać latami i przechodzić przez fazy – od presji ekonomicznej po wojny „zastępcze” i interwencje. Konflikt systemowy trwa od 2014 kiedy Rosja siłą zagarnęła Krym łamiąc Memorandum Budapesztańskie z 1992, które sama miała gwarantować. W 2022 mieliśmy do czynienia z eskalacją i złamaniem dotychczasowych norm międzynarodowych i ustalonego porządku. Znowu zaczęła w polityce dominować siła.
3. Geografia i „płyty tektoniczne”: w tle jest klasyczny podział na mocarstwo morskie (USA i sojusznicy, kontrola oceanów/finansów) versus mocarstwa lądowe i rewizjonistyczne (Chiny, Rosja – każdy na swój sposób), które próbują wypchnąć wpływy USA z kluczowych obszarów Eurazji.
Takie podejście pozwala właśnie nam mówić o „III Wojnie Światowej”, pomimo tego, że nie ma jednego aktu wypowiedzenia wojny – bo światowy porządek i zasady użycia siły ulegają całkowitej erozji.
2) Ukraina 2014/2022 jako „teatr” wojny systemowej
W tej ramie:
- 2014 (Krym) bywa interpretowany jako wejście Rosji w fazę rewizjonizmu terytorialnego metodą „szarej strefy” (operacje specjalne, deniability, wojna informacyjna), testującego reakcję Zachodu.
- 2022 (pełnoskalowa inwazja) - to już wejście w fazę kinetyczną o dużej intensywności – i dla Bartosiaka/S&F ma znaczenie szersze niż Ukraina: to sprawdzenie wiarygodności Zachodu, odporności przemysłowej, zdolności do długiej wojny na wyniszczenie oraz skuteczności sankcji. W opisach ich książek Ukraina jest wręcz przedstawiana jako „początek” większego starcia o układ sił.
W logice „wojny systemowej” Ukraina jest ważna także dlatego, że:
- przeorała europejską architekturę bezpieczeństwa,
- wymusiła zbrojenia i przestawienie przemysłu obronnego,
- przyspieszyła fragmentację gospodarki światowej (energia, surowce, handel, technologie dual-use).
3) Wenezuela (styczeń 2026) jako sygnał: powrót do logiki „stref wpływów” i brutalnej siły
W październiku 2025 Putin podpisał w swoje urodziny z Wenezuelą wieloletni traktat handlowy - a Wenezuela to kraj o największych zasobach ropy na świecie, silny ekonomicznie. Moża było uznać, że narkotykowy reżim to ekspozycja sił Rosji i Chin pod nosem USA. Putin dostał psztyczka w nos bo z traktatu nici: Wenezuela zostaje tym samym całkowicie wyjęta spod wpływów Rosji i Chin.
Natomiast ta operacja i sposób jej przeprowadzenia potwierdza:
- Erozję norm użycia siły: jeżeli mocarstwo podejmuje działania zbrojne bez szerokiej legitymizacji międzynarodowej, to w logice "wojny systemowej" jest to oznaka, że reguły porządku liberalnego słabną, a wraca twarda polityka siły. W brytyjskiej debacie padł wręcz argument, że brak potępienia może "ośmielać" inne mocarstwa do analogicznych ruchów (np. w ich sąsiedztwie).
- Monroe Doctrine / strefy wpływów: jeśli argumentacja USA odwołuje się do tradycyjnej logiki hemisferycznej, to jest to klasyczny objaw świata „koncertu mocarstw”, a nie świata "powszechnych reguł".
- Geopolityka zasobów: w doniesieniach medialnych pojawia się wątek wykorzystywania kontroli nad zasobami (ropa) jako dźwigni. To jest dokładnie ten typ instrumentarium, który w podejściu "systemowym" jest równorzędny wobec działań militarnych.
Podsumowując:
- widzimy wieloobszarową, globalną rywalizację: ekonomia, technologia, energia, narracje, proxy-conflicts i czasem uderzenia kinetyczne;
- „fronty” są rozproszone, ale skorelowane przez interesy mocarstw i ich zdolność do narzucania reguł;
- rośnie akceptacja dla działań siłowych i presji pozaprawnej – co jest typowe dla okresów przełomu systemowego.
Zatem jesteśmy już w III WŚ od ładnych kilku lat przy czym jest ona inna niż wojny XX wieczne. Jeśli przyjąć tę ramę, to dla państw takich jak Polska kluczowe są:
- zdolności odstraszania i długiej mobilizacji (amunicja, obrona powietrzna, potencjał dronowy, logistyka, rezerwy),
- odporność systemowa: energia, cyber security, łańcuchy dostaw, infrastruktura krytyczna,
- pozycjonowanie w systemie sojuszy z uwzględnieniem, że USA mogą podejmować działania poza Europą, które wpływają na ich zasoby i wiarygodność i że kierunek USA lub UE jest de facto dla nas w pewnym sensie zgubny: trzeba szukać sojuszników poza tym układem (ale w ramach UE) wśród Państw, które mają interes zgodny z PL oraz budować front tych państw w samej UE (zwracam uwagę, że nasze interesy są przeciwstawne do interesów państw takich jak Niemcy czy Francja!!!)..."
Inne tematy w dziale Polityka