echo24 echo24
284
BLOG

Czy Kneset będzie znów obradował na Wawelu?

echo24 echo24 Polityka Obserwuj notkę 27
Kult jednostki wiecznie żywy!

Motto: Bloger może powiedzieć to, czego politykowi powiedzieć nie wolno, bądź nie wypada.

A teraz do rzeczy.

A teraz do rzeczy.W dyplomacji bywało już wszystko: ciche fochy, demonstracyjne milczenie, teatralne noty protestacyjne i uśmiechy, za którymi kryje się lodowata niechęć. Ale komunikat ogłoszony publicznie przez ambasadora światowego mocarstwa, że „ze skutkiem natychmiastowym” nie będzie kontaktów z marszałkiem Sejmu, brzmi jak scena z politycznego reality show, a nie jak fragment relacji między sojusznikami. I nie oszukujmy się - to był rozkaz w stylu Kaliguli.

Jeszcze bardziej osobliwe jest to, że cała historia nie dotyczy bezpieczeństwa, wojny, gospodarki ani żadnej realnej sprawy państwowej. Poszło o… Pokojową Nagrodę Nobla dla Donalda Trumpa.

Marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty oświadczył, że nie poprze kandydatury byłego prezydenta USA, bo jego zdaniem na nią nie zasługuje. Ot, opinia polityczna. Nic więcej. W normalnym świecie kończyłoby się na wzruszeniu ramionami. W świecie coraz bardziej przypominającym polityczny kabaret – kończy się dyplomatycznym trzaskaniem drzwiami.

Premier Donald Tusk odpowiedział zresztą dość powściągliwie, przypominając rzecz oczywistą: sojusznicy powinni się szanować, a nie pouczać. Trudno o bardziej elementarną zasadę. Trudno też o bardziej gorzką refleksję, że najwyraźniej trzeba ją dziś przypominać publicznie.

Cała sytuacja budzi jednak jeszcze inne skojarzenia.

Oto przewodniczący parlamentów dwóch państw – Izraela i Stanów Zjednoczonych – wysyłają do parlamentów świata prośby o wsparcie dla konkretnej osoby w staraniach o Nagrodę Nobla. A gdy jeden z adresatów odpowiada „nie”, natychmiast pojawia się dyplomatyczna demonstracja siły w wykonaniu bolszewików amerykańskiej prawicy i górali z Góry Synaj. 

I wtedy w głowie pojawia się pytanie, z pozoru absurdalne, lecz coraz mniej żartobliwe:

Czy Kneset będzie znów obradował na Wawelu?

To oczywiście ironia. Ale tylko trochę.

Bo przecież nie chodzi o to, kto gdzie będzie obradował. Chodzi o coś znacznie poważniejszego: o to, gdzie przebiega granica między partnerstwem a politycznym naciskiem. I czy państwo, które ma własny parlament i własną godność, ma jeszcze prawo do własnej opinii.

Nie ufam polityce budowanej na transakcji i sile. Nie ufam wizji świata, w której lojalność mierzy się gotowością do potakiwania. Nie ufam przekonaniu, że wdzięczność ma zastąpić suwerenność. I nie ufam politykom, którzy uważają, że każdy sprzeciw jest wrogością.

Bo przecież Nobla się nie przyznaje za to, że ktoś głośno mówi, że go chce. Ani za to, że inni głośno domagają się, by go dostał.

Nagrody – zwłaszcza te pokojowe – mają sens tylko wtedy, gdy są efektem powszechnego uznania, a nie dyplomatycznej mobilizacji i politycznej presji. Inaczej zamieniają się w kolejny element gry, w której stawką jest prestiż, wpływy i dominacja symboliczna.

W tej historii nie chodzi więc o Czarzastego. Nie chodzi o Tuska. Nie chodzi nawet o Trumpa.

Chodzi o coś prostszego.

O to, czy polski marszałek Sejmu ma prawo powiedzieć „nie”, nie narażając się na demonstracyjne „to my z panem nie rozmawiamy”.

O to, czy partnerstwo polega na rozmowie, czy na dyscyplinowaniu.

I o to, czy w tej całej układance ktoś jeszcze pamięta, że Polska to nie jest teren administracyjny żadnego innego państwa.

Dlatego pytanie z tytułu nie jest tylko żartem. Jest przypomnieniem, że historia uczy pokory. I że każda epoka, która zaczyna się od drobnych gestów symbolicznej dominacji, kończy się zwykle dużo mniej symbolicznie.

Na razie mamy tylko dyplomatyczny foch.

Ale ton, w jakim został ogłoszony, każe się zastanowić, czy ktoś przypadkiem nie uznał, że w sprawach polskich można już decydować ponad głowami Polaków.

A wtedy naprawdę pozostanie już tylko zapytać: kto będzie obradował na Wawelu – i kto będzie miał prawo zabrać tam głos.

PS. Urodziłem się pod koniec II Wojny Światowej i pamiętam z dzieciństwa, że podobne pogróżki przychodziły ze Związku Radzieckiego. Słowem, - kult jednostki wiecznie żywy!

Krzysztof Pasierbiewicz (emerytowany nauczyciel akademicki oraz niezależny bloger)


echo24
O mnie echo24

emerytowany nauczyciel akademicki, tłumacz, publicysta, prozaik, bloger niezależny

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (27)

Inne tematy w dziale Polityka