Gdyby skoki narciarskie mierzyć nie w metrach, lecz w jednostkach politycznego odlotu, dzisiejszy występ Donalda Trumpa spokojnie mógłby konkurować o złoto z naszym olimpijczykiem Kacprem Tomasiakiem. Różnica jest tylko taka, że Tomasiak ląduje telemarkiem, a były prezydent USA — no cóż — raczej w szerokim rozkroku.
Już sam początek pierwszego posiedzenia jego „Rady Pokoju” zapowiadał, że będzie grubo. Zamiast powagi — był casting do konkursu „Najładniejszy, Najwyższy i Najbogatszy Przyjaciel Donalda”. Padały charakterystyczne, autoparodystyczne pochwały w stylu: „świetny facet”, „bardzo silny”, „fantastyczny człowiek”. Jeśli ktoś liczył na dyplomację, dostał galę rozdania orderów samozadowolenia, wypisz wymaluj jak niegdyś u Zenka Martyniuka.
Galeria historycznych „świroskoczków”
Patrząc na tę paradę, trudno było nie pomyśleć o klasykach gatunku. Oto bowiem:
• Kaligula wprowadził konia do polityki — Trump wprowadza do niej przebogaty kalejdoskop komplementów.
• Karol VI Szalony bał się, że jest ze szkła — dzisiejszy bohater wyglądał, jakby był z teflonu, do którego nic się nie przylepia.
• Iwan IV Groźny miał napady furii — tu dostaliśmy wytryski autopromocji.
• Maria I, zwana Szaloną, latała z wrzaskiem po pałacu — dzisiejsza mimika amerykańskiego przywódcy momentami sugerowała podobną pantomimę emocji.
• Tarrare połykał wszystko — Trump zaś połyka własne wątki w połowie zdania złożonego.
• Jim Jones budował kult jednostki — tu obserwowaliśmy raczej kult autoprezentacji.
• Henry Paget tańczył na ruinach majątku — Trump tańczy retorycznie na ruinach składni napisanych mu tekstów.
Krótko mówiąc: konkurencja historyczna była mocna, ale Trump dzielnie i konsekwentnie próbuje doskoczyć.
Rada Pokoju, czyli konkurs piękności
Szczególnie osobliwy był fragment, gdy prezydent — zerkając nerwowo w kartkę — prezentował uczestników niczym wodzirej gali disco polo:
„Widziałem wiele innych instytucji, ale one tak naprawdę nie mają znaczenia w porównaniu do tej, gdzie zebraliśmy wszystkich najważniejszych liderów na świecie…”
Bo jeśli wszystko inne „nie ma znaczenia”, to znaczy, że oto powstało centrum wszechświata — i to akurat w sali z nazwą gospodarza na ścianie.
Jeszcze lepsze było podkreślanie, kto jest „wysoki”, kto „ładny”, a kto „bardzo bogaty”. Brakowało tylko czirliderek i tabliczek z punktacją od jury.
Podobno mieli także być obecni: król Rwandy Kigeli V, sułtan Muedzul Lail Tan Kiram, książę Ermias Sahle-Selassie Haile z Etiopii, książę David Bagrationi z Gruzji, markiz Alberto D' Ornellase de Vasconcellos Jardim i hrabia Antonio De Deus Ramos Ponces De Carvalho — ale nie zdążyli na pociąg.
Polski akcent (z przymrużeniem oka)
W tym barwnym korowodzie nie mogło zabraknąć reprezentacji znad Wisły. Pojawienie się Marcina Przydacza i towarzyszy wyglądało trochę jak delegacja na szkolną akademię, która przez pomyłkę trafiła na pokaz iluzjonisty. Uprzejme miny, dyplomatyczne uśmiechy i to pytanie w oczach: czy my naprawdę tu jesteśmy?
Bełkot kontrolowany… lub nie
Najbardziej niepokojące nie były jednak żarty sytuacyjne, lecz momenty, gdy wypowiedź wyraźnie się rwie, gubi wątek i jak bumerang wraca do autopochwał. Zdania zaczynały się z rozmachem, po czym lądowały gdzieś w składniowych chaszczach.
Mowa ciała? Podbródek zadarty jak u zdobywcy galaktyk. Mimika — wachlarz od triumfu po złość w ciągu trzech setnych sekundy - Od marsowego czoła po śnieżnobiały uśmiech. Całość miała sprawiać wrażenie sukcesu przekonanego o swej misyjności zbawcy świata… choć momentami walczącego z własną kartką.
Śmiech śmiechem, ale…
Można się śmiać — i trochę trzeba, bo inaczej człowiek by się tylko za głowę łapał — ale historia uczy jednego: gdy władza spotyka się z niekontrolowaną pewnością siebie, bywa niebezpiecznie.
Nie twierdzę, że właśnie byliśmy świadkami rekordu świata w konkurencji „Polityczny odlot bliski krytycznej granicy strusiowato nielotnego absolutu”. Ale jeśli to były kwalifikacje, to finał może być naprawdę… daleki.
A w skokach — jak wiadomo — najważniejsze jest bezpieczne lądowanie. Resztę sami już sobie Państwo dopowiedzcie…
Krzysztof Pasierbiewicz (em. nauczyciel akademicki oraz niezależny bloger oddany prawdzie i sprawom ważnym dla naszego państwa)



Komentarze
Pokaż komentarze (33)