echo24 echo24
254
BLOG

Trumpowi powiało pod narty i tym razem na dobre odleciał!

echo24 echo24 Polityka Obserwuj notkę 33
Tego jeszcze nie było w globalnej polityce!

Gdyby skoki narciarskie mierzyć nie w metrach, lecz w jednostkach politycznego odlotu, dzisiejszy występ Donalda Trumpa spokojnie mógłby konkurować o złoto z naszym olimpijczykiem Kacprem Tomasiakiem. Różnica jest tylko taka, że Tomasiak ląduje telemarkiem, a były prezydent USA — no cóż — raczej w szerokim rozkroku. 

Już sam początek pierwszego posiedzenia jego „Rady Pokoju” zapowiadał, że będzie grubo. Zamiast powagi — był casting do konkursu „Najładniejszy, Najwyższy i Najbogatszy Przyjaciel Donalda”. Padały charakterystyczne, autoparodystyczne pochwały w stylu: „świetny facet”, „bardzo silny”, „fantastyczny człowiek”. Jeśli ktoś liczył na dyplomację, dostał galę rozdania orderów samozadowolenia, wypisz wymaluj jak niegdyś u Zenka Martyniuka.

Galeria historycznych „świroskoczków”

Patrząc na tę paradę, trudno było nie pomyśleć o klasykach gatunku. Oto bowiem:

Kaligula wprowadził konia do polityki — Trump wprowadza do niej przebogaty kalejdoskop komplementów.

Karol VI Szalony bał się, że jest ze szkła — dzisiejszy bohater wyglądał, jakby był z teflonu, do którego nic się nie przylepia.

Iwan IV Groźny miał napady furii — tu dostaliśmy wytryski autopromocji.

Maria I, zwana Szaloną, latała z wrzaskiem po pałacu — dzisiejsza mimika amerykańskiego przywódcy momentami sugerowała podobną pantomimę emocji.

• Tarrare połykał wszystko — Trump zaś połyka własne wątki w połowie zdania złożonego.

Jim Jones budował kult jednostki — tu obserwowaliśmy raczej kult autoprezentacji.

Henry Paget tańczył na ruinach majątku — Trump tańczy retorycznie na ruinach składni napisanych mu tekstów.

Krótko mówiąc: konkurencja historyczna była mocna, ale Trump dzielnie i konsekwentnie próbuje doskoczyć.

Rada Pokoju, czyli konkurs piękności

Szczególnie osobliwy był fragment, gdy prezydent — zerkając nerwowo w kartkę — prezentował uczestników niczym wodzirej gali disco polo:

Widziałem wiele innych instytucji, ale one tak naprawdę nie mają znaczenia w porównaniu do tej, gdzie zebraliśmy wszystkich najważniejszych liderów na świecie…

Bo jeśli wszystko inne „nie ma znaczenia”, to znaczy, że oto powstało centrum wszechświata — i to akurat w sali z nazwą gospodarza na ścianie.

Jeszcze lepsze było podkreślanie, kto jest „wysoki”, kto „ładny”, a kto „bardzo bogaty”. Brakowało tylko czirliderek i tabliczek z punktacją od jury.

Podobno mieli także być obecni: król Rwandy Kigeli V, sułtan Muedzul Lail Tan Kiram, książę Ermias Sahle-Selassie Haile z Etiopii, książę David Bagrationi z Gruzji, markiz Alberto D' Ornellase de Vasconcellos Jardim i hrabia Antonio De Deus Ramos Ponces De Carvalho — ale nie zdążyli na pociąg.

Polski akcent (z przymrużeniem oka)

W tym barwnym korowodzie nie mogło zabraknąć reprezentacji znad Wisły. Pojawienie się Marcina Przydacza i towarzyszy wyglądało trochę jak delegacja na szkolną akademię, która przez pomyłkę trafiła na pokaz iluzjonisty. Uprzejme miny, dyplomatyczne uśmiechy i to pytanie w oczach: czy my naprawdę tu jesteśmy?

Bełkot kontrolowany… lub nie

Najbardziej niepokojące nie były jednak żarty sytuacyjne, lecz momenty, gdy wypowiedź wyraźnie się rwie, gubi wątek i jak bumerang wraca do autopochwał. Zdania zaczynały się z rozmachem, po czym lądowały gdzieś w składniowych chaszczach.

Mowa ciała? Podbródek zadarty jak u zdobywcy galaktyk. Mimika — wachlarz od triumfu po złość w ciągu trzech setnych sekundy - Od marsowego czoła po śnieżnobiały uśmiech. Całość miała sprawiać wrażenie sukcesu przekonanego o swej misyjności zbawcy świata… choć momentami walczącego z własną kartką.

Śmiech śmiechem, ale…

Można się śmiać — i trochę trzeba, bo inaczej człowiek by się tylko za głowę łapał — ale historia uczy jednego: gdy władza spotyka się z niekontrolowaną pewnością siebie, bywa niebezpiecznie.

Nie twierdzę, że właśnie byliśmy świadkami rekordu świata w konkurencji „Polityczny odlot bliski krytycznej granicy strusiowato nielotnego absolutu”. Ale jeśli to były kwalifikacje, to finał może być naprawdę… daleki.

A w skokach — jak wiadomo — najważniejsze jest bezpieczne lądowanie. Resztę sami już sobie Państwo dopowiedzcie…

Krzysztof Pasierbiewicz (em. nauczyciel akademicki oraz niezależny bloger oddany prawdzie i sprawom ważnym dla naszego państwa)


Zobacz galerię zdjęć:

echo24
O mnie echo24

emerytowany nauczyciel akademicki, tłumacz, publicysta, prozaik, bloger niezależny

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (33)

Inne tematy w dziale Polityka