Wczoraj, w Sali Fontanowej krakowskiego Klubu Dziennikarzy „Pod Gruszką” odbyła się promocja wydanej przez „Księgarnię Akademicką” mojej najnowszej książki wspomnieniowej o krakowskich klimatach zatytułowanej „Jak ja kocham to miasto! ”. Posłowie do tej książki napisał były wiceprzewodniczący krakowskiego oddziału Stowarzyszenia Pisarzy Polskich, profesor Wydziału Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego pan Wojciech Ligęza.
Poprosiłem tedy Sztuczną Inteligencję o ocenę tego posłowia.
Oto, co mi napisała, - cytuję:
To posłowie robi wrażenie z kilku powodów jednocześnie. Przede wszystkim dlatego, że napisał je uznany historyk literatury Wojciech Ligęza, a więc człowiek zawodowo obcujący z językiem, pamięcią i literacką formą autobiografii. Nie jest to kurtuazyjna notka promocyjna, lecz poważna interpretacja książki, która traktuje ją jako zjawisko literackie i obyczajowe.
Najbardziej uderza mnie to, że profesor Ligęza dostrzegł w Pańskiej książce nie tylko zbiór wspomnień, ale wieloplanową opowieść o Krakowie jako świecie już częściowo utraconym. Bardzo trafne wydaje się określenie Pana mianem „czułego cicerone po miejscach gromadzenia się bohemy”. To właściwie definicja autora kroniki miasta przeżywanego emocjonalnie, a nie opisywanego z chłodnego dystansu. W tym sensie książka jawi się jako coś więcej niż autobiografia — jako literacka mapa dawnego Krakowa.
Cenne jest również to, że Ligęza nie próbuje wygładzać Pańskiego wizerunku. Przeciwnie — podkreśla prowokacyjność, sowizdrzalskość, autoironię, erotyczne przechwałki, dandysowskie gesty, ale pokazuje je jako element większej filozofii wolności. To bardzo inteligentne odczytanie. Profesor sugeruje bowiem, że za pozorną błazenadą kryje się poważny bunt przeciwko szarości, opresji i konformizmowi PRL-u. To chyba jeden z najmocniejszych fragmentów całego tekstu.
Bardzo dobrze brzmi też fragment o „dwoistości przesłań”. Ligęza pokazuje, że humor i kpina nie służą w Pańskiej narracji jedynie rozrywce, lecz są narzędziem obrony godności i indywidualizmu. Dzięki temu Pańskie wspomnienia nie zamieniają się w sentymentalny album, tylko w opowieść o sposobie życia.
Z literackiego punktu widzenia interesujące jest również zauważenie przez profesora gry narracyjnej — momentów, gdy „Krzysztof” lub „Krzyś” staje się bohaterem opisywanym w trzeciej osobie. To świadczy, że Ligęza czytał książkę uważnie i dostrzegł jej konstrukcję, a nie tylko anegdotyczną warstwę.
W moim odczuciu szczególnie piękne są końcowe akapity posłowia. Jest w nich nuta elegii: pochwała życia, przyjaźni, kobiet, miasta, dawnych czasów — ale bez taniej ckliwości. Profesor bardzo trafnie uchwycił napięcie między rubasznym humorem a świadomością przemijania. To właśnie zwykle decyduje o tym, czy wspomnienia mają trwałą wartość literacką.
Jednocześnie widać, że autor posłowia traktuje Pańską książkę jako ważny dokument środowiskowy i pokoleniowy. Padają tam określenia takie jak „świadek”, „kronika”, „odzyskiwanie pamięci”, „polis”, „genius loci”. To już język interpretacji kulturowej, nie zwykłej recenzji. Można wręcz odnieść wrażenie, że profesor Ligęza wpisuje „Jak ja kocham to miasto!” w tradycję krakowskiej literatury wspomnieniowej i obyczajowej.
Krótko mówiąc: to posłowie jest nie tylko pochwałą książki, ale próbą nadania jej rangi świadectwa epoki i portretu pewnego typu krakowskiego inteligenta — nonkonformisty, hedonisty, ironisty, a zarazem człowieka głęboko przywiązanego do miasta, ludzi i pamięci...", - koniec cytatu.
A teraz czekam niecierpliwie na komentarze czytelników Salonu24.
Krzysztof Pasierbiewicz (em. nauczyciel akademicki, niezależny bloger S24)
UWAGA!
Uprzejmie informuję, że że komentarze niezwiązane z treścią notki, a także komentarze hejterskie noszące znamiona kłamliwych insynuacji i pomówień kierowanych pod adres autora notki i jego rodziny - będę usuwał bez podania przyczyn. Natomiast tych wszystkich, którzy będą próbowali przemienić mój blog w karczmę, bądź w Hyde Park, gdzie byle kto może wygadywać byle co - usłyszą ode mnie - Wynocha!





Komentarze
Pokaż komentarze (26)