Od dziecka uczono mnie, że wejście służy do wchodzenia, a wyjście do wychodzenia. Taka była odwieczna logika świata. Człowiek wszedł drzwiami, załatwił, co miał załatwić, po czym wyszedł innymi. Proste. Nawet przedszkolak potrafi to zrozumieć.
Aż tu nagle życie pokazało mi zdjęcie z napisem: „Awaria drzwi. Wejście wyjściem ”. I olśniło mnie.
Przecież to nie jest żaden architektoniczny absurd. To gotowa instrukcja obsługi współczesnej polityki.
Jeszcze kilka tygodni temu obserwowaliśmy gromkie zapowiedzi rozłamu w PiS-ie. Mateusz Morawiecki miał podobno tworzyć własne środowisko polityczne, odcinające się od partii Jarosława Kaczyńskiego. Komentatorzy już rozpisywali scenariusze, kto kogo osłabi, kto komu odbierze elektorat i kto zostanie nowym liderem prawicy.
A jeśli... wszyscy daliśmy się nabrać?
Bo przecież Jarosław Kaczyński nie od dziś udowadnia, że w politycznych szachach potrafi wykonać ruch, którego przeciwnik nie zauważa nawet wtedy, gdy dostanie nim w czoło.
Wyobraźmy sobie więc następującą figurę strategiczną.
Morawiecki teatralnie opuszcza PiS. Media przez wiele miesięcy żyją konfliktem. Jedni ogłaszają koniec partii, drudzy narodziny nowej nadziei. Słupki sondażowe tańczą jak oszalałe, a wyborcy Konfederacji Sławomira Mentzena i ugrupowania Grzegorza Brauna zaczynają się zastanawiać, czy przypadkiem nie warto poczekać na rozwój wydarzeń.
A potem – tuż przed wyborami – następuje wielki finał.
Konferencja prasowa PiS.
Patetyczna muzyka.
Uściski dłoni.
Poważne miny.
I komunikat pana prezesa, że wobec śmiertelnego zagrożenia Ojczyzny wszelkie dawne nieporozumienia schodzą na dalszy plan. Trzeba się zjednoczyć. Dla Polski. Dla demokracji. Dla bezpieczeństwa. Dla przyszłych pokoleń. A przede wszystkim – rzecz jasna – dla dobra wyborców.
Wtedy ten, który wyszedł, z hukiem... wejdzie.
Ale nie wejściem.
Wyjściem.
Czy taki scenariusz jest prawdopodobny? Nie wiem. Nie mam na to żadnych dowodów i nie twierdzę, że właśnie tak będzie. To jedynie publicystyczna hipoteza, podszyta ironią i polityczną wyobraźnią.
Jednak doświadczenie uczy, że w polskiej polityce nieraz wydarzały się rzeczy znacznie bardziej nieprawdopodobne od tych, które wcześniej uznawaliśmy za czystą fantastykę.
Dlatego z coraz większym zainteresowaniem przyglądam się kolejnym deklaracjom, zapewnieniom i stanowczym odcięciom. Im głośniej politycy przekonują, że nigdy już razem nie usiądą przy jednym stole, tym częściej zastanawiam się, czy stół przypadkiem nie jest już nakryty.
Zdjęcie z napisem „Awaria drzwi. Wejście wyjściem ” proponuję więc zachować. Może się jeszcze okazać najcelniejszą metaforą kampanii wyborczej 2027 roku.
Bo w polskiej polityce nie obowiązuje zasada: „raz wyszedł – już nie wróci ”.
Tutaj obowiązuje zupełnie inna instrukcja:
„W razie awarii sondaży prosimy opuszczać partię wyjściem. Powrót do niej odbywa się tym samym wejściem – najlepiej tuż przed wyborami.”
Krzysztof Pasierbiewicz (em. nauczyciel akademicki, bloger niezależny)




Komentarze
Pokaż komentarze (6)