echo24 echo24
73
BLOG

ŚPIEWAĆ KAŻDY MOŻE. ALE NIE KAŻDY POTRAFI ZAŚPIEWAĆ HISTORIĘ

echo24 echo24 Polityka Obserwuj notkę 9
O Karol!

Patrzę na to znalezione w Internecie zdjęcie Pana Prezydenta Karola Nawrockiego. Oczy przymknięte. Głowa uniesiona ku niebu. Biceps niczego sobie a koszulka po prostu miodzio. Całą gębą równiacha. Słowem swój chłop. Twarz skupiona tak bardzo, jakby za chwilę miał nie tylko zaśpiewać pieśń o Powstaniu Warszawskim, ale własnym tenorem odwołać konferencję jałtańską, przesunąć granice Polski z powrotem na Dniepr i przywrócić "Błyskawicy" pełną sprawność bojową.

Przyznam, że początkowo pomyślałem, iż to kolejna fotografia z kampanii wyborczej. Ale nie. To już prezydentura. A skoro prezydentura, to wszystko musi być bardziej. Więcej światła. Więcej patosu. Więcej uniesienia. I – rzecz jasna – więcej kamer.

Po obejrzeniu tego zdjęcia przypomniał mi się mój satyryczny felieton o exposé pana prezydenta, w którym porównałem go do Nerona grającego na lirze, - vide: https://www.facebook.com/photo/?fbid=24818994931026111&set=a.608649822487293&locale=pl_PL .

Tamten Karol przemawiał niczym imperator. Ten Karol śpiewa niczym pierwszy solista Opery Narodowej.

I nie wiem, co mnie bardziej zachwyca.

Czy fakt, że każda sylaba zdaje się ważyć tyle co granitowy pomnik. Czy może to, że nawet zamknięte oczy wyglądają tak, jakby świadomie pozowały fotografom.

Bo przecież dzisiaj polityka coraz rzadziej przypomina debatę, a coraz częściej casting do serialu historycznego.

Nie wystarczy już mówić. Trzeba mówić odpowiednim głosem.

Nie wystarczy wspominać Powstanie Warszawskie. Trzeba wspominać je w odpowiednim świetle. Najlepiej takim, które subtelnie modeluje profil.

Nie wystarczy śpiewać. Trzeba śpiewać tak, aby fotograf zdążył uchwycić moment największego patriotycznego uniesienia.

Przypomniało mi się przy tym stare powiedzenie aktorów:

„Jeżeli nie czujesz emocji – pokaż je dwa razy mocniej.”

Mam nieodparte wrażenie, że współczesna polityka odkryła tę zasadę jako swój program ideowy.

Jeszcze wczoraj oglądaliśmy exposé przypominające wielki spektakl retoryczny. Głos raz cichutki niczym konfesjonał, raz donośny jak syrena alarmowa. Gesty godne Mojżesza rozstępującego morze. Pauzy tak długie, że można było między nimi ugotować rosół.

A dziś dostajemy drugi akt przedstawienia. Musical patriotyczny.

Nie zdziwię się, jeśli za kilka miesięcy Kancelaria Prezydenta ogłosi premierę albumu „Największe przeboje II Rzeczypospolitej i okolic”, z gościnnym udziałem orkiestry reprezentacyjnej i chóru rekonstruktorów historycznych.

Mam tylko jedną skromną prośbę.

Żebyśmy w tym natłoku inscenizacji nie zapomnieli, że Powstanie Warszawskie nie było widowiskiem. Nie było sesją fotograficzną. Nie było materiałem promocyjnym. Nie było scenografią dla politycznych kreacji.

Było dramatem setek tysięcy ludzi, którzy naprawdę bali się śmierci, naprawdę tracili najbliższych i naprawdę nie mieli pojęcia, czy doczekają następnego dnia.

Ich twarze nie były upozowane. Ich łzy nie czekały na najlepszy kadr. Ich pieśni nie powstawały po konsultacjach z doradcami od wizerunku.

Dlatego zawsze ogarnia mnie pewien niepokój, gdy historia zaczyna coraz bardziej przypominać scenę teatralną.

Bo od teatru do autoparodii jest tylko jeden krok.

A od patosu do kiczu – jeszcze krótszy.

Patrzę więc raz jeszcze na fotografię pana prezydenta.

I myślę sobie, że gdyby w 1944 roku istniały media społecznościowe, powstańcy zapewne marzyliby nie o tym, aby dobrze wyjść na zdjęciu.

Marzyliby o tym, żeby w ogóle przeżyć.

I chyba właśnie ta różnica oddziela historię od jej politycznej inscenizacji.

Krzysztof Pasierbiewicz (emerytowany nauczyciel akademicki, syn Akowca)


Zobacz galerię zdjęć:

echo24
O mnie echo24

emerytowany nauczyciel akademicki, tłumacz, publicysta, prozaik, bloger niezależny

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (9)

Inne tematy w dziale Polityka