Stało się.
Donald Trump ogłosił właśnie, że w Ameryce sztuczna inteligencja przestała być sztuczna. Od tej pory będzie się nazywać „Superinteligencją”, czyli SI. Stosowne rozporządzenie już podpisano, a wielcy tego świata od technologii przytaknęli z należnym entuzjazmem.
Pomysł genialny w swej prostocie: skoro rzeczywistość nie chce dorosnąć do oczekiwań, wystarczy zmienić jej nazwę.
Do dzieła przystąpili więc trzej wielcy panowie od technologii, którzy podpisali z Trumpem coś w rodzaju konstytucji.
Najzabawniejsze jest jednak to, że te firmy mają same siebie kontrolować.
I tutaj wychodzi na jaw subtelna różnica między inteligencją a cwaniactwem.
Inteligencja mówi: „sprawdźmy, czy nie popełniamy błędu”.
Cwaniactwo mówi: „sprawdzimy się sami i wystawimy sobie certyfikat, że wszystko jest w porządku”.
I tak oto z czterech ćwierćinteligencji powstała jedna amerykańska nadinteligencja.
Teraz wystarczy już tylko, żeby ta amerykańska nadinteligencja sama siebie wybrała na prezydenta, sama siebie zaprzysięgła i sama sobie przyznała Nagrodę Nobla za odkrycie, że cztery ćwierćinteligencje dają dokładnie jedną, którą chyba dla żartu nazwano "Superinteligencją".
I git malina!
Jest smak! Nieprawdaż?
Krzysztof Pasierbiewicz (em. nauczyciel akademicki, niezależny bloger)


Komentarze
Pokaż komentarze (10)