echo24 echo24
417
BLOG

W podupadającym bu*delu należy zmienić panienki, a nie łóżka

echo24 echo24 Rozmaitości Obserwuj notkę 20
Jak PiS reformował polskie szkolnictwo wyższe

Motto:

Środowiska naukowego, w którym dominują postawy zachowawczo tchórzliwe, nie da się zreformować (Krzysztof Pasierbiewicz)

Motto drugie:

W podupadającym bu*delu należy zmienić panienki, a nie łóżka

Kiedy w roku 2016 pisałem tekst o zapaści polskiego szkolnictwa wyższego – vide: http://naszeblogi.pl/63871-kraj-rad , wydawało mi się, że po tylu latach funkcjonowania III RP najwyższy już czas, by ktoś wreszcie przestał pudrować akademickiego trupa i zaczął się zastanawiać nad przyczynami jego choroby.

Jak się jednak okazuje, byłem naiwny.

Bo w Polsce, gdy coś źle funkcjonuje, najczęściej nie wymienia się ludzi, którzy odpowiadają za jego funkcjonowanie. Powołuje się za to nową radę.

A jeśli nowa rada nie pomoże — powołuje się kolejną.

Jeśli i ta nie pomoże — następną.

A gdy po kilku latach okaże się, że wszystkie rady razem wzięte nie naprawiły absolutnie niczego, organizuje się konferencję, podczas której uczestnicy zgodnie stwierdzają, że problem jest „złożony” i wymaga „dalszej pogłębionej refleksji”.

I tak oto powstaje polska wersja reformy.

Czyli:

zmieniamy łóżka, przemalowujemy ściany, wymieniamy firanki, drukujemy nowe regulaminy, tworzymy nowe komisje, powołujemy nowe rady, a panienki pozostają te same.

Przypominam, że mój tekst powstał w roku 2016, kiedy Jarosław Gowin był ministrem nauki i szkolnictwa wyższego, a na reformę polskiej nauki patrzyłem już wówczas z pozycji człowieka, który przez blisko czterdzieści lat był nauczycielem akademickim. 

Nie pisałem więc o uczelni z perspektywy turysty, który wszedł do akademickiego gmachu, zobaczył marmurową tablicę i pomyślał: „Jak tu pięknie pachnie nauką”.

Pisałem jako człowiek, który zęby zjadł na uczelni.

I właśnie dlatego najbardziej bawiła mnie — choć był to śmiech przez łzy — wiara kolejnych reformatorów, że polską naukę można uzdrowić przede wszystkim poprzez tworzenie nowych struktur.

W moim dawnym tekście pisałem o Centralnej Komisji do Spraw Stopni i Tytułów Naukowych, którą przedstawiałem jako symbol zamkniętego systemu akademickiego. Pisałem o nietykalnych „profesorach resortowych”, o środowiskowej autocenzurze, o braku odwagi i o mechanizmie, w którym ci sami ludzie przez lata uczestniczą w obsadzaniu kolejnych stanowisk i gremiów.

I właśnie tutaj tkwi sedno sprawy.

Jeżeli system jest skonstruowany tak, że sam siebie reprodukuje, to samo przestawianie jego mebli nie jest reformą.

To jest dekoracja.

A dekoracja — jak wiadomo — jest szczególnie potrzebna wtedy, kiedy przedstawienie jest słabe.

Rada na radzie

Najbardziej rozczulała mnie nasza polska wiara w magiczną moc słowa „rada”.

Wystarczyło powiedzieć:

Narodowa Rada Rozwoju.

Rada Narodowego Kongresu Nauki.

Rada Ekspertów.

Rada Konsultacyjna.

I już wszyscy mogli odetchnąć z ulgą.

Bo skoro jest rada, to znaczy, że ktoś radzi.

A skoro ktoś radzi, to być może ktoś kiedyś zacznie coś robić.

Tymczasem można przecież zrobić jeszcze prościej.

Powołać radę do spraw koordynacji rad.

A następnie — żeby zachować pełną powagę instytucjonalną — powołać zespół do spraw współpracy rady do spraw koordynacji rad.

Po czym utworzyć komisję kontrolującą zespół. I wtedy już naprawdę będzie można powiedzieć:

Reforma szkolnictwa wyższego została przeprowadzona.

Papierowo. Organizacyjnie. Statutowo. Regulaminowo.

A przede wszystkim — bezpiecznie dla wszystkich zainteresowanych.

Bo najbezpieczniejsza reforma to taka, po której nikt odpowiedzialny za poprzedni stan rzeczy nie traci stanowiska, wpływów ani świętego spokoju.

Najważniejsze pytanie

Ja natomiast od lat zadawałem inne pytanie:

Kto odpowiada za jakość polskiej nauki?

Nie za liczbę rad.

Nie za liczbę komisji.

Nie za liczbę dokumentów strategicznych.

Nie za liczbę konferencji, paneli i zespołów eksperckich.

Tylko za jakość.

Bo można stworzyć najbardziej imponującą strukturę akademicką w Europie, a następnie obsadzić ją ludźmi, którzy będą przez kolejne lata produkować uchwały, rekomendacje i dokumenty o konieczności dalszego reformowania systemu.

Słowem, absurd tyle, że w nowej wersji. A pośrodku człowiek, który usiłuje zrozumieć, dlaczego po kolejnej reformie nadal musi wypełniać ten sam formularz.

PiS i wielka reforma

I tu dochodzimy do sedna.

Przez osiem lat rządów PiS również zapowiadano naprawę państwa, w tym szkolnictwa wyższego. Były wielkie słowa, były ustawy, były strategie, były nowe mechanizmy i były kolejne próby przebudowy systemu.

Tylko że w moim odczuciu — i podkreślam: w moim odczuciu jako emerytowanego nauczyciela akademickiego — zabrakło rzeczy najtrudniejszej.

Odwagi, by naprawdę ruszyć ludzi i środowiskowe mechanizmy, które przez lata nauczyły się znakomicie przystosowywać do każdej kolejnej reformy.

Bo przecież można zmienić ustawę.

Można zmienić nazwę instytucji.

Można stworzyć nową kategorię jednostek.

Można wymienić procedury.

Można powołać nowe gremia.

Ale jeżeli pozostawia się ten sam sposób myślenia, te same środowiskowe zależności i tę samą kulturę akademickiego konformizmu, to po kilku latach wszystko zaczyna wyglądać dokładnie tak samo.

Jak w dowcipie o remoncie mieszkania: — Panie majster, przecież miała być generalna przebudowa! — Była. — Ale przecież wszystko jest po staremu! — Bośmy przebudowali plan przebudowy.

I właśnie w tym miejscu przypominają mi się słowa, które napisałem w 2016 roku:

„Środowiska naukowego, w którym dominują postawy zachowawczo tchórzliwe, nie da się zreformować.”

Nadal uważam, że jest w tym zdaniu coś więcej niż publicystyczna złośliwość.

Bo nauka bez odwagi zadawania niewygodnych pytań przestaje być nauką. A środowisko, które boi się powiedzieć głośno, że król jest nagi, zaczyna przypominać dwór z andersenowskiej bajki. Tyle że w wersji akademickiej wszyscy mają habilitacje.

A więc: co się zmieniło?

I tutaj dochodzę do pytania, które po dziesięciu latach powraca do mnie ze szczególną siłą.

W roku 2016 pytałem:

Czy ktoś wreszcie zmieni system, czy tylko jego dekoracje?

Dziś pytam inaczej.

Czy przez te wszystkie lata rzeczywiście zmieniło się coś zasadniczego?

Czy polskie uczelnie stały się bardziej otwarte?

Czy akademicka odwaga cywilna zastąpiła akademicki konformizm?

Czy mechanizmy środowiskowego awansu stały się bardziej przejrzyste?

Czy młody naukowiec ma dzisiaj większą szansę przebić się dzięki talentowi niż dzięki środowiskowym układom?

Czy wreszcie nauczyliśmy się odróżniać reformę od wymiany mebli?

Tego nie wiem. 

I tu pozwolę sobie na bardzo osobistą uwagę.

Od kilkunastu lat jestem na uczelnianej emeryturze. Nie siedzę więc już w pierwszym rzędzie akademickiego teatru. Nie mam dostępu do wszystkich jego kulis. Nie wiem, jakie dzisiaj są nastroje młodych pracowników nauki. Nie wiem też, jak wygląda codzienność polskiej uczelni AD 2026 od środka.

Mogę natomiast powiedzieć:

Przez blisko czterdzieści lat byłem nauczycielem akademickim i wiem jedno:

uczelnia nie staje się lepsza od samego faktu powołania kolejnej rady.

Potrzebuje przede wszystkim ludzi odważnych, uczciwych, kompetentnych i gotowych powiedzieć własnemu środowisku:

„Panowie i Panie, coś tu jednak nie działa”.

A potem mieć odwagę wskazać co nie działa i kto powinien to naprawić.

Bo w przeciwnym razie pozostaje nam tylko zmieniać łóżka.

I czekać, aż ktoś ogłosi kolejną reformę.

I puenta

Nasuwa się więc pytanie, czy od tamtego czasu coś się zmieniło w polskim szkolnictwie wyższym.

Niestety na to pytanie nie odpowiem, gdyż od kilkunastu lat jestem na uczelnianej emeryturze.

Ale może Internauci pomogą mi odpowiedzieć na to palące pytanie.

Bo jeśli rzeczywiście coś się zmieniło — bardzo chętnie się o tym dowiem.

A jeśli nie… 

No cóż.

Może wtedy trzeba będzie przyznać, że przez ostatnią dekadę nie reformowaliśmy bu*delu — tylko wymienialiśmy w nim łóżka.

Krzysztof Pasierbiewicz  em. nauczyciel akademicki, niezależny bloger

Post Scriptum

Jak widać, ilość merytorycznych komentarzy nie powala.

Słowem środowisko akademickie woli, żeby było tak jak było.

Więc nie dziwcie się Państwo, że coraz więcej młodych Polaków wybiera studia za granicą, a znakomita większość polskich uczelni ma coraz większe kłopoty z naborem i utrzymaniem studentów.  


echo24
O mnie echo24

emerytowany nauczyciel akademicki, tłumacz, publicysta, prozaik, bloger niezależny

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (20)

Inne tematy w dziale Rozmaitości