Pamiętam Polskę, za którą człowiek był gotów dostać pałą od ZOMO. Pamiętam noc stanu wojennego, strach, bezsilność i tę szczególną solidarność ludzi, którzy mimo wszystko wierzyli, że kiedyś przyjdzie czas, gdy w naszym kraju prawo będzie ważniejsze od woli partyjnego sekretarza.
Nie walczyliśmy wtedy o Polskę idealną. Walczyliśmy o Polskę normalną.
O państwo, w którym obywatel nie musi się zastanawiać, czy jego prawa zależą od tego, kto akurat siedzi w gabinecie na Nowogrodzkiej. O państwo, w którym Trybunał Konstytucyjny nie jest ani partyjnym łupem, ani polityczną dekoracją, lecz instytucją stojącą na straży konstytucji.
I oto doczekaliśmy się czasów, w których bitwa o Trybunał Konstytucyjny stała się czymś znacznie większym niż sporem o obsadę kilku sędziowskich foteli.
To jest bitwa o wizerunek egzystencjalny naszego państwa. O to, czy Polska nad Wisłą, w Europie i na świecie będzie postrzegana jako kraj, w którym prawo stanowi fundament demokracji, czy jako osobliwy polityczny folwark, gdzie konstytucję traktuje się jak instrukcję obsługi urządzenia, którą można wyrzucić, kiedy przestaje pasować do własnych zamiarów.
A ja, stary krakowski akademik, który przez blisko czterdzieści lat uczył młodych ludzi na AGH, patrzę na to wszystko i nie mogę się nadziwić.
Bo przecież nie chodzi o to, czy ktoś lubi Tuska, Kaczyńskiego, Nawrockiego czy kogokolwiek innego. Chodzi o elementarną przyzwoitość państwową.
Nie trzeba być prawnikiem, żeby rozumieć, że konstytucja nie jest partyjnym regulaminem, a Trybunał Konstytucyjny nie jest nagrodą pocieszenia dla politycznych zasłużonych. Nie trzeba też kończyć Sorbony, żeby wiedzieć, że państwo, w którym każda kolejna władza uznaje, iż może urządzać instytucje według własnego widzimisię, prędzej czy później zaczyna przypominać dom, w którym wszyscy wymieniają zamki, ale nikt nie pamięta, kto ma klucze.
Najbardziej jednak zdumiewa mnie postawa tych rodaków, którzy na widok politycznego zamieszania wokół Trybunału natychmiast uruchamiają patriotyczny repertuar.
Polska! Suwerenność! Wstawanie z kolan!
A potem, kiedy przychodzi do przestrzegania zasad, okazuje się, że suwerenność polega na tym, iż nasz polityczny idol może więcej niż inni, a patriotyzm na tym, że trzeba go bronić nawet wtedy, gdy sam wystawia państwo na pośmiewisko.
Ludu pisowski! Cóżem ci uczynił? W czymem zasmucił, albo w czym zawinił?
Czy naprawdę tak trudno zrozumieć, że można nie znosić Donalda Tuska, a jednocześnie uważać, że konstytucja jest ważniejsza od niego? Że można krytykować obecną władzę, nie przyklaskując bezmyślnie poprzedniej? Że można być polskim patriotą i jednocześnie nie mieć ochoty tłumaczyć zagranicznym znajomym, dlaczego w naszym kraju każda zmiana polityczna oznacza kolejną odsłonę wojny o sądy?
Bo przecież to właśnie jest najbardziej przykre. Nie to, że politycy się kłócą. Politycy kłócili się zawsze. Przykre jest to, że w tej awanturze coraz częściej ginie poczucie, iż państwo jest wspólnym dobrem. Że konstytucja nie została napisana dla jednej partii, jednego obozu, jednego prezesa ani jednego prezydenta.
Została napisana dla nas wszystkich.
I kiedy patrzę na tę bitwę o Trybunał, przypomina mi się pewna stara, krakowska prawda: można mieć rację, można mieć władzę, można nawet mieć większość. Ale nie można mieć wszystkiego naraz, a już na pewno nie można mieć państwa na własność.
Bo Polska to nie jest prywatny folwark żadnego politycznego obozu.
I tu dochodzimy do sprawy najważniejszej.
Wstydzę się nie dlatego, że jestem Polakiem.
Wstydzę się za tych, którzy z polskości uczynili partyjny mundurek, a z patriotyzmu przepustkę do bezkarności. Wstydzę się za tych, którzy krzyczą o suwerenności, a nie rozumieją, że państwo bez praworządności jest jedynie dekoracją. I wstydzę się za tych, którzy w imię obrony Polski gotowi są zniszczyć wszystko, co czyni ją państwem godnym szacunku.
A teraz puenta, bez znieczulenia.
Ludu pisowski! Możecie sobie wmawiać, że bronicie Polski przed Tuskiem, Brukselą i całym światem. Ale jeśli w tej obronie zniszczycie zaufanie do własnego państwa, to nie będziecie musieli szukać zdrajców za granicą. Wystarczy, że spojrzycie w lustro. Jesteście w stanie ogarnąć tę oczywistą oczywistość?
Bo największym nieszczęściem Polski nie jest to, że ma polityków, którzy się mylą. Największym nieszczęściem jest to, że ma wyborców, którzy potrafią pomylić partyjną lojalność z patriotyzmem.
A wtedy nawet najpiękniejsze słowo — Polska — zaczyna brzmieć jak ponury żart. I tego żartu nie opowiedzą nam w Brukseli. Opowiemy go sobie sami.
Przy krakowskim stoliku, nad wystygłą kawą, z gorzkim uśmiechem ludzi, którzy pamiętają, po co kiedyś wychodzili na ulice. Nie po to, żeby po latach znowu klękać. Tym razem przed własną partią.
A teraz puenta po krakowsku.
Możecie sobie do woli wykrzykiwać, że bronicie Polski przed Tuskiem, Brukselą i niemieckim rewizjonizmem. Możecie pod Trybunałem odgrywać kolejną odsłonę narodowego teatru, w którym każdy partyjny klakier uważa się za Rejtana, a każdy prezes za ostatniego obrońcę ojczyzny.
Ale jest pewna zasadnicza różnica między patriotyzmem a politycznym kabaretem. Rejtan rozdzierał szaty, żeby ratować Polskę. Wy rozdzieracie Polskę, żeby ratować partię.
I niech mi nikt nie opowiada, że to wszystko w imię suwerenności. Bo suwerenność państwa, które nie potrafi uszanować własnej konstytucji, przypomina krakowskiego dorożkarza, który z dumą oznajmia, że sam sobie jest koniem, woźnicą i pasażerem — a potem dziwi się, że nikt nie chce z nim jechać do Europy.
Przez lata biłem się o Polskę, w której obywatel nie będzie musiał się wstydzić za własne państwo.
A dziś, patrząc na tę żałosną bitwę o Trybunał, pytam:
Ludu pisowski! Cóżem ci uczynił, że każecie mi się wstydzić, iż jestem Polakiem?
I wiecie, co jest w tym wszystkim najbardziej krakowskie?
Że gdyby Stanisław Wyspiański dziś żył, nie musiałby pisać nowego Wesela. Wystarczyłoby, żeby poszedł pod Trybunał. Bo tam już wszystkie chochoły tańczą.
Tylko Polski żal.
Krzysztof Pasierbiewicz (em. nauczyciel akademicki oraz niezależny bloger oddany prawdzie i sprawom ważnym dla naszego państwa)


Komentarze
Pokaż komentarze (24)