echo24 echo24
812
BLOG

Bezkręgowce

echo24 echo24 Polityka Obserwuj notkę 34

 

Bezkręgowce to banalizując nazwa gatunkowa grupy osobniczej charakteryzującej się brakiem kręgosłupa.

Dlaczego zaczynam od tej definicji?

Życie właśnie zdemaskowało rzeczywistą jakość rządowych elit III RP. Afera podsłuchowa bezlitośnie obnażyła ich rzeczywisty rodowód, lepkie łapska i bez obciachową  hipokryzję w mamieniu narodu.

Walczyłem z tym draństwem od dawna i już w roku 1995, po wyborze Aleksandra Kwaśniewskiego Prezydentem napisałem nawet coś w rodzaju listu otwartego, który wręczyłem wybranym znajomym z krakowskich sfer biznesowych, artystycznych i naukowych.

Oto jego tekst:

W dniu zwycięstwa „Olka” pragnę pogratulować bezspornego sukcesu wszystkim zwolennikom grubej kreski, którzy pozostawili postkomunistów u władzy de facto na kilka pokoleń.

Gratuluję również elitom naszej partii inteligenckiej, która przez kilka lat wmawiała Polakom, że to już nie ci sami komuniści. Największe gratulacje należą się jednak panu Adamowi Michnikowi i jego gazecie za to, że nawołując razem z panem Cimoszewiczem do pojednania przekonali ludzi do głosowania na postkomunistów. 

To nie naród należy winić za to, co się stało z polską 19-go listopada 1995

Krzysztof Pasierbiewicz                                                             Kraków, 20 listopada 1995

Reakcją na ten list był graniczący z furią ostracyzm krakowskiego salonu wpływu, a także przezorny dystans ze strony moich przyjaciół bojących się salonowi narazić. W efekcie relegowano mnie z krakowskiego salonu i przestano mnie zapraszać. Wyjątek stanowiło kilku najbliższych przyjaciół, którzy nie zamknęli przede mną swych domów okupując to jednak stresem i widocznym w ich oczach strachem bym przypadkiem nie wystrzelił z czymś politycznie niepoprawnym, więc dla ich dobra sam przestałem ich odwiedzać.

Nie było to miłe doświadczenie, ale pozwoliło mi się przekonać, że tak zwany „salon III RP” to rodzaj masońskiej „loży” ze świetnie zorganizowanymi nieformalnymi strukturami, której orężem jest zmowa milczenia, bicz poprawności politycznej i tak zwane przyprawianie gęby. Bo kiedy dziesięć lat później ten mój list opatrzony tytułem „Nabrani przez redaktora” przedrukował „Newsweek” (Nr 20/2005) okrzyknięto mnie natychmiast lokalnym „PIS-iorem”, choć nawet nie wiedziałem, gdzie ta partia ma swoją siedzibę w Krakowie.

W efekcie dochodziło do sytuacji iście kuriozalnych, jak choćby ten zabawny przykład. Otóż od czasu, jak się publicznie opowiedziałem po prawej stronie sceny politycznej zaprzyjaźniona ze mną krakowska hrabina zaczęła wydawać imieniny w dwu turach. Przyczyną była presja podwawelskich salonowców wywierana na każdego, kto śmiał zaprosić osobę „politycznie niepoprawną”, co groziło zapraszającemu usunięciem z towarzystwa. Ponieważ pani hrabinie nie wypadało mnie nie zaprosić, zaczęła urządzać imieniny dwuetapowo. Salonowców zapraszała w pierwszej, a mnie w drugiej turze, na którą dopraszała ludzi spoza tak zwanego „towarzystwa”. Najprzykrzejszym jednak było, że musiała to robić ze strachu przed zemstą salonu, narażając na szwank naszą wieloletnią przyjaźń.

 Taka właśnie była polityka miłości UD, UW, a obecnie Platformy „obywatelską” nazywanej.

Przez wiele lat, na ulicy, krakowscy sympatycy Platformy, albo udawali, że mnie nie widzą, albo prychali na mój widok z odrazą, jak to mają zwyczaj czynić wiejskie baby, gdy zobaczą łażącego po wsi cudaka, co zamiast na sumę do knajpy chodzi. A jak przed czterema laty założyłem blog w kontrze do draństw Donalda Tuska i jego Platformy, starą ubecką metodą okrzyknięto mnie psycholem nadającym się do leczenia zamkniętego.

Aż tu raptem niejaki Stonoga zdemaskował ugruntowane jeszcze za komuny praktyki kumoterskiego „układu zamkniętego” rządem Tuska, a jak uciekł Ewy Kopacz nazywanym.

No sprawa się rypła, a Platforma się posypała z takim hukiem, że aż żal patrzeć na to, co się dzieje. W oczach przestrach, a szczury już się szykują do ucieczki z nabierającej wody łajby.

Wiatr polityczny nieodwracalnie się zmienił.

I cóż ja widzę. Te same obleńce, które mnie latami na ulicy nie widziały i wszystkimi możliwymi sposobami opluwały nie cofając się przed żadną podłością zaczynają do mnie puszczać oko, zagadywać przyjaźnie na ulicy, łasić się przymilnie w kawiarni, a nawet za moją działalność blogerską chwalić.

Więc Mam do Was prośbę kochani. Proponuję dżentelmeńską umowę. Ja ze swojej strony obiecuję, że nie będę kopał leżącego, a Wy przestaniecie się podlizywać. Bo... nie chciałbym Wam butów opryskać.

Krzysztof Pasierbiewicz (nauczyciel akademicki)

 

echo24
O mnie echo24

emerytowany nauczyciel akademicki, tłumacz, publicysta, prozaik, bloger niezależny

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (34)

Inne tematy w dziale Polityka