Motto muzyczne: https://www.youtube.com/watch?v=DjJuKbnXGkI
W południowej porze, jak jest wole krzesło lubię na chwilę przysiąść przy stoliku pana Piotra, który u wejścia do ażurowo przeszklonej kawiarenki Vis à Vis w Krakowie spoziera znad niedopitej filiżanki, kto dziś przyszedł na Rynek pogadać nieśpiesznie o niczym, co się jeszcze zdarza jedynie w Królewskim Mieście, gdzie pośpiech poniża.
I cóż ja widzę?
Od jakiegoś czasu, przy odrobinie szczęścia, w godzinach spacerowego szczytu, w ogródku wspomnianej kultowej kafejki można sobie pooglądać pana Rafała Trzaskowskiego, albo jak ktoś woli wystawianą na widok publiczny jedynkę krakowskiej listy Platformy.
W czasie owej ekspozycji, zwołani pośpiesznie na telefony komórkowe, jak muzułmanie do mekki ciągną do Vis à Vis zatrwożeni rozbitkowie tonącej Platformy, albo jak ktoś woli rozsmakowani w konfiturach podwawelscy aspiranci do kariery wiekuistej, którzy szlify zdobywali jeszcze w złotym czasie od wczesnego Wajdy poczynając, na późnym Skrzyneckim kończąc.
Wczoraj przyczłapali nawet ci, których w Vis à Vis od dawna nie było, bo już z domu nie wychodzą i warto było popatrzeć, jak odwiecznie ci sami wiedzący, co i komu zagrać artyści, obrośli mchem jagiellońskiej sławy poprawni politycznie uczeni i szczodrzy dla nich darczyńcy ze sfer biznesowych łaszą się do czarnego konia jesiennej elekcji z desperacką nadzieją na kontynuację krakowskiego eldorado.
Chcecie przykładów? Jak zawsze pierwszym, zwartym i gotowym pielgrzymem był wolny od poczucia obciachu niejaki Lubart Krzysica Jacek w kręgach lewackich nazywany dla hecy poetą. Najpierw mnie zapytał, czy to rzeczywiście Trzaskowski, a gdy potwierdziłem, bez obciachu przysiadł się do platformerskiej nadziei jutrzenki by, jak zwykle pieprząc trzy po trzy zbajerować gościa sygnetem, rodzinnymi ryngrafami i temu podobnymi pierdołami, na co nabiera się każda nowobogacka miernota. Kończę, bo się niebezpiecznie rozpędziłem.
Słonko miło przyświeca, wieje chłodny wietrzyk, słychać dyskretny szelest wymienianych wizytówek i zdawać by się mogło, że wszystko idzie jak zawsze po maśle.
Sęk jednak w tym, iż oddelegowany przez Lady peron na front krakowski skądinąd obrotny żółtodziób ginie w tłumie kłębiących się wokół niego leśnych dziadków, którzy na śmierć zapomnieli, że „twarz im blednie, włos rzednie i psują im się zęby przednie”.
Za pasem wybory, a mnie przypomniała się złowróżbna piosenka traktująca o tym, jak wstrętne pisiory zamierzają sprzątnąć platformersom sprzed nosa ich ulubione pomidory – posłuchajcie proszę:
https://www.youtube.com/watch?v=BlxelewpCY4
Krzysztof Pasierbiewicz (nauczyciel akademicki z długim stażem)


Komentarze
Pokaż komentarze (45)