10 obserwujących
43 notki
87k odsłon
8265 odsłon

Moje świadectwo prawdy o gen. Zygmuncie Berlingu (1) - przedruk

Wykop Skomentuj27

Zapraszam do dyskusji na bardzo ciekawy temat, ale najpierw proszę zapoznać się z poniższym tekstem, który jest kopią wspomnień...

 

 

Lublin, lipiec 1944

 

 

Od redakcji:(Myśl Polska

Najstarszy polski tygodnik)

 

Poniżej prezentujemy część pierwszą relacji   Kazimierza Wyłomańskiego,  oficera 1. Dywizji im. Tadeusza Kościuszki, dowódcy ochrony gen.  Zygmunta Berlinga w latach 1943-1944. Relacja pochodzi z roku 1995 i pisana była w Kłodzku, gdzie autor mieszkał do końca życia. Relacja ma charakter subiektywny, jest jednak ważnym świadectwem uczestnika wydarzeń. Do jej oceny wrócimy po publikacji drugiej części wspomnień.

 

„Jako jeden z miliona polskich męczenników nieludzkiej ziemi, więzień i skazaniec a następnie żołnierz 1. Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki, berlingowiec, uważam za swój ludzki, obywatelski i patriotyczny obowiązek dać świadectwo prawdzie, przeciwstawić się wstrętnej i haniebnej kampanii oszczerstw w stosunku do nas, żołnierzy 1. Dywizji i 1. Armii Wojska Polskiego.

 Ze szczególną mocą pragnę zaprotestować przeciwko oszczerstwom w stosunku do generała Zygmunta Berlinga – wielkiego patrioty, wspaniałego dowódcy, człowieka któremu ja i setki tysięcy takich jak ja więźniów, łagierników, niewolników archipelagu Gułag, zawdzięczamy życie i powrót do Ojczyzny. Należę do tej nielicznej grupki ludzi, którzy w latach 1943-1944 znajdowali się w najbliższym otoczeniu Generała. Nazywano mnie Jego cieniem, bo byłem szefem Jego osobistej ochrony.

 Towarzyszyłem Mu prawie wszędzie i prawie zawsze aż do tej dramatycznej podróży do Moskwy gdzie na prośbę Bieruta, Gomułki, Bermana, Minca, Osóbki-Morawskiego i Żymierskiego, został internowany. Pozwolono Mu wrócić do kraju dopiero wtedy, gdy komunistyczna banda zdusiła resztki polskiego oporu, zniszczyła wszelką nadzieję na Polskę niepodległą i suwerenną. Nie sprokurowano Mu pokazowego procesu, jak tylu innym wybitnym polskim patriotom. Nie postawiono Go przed kapturowym sądem w podziemiach Informacji Wojskowej, nie zamordowano Go skrytobójczo, chociaż próby takie były, moim zdaniem, podejmowane.

 Dlaczego pozwolono Mu żyć, chociaż nienawiść do Niego bandy rządzącej Polską nie miała granic? Przyczynę tej „łaski” ujawnia Władysław Gomułka w swych ziejących wprost schizofreniczną nienawiścią do Berlinga pamiętnikach. Obawiano się skandalu we własnym „ludowo-demokratycznym” obozie politycznym. Obawiano się (jeszcze wtedy się obawiano) protestu ze strony berlingowców – szarej masy żołnierskiej, którą Berling wyprowadził z sowieckiego domu niewoli. Zapewne, dziś jestem tego pewny, na uśmiercenie w taki czy inny sposób Berlinga nie zgodził się Stalin. W końcu to on zaakceptował propozycję Berlinga tworzenia Wojska Polskiego w Sowietach i on zaakceptował Berlinga na stanowisku dowódcy tego wojska. Oddając władzę nad Polską Bierutowsko-Bermanowskiej mafii, godząc się na usunięcie nieposłusznego Berlinga uznał, że słusznie będzie Go internować niż zabić. Nienawiść Bermana, Minca, Zambrowskiego i całej tej wrogiej Polsce mafii w stosunku do Berlinga była zrozumiała.

 Oni chciał Polski niepodległej, suwerennej i demokratycznej. Oni wiedzieli, że w takiej Polsce żaden z nich nie miałby żadnej szansy sięgnięcia po władzę. Władzę mogli dostać tylko z rąk Stalina. Woleli być dozorcami Polski zamkniętej w stalinowskim uścisku niż nikomu nieznanymi wyrzutkami społeczeństwa. Chcieli więc 17-tej republiki sowieckiej i dążyli do tego celu nie przebierając w środkach, nie cofając się przed żadną podłością, żadną zbrodnią.

 

Zanim zostałem żołnierzem 1. Dywizji, przeszedłem swój własny a przecież tak bardzo typowy dla setek tysięcy Polaków, szlak męki, bólu, upokorzeń i rozpaczy.

 Po klęsce wrześniowej znalazłem się w zaborze sowieckim w moim rodzinnym mieście – Zbarażu. Od początku okupacji sowieckiej, jako były kapral KOP-u i były policjant, musiałem się ukrywać. Poszukiwali mnie zaciekle Żydzi, którzy ochoczo założyli czerwone opaski i wstąpili do sowieckiej milicji. Mimo to nie siedziałem w mysiej norze czekając bezczynnie Bożego zmiłowania. Na przełomie 1939/40 wstąpiłem do Tajnej Organizacji POW, która pierwsza lub jedna z pierwszych organizacji niepodległościowych na wschodnich Kresach Rzeczpospolitej podjęła działalność skierowaną przeciwko okupantowi. Na skutek donosu kapusia nastąpiły aresztowania, śledztwo i wyrok. Dowódcę TO POW Mieczysława Kanasa oraz Antoniego Brongiela, Antoniego Stankiewicza i mnie skazano na karę śmierci przez rozstrzelanie. Pozostałych czternastu oskarżonych skazano na kary więzienia. W styczniu 1941 roku karę śmierci zamieniono mi na 10 lat obozu pracy i wywieziono do łagru Uchta w Republice Komi. Co tam przeszedłem, tego nie potrafi wyobrazić sobie nikt, kto tego nie zaznał. Nie udało mi się dostać do Andersa.

Wykop Skomentuj27
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura