Samuela Samuela
440
BLOG

Biało-czerwony bębenek

Samuela Samuela Kultura Obserwuj notkę 35
Ponieważ Günter Grass żył, to należy mu się epitafium. Günter Graß się urodził w Polsce. Dla obrony polskiego dostępu przed barbarzyńcami ze wschodu, którzy zapragnęli zniszczyć polski dostęp, ochotniczo stał się żołnierzem. Jednak nie na wiele się to przydało, gdyż barbarzyńcy zniszczyli to, co mieli zniszczyć, oraz zgwałcili to, co się zazwyczaj gwałci, po to, aby Polacy mogli odbudować to, co zniszczone, oraz odgwałcić to, co zgwałcone. Günter Grass został artystą rzeźbiarzem i grafikiem po to, aby napisać kilka książek z okładkami zdobionymi jego własnymi grafikami. Pierwszą książką była powieść o biało-czerwonym bębenku. Ponieważ bębenek był biało-czerwony, to od tego czasu w Polsce się przyjęło, że była to książka o Polsce. Z tego względu książki tej bardzo długi czas w Polsce nie wydawano, co nie przeszkadzało zupełnie, aby o niej w Polsce zaciekle dyskutować okładając się biało-czerwonymi razami. Książka ukazała się w polskim przekładzie w roku 1982 w partyzanckim lesie i nieliczni szczęśliwcy mogli ją czytać z poczuciem dobrze spełnionego patriotycznego obowiązku. Wiedzieli bowiem, że czytając książkę o biało-czerwonym bębenku pokazują anty-biało-czerwonym barbarzyńcom sterowanym ze wschodu wyprostowany środkowy palec. W tym sensie książka o biało-czerwonym bębenku w istotnej mierze przyczyniła się do całkowitego cywilizacyjnego upadku Polski. Gdy się nieco później okazało, że Günter Grass był żołnierzem Waffen-SS, to wielu odetchnęło z ulgą i ostentacyjnie przestało czytać książkę o biało-czerwonym bębenku. Jest to o tyle zrozumiałe, że ponowna lektura książki o biało-czerwonym bębenku prawdopodobnie przyczyniłaby się do całkowitego unicestwienia kondominium, a przecież lepiej jest mieć Polskę chociażby w postaci kondominium niż w ogóle jej nie mieć. Tyle o funkcji mitotwórstwa. Prawdziwa zaś historia biało-czerwonego bębenka wygląda nieco inaczej. Rzeźbiarz i grafik Günter Grass bowiem ożenił się z artystką baletową Anną Schwarz. Nazwisko „Schwarz” nie jest dobrym nazwiskiem dla żadnej artystki baletowej, gdyż jest diabelne i jako takie ciąży. Artystka baletowa jest zaś z definicji anielska i najlepiej jest, gdyby się unosiła w powietrzu niczym białe piórko. Anna Schwarz uświadomiła sobie, że powinna zatem wyjść za mąż za kogoś o lżejszym nazwisku. Dlatego też została małżonką Güntera Grassa. Owo nazwisko da się bowiem przetłumaczyć na nasze (a powinno się to uczynić, ponieważ Günter Grass urodził się jako Günter Graß w Polsce) jako „Trawaa”. Trawaa jest zaś lekka i lepiej przystaje do baletu. Ponieważ Anna Grass przestała być Schwarz i jednocześnie nie przestała pragnąć być białą, zwiewną baletową artystką, to musiała się udać do Paryża na baletowe studia. Podczas, gdy pilnie pobierała nauki, Günter Trawaa się nudził cztery długie lata bezustannym szkicowaniem i rzeźbieniem własnej małżonki, no bo ileż można, nawet jeśli jest się w Paryżu? Gdy był już bardzo znudzony, to udał się z Anną Trawaa do cafeterii na pożywny posiłek i na filiżankę wyśmienitej kawy espresso. Aż tu nagle do cafeterii weszła kobieta i wszedł mężczyzna. Oboje weszli z trzyletnim dzieckiem, które miało na szyi zawieszony biało-czerwony bębenek i bezustannie irytowało wszystkich obecnych w cafeterii, tzn. Güntera i Annę Trawóów. Günter Trawaa tak się zdenerwował, że od razu napisał rękopis, który po napisaniu natychmiast – podobnie jak barbarzyńcy ze wschodu Gdańsk - zniszczył tak skutecznie, że go nigdy nie odnaleziono. Po zniszczeniu zaś go zrekonstruował dokładnie tak jak to uczynili ze zniszczonym Gdańskiem Polacy. Jest bowiem tak, że rękopisy i Gdański są po to, aby je niszczyć i rekonstruować. Biało-czerwony bębenek bezustannie prowokujący małego chłopca do bębnienia zdenerwował zaś Güntera Trawęę z tego względu, że ze względu na biało-czerwoność skojarzył go natychmiast z Polską, gdzie się urodził. Gdy zaś skojarzył bębenek z Polską, to myśl jego poszybowała natychmiast ku panu Adolfowi Hitlerowi, który w swoim niezniszczonym niestety rękopisie dokładnie opisał biało-czerwoność z czarnym krzyżem jako znak narodowego socjalizmu zbudowanego na tradycji chrześcijańskiego miłosierdzia symbolizowanego przez krzyż. W ten sposób Oskar Matzerath, który natychmiast po urodzeniu postanowił zbawić ludzkość wskutek unicestwienia tejże, stał się karykaturą pana Adolfa Hitlera. Jako taki od razu ściągnął na siebie gniew ludu, który onegdaj uwielbił pana zbawcę Adolfa Hitlera nie po to, aby ktoś z jego uwielbienia drwił bębniąc mu krzyżem w to, co dla ludu jest najdroższe, a zatem w jego narodową i socjalistyczną naturę zbudowaną na chrześcijańskim miłosierdziu objawiającym się w krzyżu. Istnieją bowiem wszem i wobec granice miłosierdzia. Nawet jeśli jest to gest Nerona.
Samuela
O mnie Samuela

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (35)

Inne tematy w dziale Kultura