Jeśli popatrzymy na XVIII wiek to łatwo przychodzi nam do głowy, kto był najwybitniejszym kompozytorem tego czasu - jednoznacznie wskazuje się na Mozarta, a tuż za nim na Bacha. Jeśli chodzi o XIX wiek to sprawa staje się trudniejsza, ale także łatwo wskazać największe sławy poczynając od początku XIX wieku: Beethoven, Chopin, Wagner i Czajkowski. XX wiek jest już znacznie trudniejszy do oceny, a dzieje się to z powodu tego,że kompozytorzy często tak wyróżniają się w wielu dziedzinach komponowanej muzyki i często poziom ich muzyki jest odmienny w zależności od rodzaju dzieła: ktoś na przykład pisze dobre koncerty fortepianowe,ale kiepskie symfonie lub opery. Najpewniej da się wskazać na szereg wybitnych kompozytorów pierwszej połowy XX wieku, bo co do drugiej połowy są znaczące różnice w ocenie danych kompozytorów, wynikające ze spadku znaczenia muzyki (zwanej dziś poważną) na rzecz muzyki typowo dwudziestowiecznej, zwanej rozrywkową (tak jakby "poważna" muzyka nie miała mocy rozrywkowej). W II połowie kompozytorzy poważnej muzyki zasłużyli chyba też sobie na niebyt z powodu zbyt daleko idącej jej eklektyzacji i poddania się niskim gustom masowej publiczności. Zamiast wpuścić muzykę "poważną" do szkół (aby wypełniała czas przerwy między lekcjami) czy puszczać na rynkach miast z głośników (niedawno słyszałem 41. symfonię Mozarta na rynku w Sanoku - pochwała dla władz miasta) rezygnuje się z muzyki "poważnej" na rzecz muzyki, która trafia w najniższe instynkty (hip hop i rap, czyli tak zwana mowa nienawiści, czego przykładem jest Peja).
Ale sama muzyka poważna też w II połowie XX wieku się pogubiła, wydając ludzi,którzy albo za bardzo przejęli się wielkością utworu albo ich małością - i albo wpadają w lenistwo, albo chcą wielkością utworu przyćmić jej wartość artystyczną - tacy panowie jak Xenakis, Stockhausen czy Messiaen chyba tylko dorżnęli muzykę "poważną".
Co ciekawe, ostatnia z dobrych symfonii powstała zapewne w Związku Radzieckim w roku 1961 - była to XII symfonia Szostakowicza - kompozytorzy z krajów demokratycznych w tym czasie usiłowali być tymczasem coraz bardziej "awangardowi" i coraz częściej staczali się w kierunku albo niskich gustów, albo tak "wysokiej", że aż bezkształtnej formy. W Polsce chwali się na przykład Góreckiego - tylko ile razy będziemy słuchać tego kościelnego neobarokizmu?
Jaka jest muzyka wspomnianego Szostakowicza - oś stanowi 15 symfonii, z czego godne polecenia wydają się te o numerach: I (świeża i nowatorska),III (kontynuująca nowatorstwo, radykalnie miejscami motoryczna - zwana Pierwszomajową), IV ("ewoluująca mobilizacja"), V (najczęściej grana - szczególnie IV jej część - Allegro non troppo), VI (krótka, choć efektowna - III część nawiązująca do Czajkowskiego), VII (Leningradzka, pierwsza z tak zwanych symfonii epickich - długa na półtora godziny, godne polecenia zwłaszcza jej I i IV część), VIII (przez niektórych zwana Stalingradzką - także epicki, militarny charakter - polecenia godne I, a szczególnie II i III częśc), IX (neoklasyczna, trochę w stylu Haydna, wesoła - podobnie jak III część Szóstej, z elementami groteski - jak w Pierwszej), X (tu godne polecenia część II i IV), XI ("smutna" symfonia o roku 1905, lub jak ponoć pisał sam Szostakowicz, o krwawych wydarzeniach w Budapeszcie 1956) oraz XII ( dotycząca Petersburga w czasie Rewolucji Październikowej - miejscami o silnych neoromantycznych rysach,ale w militarno-motorycznej konwencji).
Nie mówiąc o innych dziełach Szostakowicza (takich jak nowatorska opera Lady Makbet mceńskiego powiatu) czy I część II Koncertu fortepianowego albo IV część I Koncertu fortepianowego lub jeden z najpopularniejszych XX-wiecznych walców - II Waltz czy też Uroczysta Uwertura), sama twórczość symfoniczna powoduje, że prawdopodobnie jest on największym kompozytorem XX wieku.
Zagrożony może być chyba tylko przez Prokofiewa - twórcę m.in. 7 symfonii (I - "klasyczna", II - "futurystyczna", III - melodie z opery Ognisty Anioł, V - "rytmiczna" czy VII - napisana z myślą o kołysance dla dzieci), kilku oper i baletów (przede wszystkim Romeo I Julia ze słynnym Tańcem Rycerzy - melodia z kawy Nescafe) oraz czterech koncertów fortepianowych. Z pewnościa jednak Prokofiew jest numerem dwa i nie gorzej.
To ciekawy przypadek, że w ZSRR, w kraju, w którym tak tłamszono wolność wypowiedzi artystycznej, urosły takie postaci muzyczne jak Szostakowicz, Prokofiew czy Chaczaturian. Tymczasem za największą symfonię amerykańską uważa się powstałą jeszcze w XIX wieku IX Symfonię Antonina Dvoraka, Czecha, który gościnnie przybył do Ameryki - symfonia jest prześwietna, pytanie tylko czy amerykańska, czy może czeskiej.


Komentarze
Pokaż komentarze (19)