0 obserwujących
181 notek
94k odsłony
  490   0

Przepowiednie zagłady, Gaia i książę Karol

z australijskiego podręcznika
z australijskiego podręcznika

Coraz silniejszy opór ludzi na całym świecie wobec rosnących podatków od energii skutkuje upadkiem planów ograniczenia emisji CO2. Dostrzegając ten sprzeciw, wrogowie ludzkości uruchomili ogromny aparat politycznie zadeklarowanych naukowców, by jeszcze agresywniej zaangażowali się w coraz bardziej piskliwą retorykę, taką jak ta słyszana od ostatniego spotkania IPCC w Jokohamie. Retoryka ta wyraźnie kontrastuje z jakością dowodów na szkodliwy wpływ emitowanego przez ludzkość CO2. Jest też nie za bardzo zgodna z ubiegłorocznym raportem IPCC, w którym nie stwierdzono związku pomiędzy CO2 a klęskami pogodowymi.

Teraz jednak straszy się nas tymi nieszczęsnymi klęskami żywiołowymi ze zwielokrotnioną siłą, no ale cóż... desperacja.

Takie straszenie ludzi różnymi klęskami ma długą tradycję.

Już ok. 200 lat temu p. Tomasz Malthus ("maltuzjanizm") straszył, że eksponencjalny wzrost populacji  doprowadzi ludzkość na skraj egzystencji - do głodu i nędzy. Przepowiednia końca świata się nie ziściła mimo że liczba ludności świata znacznie wzrosła. Na gruzach tej hipotezy pojawiła się "odwrotna" teoria, że tak naprawdę wzrost populacji niekoniecznie musi być szkodliwy dla poziomu życia, a większa liczba ludzi może dać pozytywne efekty - więcej umysłów, więcej ulepszeń, pomysłów i wynalazków, większe szanse na rozwój. Tak sądzą kornukopianie (Cornucopians).

Wymienię poniżej kilka nowszych fałszywych teorii zagłady.

Zima nuklearna (promowana od lat 1980'),

Cicha wiosna (od lat 1960'),

Bomba ludnościowa - Paul R Erlich The Population Bomb (Ballantine 1971) oraz The Population Explosion (z Ann H  Erlich, Simon and Schuster 1990) - oparta na założeniu, że źródła surowców się wyczerpują. P. Ehrlich mylił się, przegrał zakład o ceny surowców z p. Julianem L Simonem. Po 10 latach p. Simon chciał się znów założyć, ale p. Ehrlich stchórzył.

Granice wzrostu
Ksążka "Granice wzrostu" (Donella H. Meadows, Dennis L. Meadows, Jφrgen Randers i William W. Behrens III - New York, Universe Books, and London, Earth Island, 1972) wraz z książką World Dynamics (Jay W. Forrester - Wright-Allen Press, Cambridge Mass. USA 1971) zostały zaprezentowane na konferencji ONZ w Sztokholmie i uznano je za sensacyjne i wstrząsające.

Uczeni mieli już wtedy tak szybkie komputery, że udało im się wymodelować takie straszliwe obrazki:

zagłada

Założono, że surowców będzie coraz mniej, dlatego gospodarka będzie się kurczyć i świat nie wyżywi coraz większej liczby ludności. Surowce jednak się nie kończą, żywności jest coraz więcej, gospodarka rośnie za wyjątkiem państw opanowanych przez czerwono-zieloną pajęczynę.

W r. 1974 wstrząśnięte władze ONZ zapragnęły "zrównoważonego rozwoju" i doprowadziły do utworzenia agencji UNEP - Program Środowiskowy Organizacji Narodów Zjednoczonych. W r. 1983 utworzono komisję, która miała opracować i zaproponować "długoterminowe strategie ochrony środowiska w celu osiągnięcia zrównoważonego rozwoju do roku 2000 i później". Opracowano i wdrażano te strategie. Stąd - ze strachu przed przeludnieniem - wynika tak agresywna promocja aborcji, homoseksualizmu i eutanazji.

Aktywiści wierzący w konieczność "zrównoważonego rozwoju" są przekonani, że liczbę ludności należy zredukować o 66% (szkoda że nie o 666). Jednak jak wykazała dr Jacqueline Kasun z Hamboldt University, jeśli wszystkich ludzi rozmieścimy równomiernie na terenie stanu Teksas, na każdego będzie przypadać 1200 stóp kwadratowych. A inni (np. JKM) zauważają, że przy gęstości zaludnienia takiej jak w Hongkongu cała ludzkość zmieściłaby się na terenie Polski i Słowacji. I gdzie to przeludnienie?

Agenda "zrównoważonego rozwoju" ("Agenda 21") została oficjalnie zadeklarowana na konferencji ONZ w Rio (United Nations Conference on Environment and Development, UNCED). Przez 10 lat program ten był cierpliwie pielęglowany przez podejrzaną grupę biznesmenów World Business Council for Sustainable Development (WBCSD). W r. 2004 na "Szczycie zrównoważonego rozwoju" UNCED w Johannesburgu doszło do przyjęcia ważnych ustaleń i zadeklarowania poważnych pieniędzy na wdrażanie tego programu.

Wielką niespodzianką jest odkrycie, że za tą całą Agendą 21 stoi... książę Karol. Niespecjalnie zadowolony z wiary chrześcijańskiej, książę Karol zajął się parapsychologią, a niektórzy twierdzą, że parał się okultyzmem. Duży wpływ na niego wywierał urodzony w RPA pisarz, podróżnik i mistyk Laurens van der Post. Książę był również pod wpływem p. Jamesa Lovelocka, brytyjskiego naukowca, autora hipotezy o Gai, która dziś jest znana jako kult Ziemi - wiara oparta na greckiej bogini Gai, Matce Ziemi. Książę Karol nie miał problemu ze sprzecznością tej hipotezy z Księgą Rodzaju.

W kwietniu 1991 r., kilkanaście miesięcy przed szczytem ONZ w Rio, książę przeprowadził dwudniową międzynarodową prywatną konferencję na pokładzie królewskiego jachtu Britannia, zacumowanego u wybrzeży Brazylii. Obecny był m. in. senator Al Gore, kilku wyższych urzędników Banku Światowego, prezesi kilku wielkich firm jak np. Shell lub British Petroleum, przedstawiciele wielkich organizacji pozarządowych.

W dzisiejszych czasach "Agenda 21" nauczana jest w szkołach np. pod nazwą "nauka o Ziemi". Nie wiem jak teraz jest w Polsce, ale np. australijscy uczniowie klas 7. dowiadują się z podręcznika, że "niektórzy historycy sugerują, że przejście od gospodarki zbieracko-łowieckiej do osiadłego trybu życia rolniczego było jednym z największych błędów kiedykolwiek popełnionych przez ludzkość", i dzieci są zachęcane do przedyskutowania tego zagadnienia. W klasie 10. uczą się takich tematów, jak "Gaia - interakcja Ziemi i jej biosfery", "limity wzrostu - nieograniczony wzrost jest nie do utrzymania", "prawa natury - uznanie, że ludzie i ich środowisko naturalne są ściśle ze sobą powiązane".

Wspomnianiy wyżej prof. James Lovelock, który jako twórca teorii o Gai - żyjącej planecie, wpłynął na poglądy księcia Karola, w r. 2006 grzmiał: "Zanim to stulecie się skończy, miliardy spośród nas zginą a niewiele par lęgowych ludzi które przetrwają będą w Arktyce gdzie klimat będzie znośny".

Teraz jednak prof. Lovelock przyznaje, że on i inni panikarze jak np. p. Al Gore po prostu wtedy stracili głowy a straszenie ociepleniem jest już zużyte.

- Stało się religią, a religie nie przejmują się zbytnio faktami - przyznał kilka dni temu.

 

 

Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale