W cieniu tragicznych wypadków związanych z niewydolnością służby zdrowia i nieudolnością ludzi nią zarządzających, pozostaje bardzo ważna afera lub raczej jej brak.
Wszyscy pamiętamy sprawę łapówkarza i ……. Doktora G.( W miejsce kropek wstawię odpowiednie słowa po prawomocnym wyroku, ponieważ nie mam czasu ni ochoty włóczyć się po sądach jak Zbigniew Ziobro ). Zarzuty korupcji, ( inne wątki w toku ) sąd musiał potwierdzić nawet ustami sędziego Tulei mimo zmasowanych propagandówek w TVN i Wyborczej, pokazujących czekających ze łzami w oczach pacjentów z kwieciem w ręku na sądowych korytarzach. Nieocenione w propagandzie antyPISowskiej media nie pytały jednak owych pacjentów czy na kopertę dla chirurga miały i zostały zoperowane, czy właśnie pieniążki uściubili i czekają na jego zwolnienie. W tym tonie wypowiadał się również Bartosz Arłukowicz, ubolewający jakoby aresztowanie G. miało tragiczny wpływ na polską transplantologię, chociaż w innym wywiadzie chwali się, że w 2012 roku nastąpił rekord przeszczepów. Oczywiście mówi to tonem jakoby była to jego zasługa.
Najbardziej spodobały mi się jednak słowa ministra cyt:, „ że karanie za korupcję powinno się robić w taki sposób, żeby to nie miało wpływu na pacjentów”kon.cyt. Warto zapamiętać ten cytat przy sprawie, o której za moment. Pytam ministra to, w jaki właściwie sposób powinno się karać przestępcę, który uzależnia wykonanie operacji od wręczenia mu odpowiedniej kwoty? Pozwolić mu dalej uprawiać proceder i co gorsze deprawować i uczyć młodych lekarzy łapówkarstwa? Czy jak to mówiąc „wyrwać chwasta” choćby dla przykładu i ku przestrodze innym.
O ile Arłukowicz tak troskliwie zajmował się doktorem G. o tyle przy innej sprawie wykazał się dziwnym brakiem empatii, a nawet był jej głównym twórcą. W sierpniu na wniosek Arłukowicza „dobre” już CBA kieruje wniosek do prokuratury, a minister odwołuje profesora Jerzego Szaflika ze stanowiska konsultanta krajowego w dziedzinie okulistyki oraz szefa Banku Tkanek Oka w Warszawie.
Dziś już wiadomo, że wszystkie zarzuty były wyssane z palca i mogły być raczej towarzysko-koteryjnym zamachem stanu. Użyto, więc instytucji CBA i Ministerstwa Zdrowia do wewnętrznych przepychanek, robiąc jednocześnie ze światowej sławy naukowca i lekarza przestępcę, obrzucając go błotem, z którego oczyszczeniem spolegliwe wobec P.O. media się nie kwapią.
„Rzeczpospolita" ujawniła w sierpniu, że wiceminister zdrowia Igor Radziewicz-Winnicki, którego ludzie rekomendowali dymisję Szaflika, dobrze znał wcześniej prof. Wylęgałę, który w pilnym trybie zastąpił prof. Szaflika. Radziewicz-Winnicki odbywał staż podyplomowy w Okręgowym Szpitalu Kolejowym w Katowicach, gdzie ordynatorem oddziału okulistyki był prof. Wylęgała. Obaj też pracowali później na Śląskim Uniwersytecie Medycznym. Wylęgała już konsultantem krajowym też nie jest. Ponad dwa tygodnie temu, po cichu, Bartosz Arłukowicz zdjął go ze stanowiska i powołał na nie rekomendowaną przez środowisko okulistyczne prof. Wandę Romaniuk, współpracującą z prof. Szaflikiem i pozytywnie go oceniającą.
W dniu 27 lutego warszawska prokuratura umorzyła postępowanie w sprawie profesora Szaflika. Śledczy uznali, że brak jest znamion przestępstwa. Świetny lekarz i wybitny naukowiec nie złamał prawa, nikogo nie skrzywdził, nie korumpował ani z korupcji nie korzystał. Decyzja jest prawomocna. W odróżnienia od łapówkarza i …… G, prokuratura nie miała nawet podstaw do skierowania sprawy do sądu. Minister Zdrowia Bartosz Arłukowicz odnosząc się do umorzenia śledztwa w sprawie kliniki profesora Szaflika, miał do powiedzenia tylko tyle, że "oczywiście działania prokuratury są niezależne” i że w tej chwili trwają w resorcie zdrowia, i nie tylko w nim, analizy prawne, co dalej w tej sprawie można zrobić. Czyli rozumieć można, że Bartuś tropiciel jeszcze broni nie złożył a ministerstwo zaangażowane jest dalej w wyszukiwaniu „haków” na niewinnego człowieka. Jak widać są sprawy ważniejsze od chorującej służby zdrowia.
Po pół roku od zdymisjonowania profesora Szaflika można zdecydowanie stwierdzić, iż nieprzemyślana i bezpodstawna decyzja ministra zdrowia spowodowała poważne straty. Złamano karierę i prawie zaszczuto niewinnego wybitnego lekarza. Z pomocąmediów publicznie sugerowano, że transplantacje tkanek oka były prowadzone niezgodnie z prawem, a szef resortu podważył zaufanie nie tylko do samego Szaflika, ale i lekarzy tej specjalizacji. Minister zdrowia doprowadził również do konfliktu ze środowiskiem okulistów, którzy zdecydowanie stanęli za zdymisjonowanym kolegą. Podważył wreszcie zaufanie do kierowanego przez siebie resortu. Ponieważ w świetle decyzji prokuratury wracają pytania o rzeczywiste powody dymisji profesora Szaflika. Bo jeżeli nie było nawet znamion przestępstwa w działaniach naukowca, to czy nie chodziło tylko i wyłącznie o zastąpienie krajowego konsultanta nowym, profesorem Edwardem Wylęgałą? Tym bardziej, że resort zdrowia dopiero po wdrożeniu przez prokuraturę postępowania karnego zaczął prowadzić działania, by uświadomić podmioty takie jak banki tkanek, że przeszczepiający te tkanki muszą mieć odpowiednie zezwolenie.
Ot i cała afera Bartosza Arłukowicza, chyba już czas by pozbierał zabawki i wrócił do domu. Wszak ministerstwo zdrowia to resort trudny i został w niego trochę przez Ewę i Donalda „wpuszczony”. Niemniej, czego duża Ewa nie popsuła, to Bartuś wykończył.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)