Jak na razie euro które delegacja rządowa przywiozła z Brukseli to banknoty pozbierane z krojonego tortu. Jak wszystkie działania tego rządu medialne i sztuczne.
Parlament Europejski przyjął w środę rezolucję odrzucającą porozumienie w sprawie unijnego budżetu na lata 2014-2020 większością głosów. W głosowaniu wzięło udział 690 europosłów. Za odrzuceniem ustaleń Rady Europejskiej była ogromna większość aż 506 eurodeputowanych, za było tylko 161 europosłów, a 23 wstrzymało się od głosu.
To miało być wielkie zwycięstwo premiera Tuska i jego negocjatorów.Pamiętam migawki medialne pokazujące niewyspanego szefa rządu, walczącego o każdego eurocenta z żarliwością „Rejtana”. Najtrafniej „dramaturgię” szczytu oddawał oczywiście TVN, pokazując Donalda Tuska, jako niestrudzonego bojownika o europejską kasę. Pomimo tak ciężkiej pracy i braku snu pan premier prawie w każdej godzinie znajdował czas, by poinformować Polaków o wydarzeniach rozgrywających się w Brukseli za pomocą Twittera. Cytuję za portalem „wPolityce.pl” :
„To już 27 godzina spotkań i negocjacji non stop. Porozumienie wciąż niepewne
- twittował Tusk, pomimo trudu i zmęczenia.
Naród nie pozostał bierny. Proponował premierowi podreperowanie stanu świadomości "redbulem":
Dziękuję, jestem po czterech plus naście kaw
- odpowiada premier.
Są również słowa uznania. Mimo ognia zaciętej walki o unijne pieniądze, Donald Tusk z uwagą zatrzymuje się nad płynącymi od narodu pochwałami.
Te 300 mld. to niewątpliwie sukces. Gratuluje Panie Premierze!
- napisał jeden z internautów.
Dziękuję, ale na gratulacje jeszcze za wcześnie
- odpowiada skromnie premier.
Szerokim strumieniem płynie do Brukseli wsparcie:
Czy to miłe, jak czyta Pan- bo chcę wierzyć, że to Pan czyta- słowa wsparcia i troski od "zwykłych Polaków"? Życzymy sukcesu!
- pisze Ania Skowronek, posiadająca w swojej historii na portalu społecznościowym dwa twitty, oba skierowane do premiera.
Każdy czuje się lepiej i mocniej wiedząc, że ma wsparcie. Dziękuję!
- odpowiada jej soczyście premier.” Koniec cytatu.
Polska w latach 2014-2020 miała dostać o cztery i pół miliarda więcej, niż w budżecie na lata 2007-2013. Z sumy 106 miliardów euro na spójność mieliśmy dostać prawie 73 miliardy euro. Mieliśmy i odtrąbiono już wielki sukces. Problem w tym, że głosowanie w Parlamencie Europejskim, które według polityków P.O. miało być tylko formalnością zakończyło się pokazaniem gestu Kozakiewicza. Lecz nie uczczenie „wyczynu” naszego sportowca leżało na sercu czy raczej kieszeni eurodeputowanych tylko prozaiczna kasa, a dokładniej niechęć do jej dawania krajom takim jak Polska. Po głosowaniu Parlament Europejski zagroził, że nie rozpocznie negocjacji dopóki Komisji Europejska nie przedstawi konkretnych propozycji nowelizacji tegorocznego budżetu Unii. W wydanej rezolucji zgłosił wniosek o prawo do rewizji budżetudla Parlamentu Europejskiego i Komisji Europejskiej w przyszłej kadencji od przyszłego roku. Taka rewizja miałaby być obowiązkowa i zapisana rozporządzeniu, czy nawet wymuszona specjalnym zapisem, zgodnie, z którym budżet traci ważność w razie braku rewizji. Eurodeputowani wyrazili też pogląd, że może za dwa lata rządy państw członkowskich będą skłonne do wpłacania więcej do kasy Unii Europejskiej.
Stanowisko europosłów nie jest formalnie wiążące, lecz jest punktem wyjścia Parlamentu Europejskiego w dalszych negocjacjach nad budżetem na przyszłe lata. Mające ostatecznie wiążącą moc prawną głosowanie odbędzie się w czerwcu. Jeśli jednak porozumienia nie będzie grozi nam prowizorium budżetowe i brak możliwości szerokiego planowania inwestycji. I być może właśnie o to chodziło ośrodkom decyzyjnym w Unii --- dać kasę jednocześnie jej nie dając. Jeśli do tego przejdzie postulowany obowiązek rewizji budżetu po 3 latach, największe inwestycje wieloletnie mogą okazać się trudne do zrealizowania o ile całkiem niemożliwe.
Donald Tusk nadrabia dobrą miną i humorem, jak powiedział --- „Będzie happy end, rozumiem przez to zaaprobowanie przez Parlament budżetu. W tej sprawie śpię spokojnie. Musiałbym mieć wyjątkową wyobraźnię i nadwrażliwość, by dostrzegać jakieś ryzyko”. Problem w tym że podobnego entuzjazmu nie wykazuje Martin Schulz. Szef Parlamentu Europejskiego na spotkaniu z unijnymi liderami stwierdził, że czas zacząć traktować Europarlament poważnie, a spytany na konferencji prasowej o optymizm polskiego premiera, odpowiedział, że --- „z nim rozmawiał, ale takich słów nie usłyszał, - Mamy relacje bardzo przyjacielskie, ale niczego takiego mi nie powiedział. Spodziewam się, że Donald Tusk dobrze zapoznał się z decyzją Parlamentu Europejskiego” dodał.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)