W trakcie analizy stenogramow zwrocilem uwage na jeden "drobny" szczegol: zgodnie z informacjami podawanymi do opinii publicznej, zerwanie linii energetycznej nastapilo o 10.39.54 o tej godzinie , zgodnie z materialami przekazanymi przez MAK, Nasza Tutka dopiero rozpoczynala manewr podejscia i znajdowala sie ok. 400 metrow nad plyta lotniska. To jakies 390 metrow za wysoko zeby zerwac linie energetyczna, nawet jak na warunki rosyjskie..
Pojawia sie zatem pytanie: kto lub co zerwalo te linie?
Czy moze to ow zagadkowy Il-76, ktory tak niefortunnie ladowal kilka-kilkanascie minut przed katastrofa Tutki? Jesli to ow tajemnieczy Iliuszyn zerwal linie, to znaczy ze mial on dokladnie takie same "problemy" jak nasza Tutka. Podchodzil do ladowania ta sama sciezka, wg wskazan tych samych radiolatarni i tak samo przyziemil w srodku lasu. Znaczy to takze, ze doswiadczony rosyjski pilot, posiadajac "elektronike" w pelni kompatybilna z ta na rosyjski lotnisku, doskonale znajacy jezyk rosyjski, praktycznie wyladowal posrodku pola, no "zabraklo" mu kilku (!!!!) metrow...
Kilka pytan:
czy linia ta zasilala wieze w Smolensku?
czy wieza miala zapasowe zasilanie?
jaki czas uplywa miedzy uszkodzeniem linii podstawowej i uruchomieniem zasilania zapasowego?
czy awaria ta wplynela na prace wiezy na lotnisku?
Nie wiem ale jak dla mnie do cos zbyt wiele tu "przypadkow"...


Komentarze
Pokaż komentarze (22)