0 obserwujących
15 notek
3494 odsłony
885 odsłon

Bruce Dickinson - Autobiografia. Do czego służy ten przycisk?

Wykop Skomentuj12

Ile znacie osób, które są prawdziwymi pasjonatami czegoś. Czegokolwiek. Ja mogę policzyć tego rodzaju ludzi, wkręconych w jakiś temat na maksa, na palcach jednej ręki. Takich, co to się rzeczywiście w coś angażują, są w tym dobrzy, mogą zainspirować innych tym co robią i co osiągają. Cała masa innych… nie wiem - siedzą przed telewizorem albo piszą głupoty po internetach. Gdybyście znali Bruce’a Dickinsona, to starczyłoby za kilku pasjonatów i może nawet trzeba by użyć drugiej ręki do liczenia. 

image

Każdy kto chociaż raz otarł się o muzykę metalową, wie kim jest Bruce Dickinson. Dla tych, co się nie otarli - jest wokalistą Iron Maiden, jednej z największych kapel w świecie heavy metalu. Maideni to już właściwie żywa legenda i to z Brucem Dickinsonem (bo mieli jeszcze innych wokalistów) osiągnęli największe sukcesy. Jednak bycie frontmenem „Ajronów” to tylko czubek góry lodowej, bo jak już wspomniałem wyżej, Dickinson swoimi zainteresowaniami mógłby obdzielić wiele osób. W końcu jest też artystą solowym z dorobkiem kilku albumów („Accident of Birth” nigdy mi się nie znudzi), autorem muzyki i tekstów, scenarzystą, szermierzem, pilotem, piwowarem. Nie wiem, czy czegoś nie pominąłem, ale sporo tego. Jest też oczywiście autorem, bo oprócz opisywanej tu książki napisał też kilka części przygód Lorda Ślizgacza.

W „Do czego służy ten przycisk?” Dickinson prowadzi nas od czasów swego dzieciństwa w Worksop, gdzie początkowo wychowywali go dziadkowie, przez lata szkolne, występy z pierwszymi zespołami, po wielki sukces na scenie muzycznej i zwycięską walkę z nowotworem. Sześćdziesiąt lat życia na 360 stronach. Jeśli jednak spodziewacie się opowieści o życiu gwiazdy rocka, o tonach wciągniętego koksu i zaliczonych tabunach groupies, to się zawiedziecie. Rockandrollowe momenty są, ale to tylko tło dla człowieka wielu zainteresowań. Nie ma też właściwie nic o życiu prywatnym Bruce’a - jedyny wyjątek to jego walka z rakiem - ani zbyt wielu historii zza kulis Maidenów. Dickinson poświęca za to wiele miejsca szermierce i przede wszystkim lataniu, bo te dwie pasje pozwoliły mu osiągnąć wewnętrzną równowagę podczas pracy jako muzyk.

W „Autobiografii” przeszkadza mi dość mocno styl pisarski Dickinsona. Niektórzy może lubią taką narrację, ale dla mnie jest ona strasznie chaotyczna. Niby czyta się szybko i bezproblemowo, ale autor skacze z tematu na temat, czasem wraca do wcześniejszych historii, pisze krótkimi akapitami, które mnie nie pozwalały należycie wciągnąć się w lekturę. Ciągle miałem wrażenie ślizgania się po powierzchni jak Lord Ślizgacz (kozackie porównanie, brawo ja). Przeszkadzało mi też nieco tłumaczenie, które jest nierówne. Chwilami było dobrze, ale czasem tłumacz nie wysilał się albo bez żenady kalkował z angielskiego. Wiele osób może tego nie zauważyć, ale ja to od razu widzę i razi mnie to (inną sprawą jest praca tłumaczy literackich, ich pozycja na rynku i traktowanie przez wydawców, co czasem usprawiedliwia marny przekład).

Kończąc zachęcę Was do sięgnięcia po książkę Dickinsona i sprawdzenie do czego służy ten czy inny przycisk. Warto poznać historię nietuzinkowego człowieka, który podąża za swoimi pasjami i odnosi sukcesy. Miłego czytania.

6/10, 12.02.2019


Wykop Skomentuj12
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura