Tadeusz Hatalski
Navigare necesse est ….
52 obserwujących
449 notek
713k odsłon
433 odsłony

I tylko czapka z daszkiem ...

Wykop Skomentuj6

Wspomnienie historii prawdziwej.

To było tam, na Syberii. Przez wieś płynęła rzeka. A właściwie nie przez wieś tylko wzdłuż wsi. Bo wszystkie domy były po jednej stronie rzeki. Tylko pola były po drugiej stronie. Kołchozowe pola. Rzeka była duża, prąd silny i zbyt głęboki żeby można było przez nią przejść. Żeby się dostać na drugą stronę trzeba było iść przez most.

W czasie żniw wszystkie kobiety pracowały na polu. Mężczyzn nie było. Byli na wojnie. Rosjanie, Ukraińcy, Tatarzy, Polacy - wszyscy. We wsi zostały same kobiety. No nie, nie całkiem same, bo był jeszcze priedsiedatiel *. Był stary, chodził w czapce z daszkiem i kulał na jedną nogę.

Żniwa się kończyły, gdy kobiety skosiły zboże, związały w snopki, zwiozły do kołchozowej stodoły i wymłóciły. I wtedy przyjeżdżały ciężarówki. Zabierały wszystko, całe wymłócone zboże. Kołchozowe magazyny zostawały zupełnie puste. A dzieci w domu były małe i głodne.

W magazynach nic już nie było, ale na kołchozowych polach po drugiej stronie rzeki coś tam jeszcze można było znaleźć. Bo jak się kosi zboże to zawsze jakieś kłosy zboża na ziemię upadną. I nie da się ich zebrać i związać w snopki. I te kłosy potem gniją, zostają przeorane i nic z nich już nie ma.

I jak ciężarówki już odjechały, to kobiety - po pracy w kołchozie - szły jeszcze raz na pola i zbierały z ziemi te kłosy. Zbierały, żeby zanieść do domu, ręcznie wyłuskać ziarno i te ziarna zetrzeć na mąkę. Żeby było, co dać jeść dzieciom.

Gdy uzbierały to, co się dało znaleźć, o zmroku wracały do domu. Ale wracając z pola do domu, musiały przejść przez most na rzece. A na moście stał priedsiedatiel i czekał. Gdy kobiety przechodziły przez most, to każdą z nich zatrzymywał i rewidował. I jak znalazł jakiekolwiek kłosy to odbierał i wyrzucał do rzeki.

Ukrainki, Tatarki, Polki nic nie mówiły, gdy priedsiedatiel je rewidował i wyrzucał kłosy do rzeki. Bo i co miały do powiedzenia tam, wywiezione i pozostawione same z dziećmi na Syberii. Ale miejscowe Rosjanki, przynajmniej niektóre z nich, były harde. I jak priedsiedatiel odbierał im te kłosy zboża - które one niosły dla swoich głodnych dzieci - to one w twarz mu wykrzykiwały, że jak mężowie wrócą z wojny to mu odpłacą!

Wojna się skończyła. W kołchozowym głośniku nadawano komunikaty o zwycięstwie i demobilizacji. We wsi kobiety cieszyły się, że mężowie wracają. O zabieranych kłosach już dawno zapomniały.

I wtedy ktoś zobaczył priedsiedatiela znowu na moście. I widział jak priedsiedatiel zdjął kufajkę, położył ją na ziemi a sam, tylko w koszuli, skoczył z mostu do wody. Skoczył i już nie wypłynął.

Tylko czapka z daszkiem została na powierzchni i popłynęła z prądem rzeki.

* priedsiedatiel – przewodniczący (w tym przypadku przewodniczący kołchozu)

Powyższa opowieść, zapamiętana z domu, ze wspomnień rodziców, jest powtórzeniem tekstu opublikowanego tutaj na Salonie24 w 2010r.

Wykop Skomentuj6
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura