Niedawno rząd wywalczył w Brukseli korzystne dla nas limity emisji dwutlenku węgla. Dobrze, że w końcu cos wywalczył, bo dotychczas to robił tylko kow-tow w tamta stronę. A w Brukseli mimo pięknych słów o Unii, o wspólnej Europie odbywa się twarda gra narodowych interesów. Co komu uda się wyrwać to jego. I nie ma w tym nic złego. Każdy człowiek dba naprzód o siebie, o swoją rodzinę a dopiero potem o innych. I jest rzeczą naturalną, że tak postępują całe narody i państwa. Niemcy, Francuzi, Anglicy dbają o swoje sprawy w Brukseli i nikt tam nie wymyśla na swojego prezydenta czy premiera, że potrafi się upomnieć o sprawy swojego państwa i swoich obywateli, (co prawda na premiera za bardzo się u nas nie wymyśla, ale niech tylko prezydent spróbuje w Brukseli coś powiedzieć …).
Limity dwutlenku węgla to jedno, a to skąd on się bierze to drugie. A bierze się z elektrowni węglowych, które zostały u nas jeszcze z czasów przodującego ustroju i ciągle kopcą. Jednak zaczynamy nieco nadrabiać. Otóż buduje się elektrownie wiatrowe. Myślę, że to dobrze, bo środowiska nie zatruwają, choć krajobraz niewątpliwie szpecą. Również są plany budowy elektrowni atomowej. My z powodu Czarnobyla mamy uraz do elektrowni jądrowych, ale na świecie funkcjonują one od wielu lat i są bezpieczne. Które są lepsze, wiatrowe czy atomowe? U nas dyskusji na ten temat nie ma, no, bo jednych jeszcze mało a drugie dopiero w planach.
Na Zachodzie natomiast temat ten był kiedyś gorący, szczególnie w Niemczech. Ładnych kilka lat temu byłem mimowolnym uczestnikiem zabawnej sytuacji z tym związanej. Statek płynął z Hamburga na pełne morze, rzeką Łabą, z pilotem* . Płynąc z Hamburga w morze, mija się Brunsbuttel. Przed Brunsbuttel, od strony Hamburga jest elektrownia atomowa, natomiast za Brunsbuttel w stronę morza są elektrownie wiatrowe.
Statek mijał akurat elektrownię atomową. Na mostku** byliśmy obydwaj z niemieckim pilotem, zajęci prowadzeniem statku. Rozmowa toczyła się na jakieś obojętne tematy. Nagle pilot ożywił się bardzo i pokazując elektrownię powiedział. Widzisz tę elektrownię? Ta elektrownia jest niebezpieczna! Ona może wybuchnąć! Dawno powinni ją zamknąć! A w ogóle to jest wielkie … (i tu użył bardzo dźwięcznego niemieckiego słowa, które w naszej pisowni zaczyna się na „sz…” :)). A potem wskazując na wiatraki, które już było widać w oddali zaczął się zachwycać, jakie to one są bezpieczne, jakie są dobre i że to właśnie elektrownie wiatrowe są przyszłością energetyki.
Wkrótce rozmowa się urwała, bo w samym Brunsbuttel jest stacja pilotowa i następuje zmiana pilotów. Ten, który z nami dotychczas płynął – zszedł, a wsiadł następny, który zostaje aż statek wypłynie na pełne morze.
Statek płynął dalej. I powoli zbliżał się do miejsca gdzie są elektrownie wiatrowe. A jest ich tam naprawdę dużo. Gęsty las monstrualnych wiatraków. Ja już o elektrowni atomowej zapomniałem. A nowy pilot skupiony na ruchu innych statków na rzece, był dość małomówny. Gdy wtem ożywił się niespodziewanie. Zobacz, mówi do mnie. Widzisz te wiatraki? Jak to wygląda! Cały krajobraz zeszpecony! Te wiatraki, jak się obracają to okropnie hałasują. Wydają taki świst, że w nocy spać nie można. Ci ludzie, co tutaj mieszkają, nie mogą tego znieść. Protesty składają bo te wiatraki im żyć nie dają! To jest jedno wielkie …. (i znowu usłyszałem to samo co przedtem niemieckie, dosadne słowo na „sz…”). A potem wskazując do tyłu, gdzie daleko widać było jeszcze elektrownię atomową, zaczął ją zachwalać. Że cicha, że nie szpeci, że nie zatruwa ani środowiska, ani ludziom życia. Nie mówiąc o tym, że „sto procent” bezpieczna!
Statek szczęśliwie wypłynął na pełne morze, a ja dyplomatycznie zamilczałem, jakie opinie wygłaszał wcześniej jego kolega. A co z wiatrakami i elektrownią atomową? Co lepsze? Niewątpliwie jedne i drugie są lepsze od elektrowni węglowych. Niemcy z limitem gazów cieplarnianych problemu nie mają.
* - Pilot na statku morskim jest to osoba, która zna lokalne warunki i jest uprawniona do wprowadzania statku do portu i wyprowadzania w morze.
** - Mostek - pomieszczenie na górnym pokładzie statku (kiedyś na statkach żaglowych otwarte, właśnie w formie mostku), w którym znajdują się urządzenia do prowadzenia statku. Z mostku kapitan lub oficer wachtowy kierują statkiem.



Komentarze
Pokaż komentarze (25)