Mało mamy rocznic radosnych a dużo smutnych. Młodzi nawet robią zarzut, że te nasze rocznice są jakieś takie cierpiętnicze, tak jak byśmy się obnosili z tymi naszymi klęskami. A młodzi nie chcą się umartwiać, oni chcą się cieszyć. I mają rację, rocznice trzeba obchodzić radośnie i świątecznie. I trzeba się cieszyć z odzyskania niepodległości, z Konstytucji 3-go Maja, ze zwycięstwa w bitwie warszawskiej.
Ale akurat w grudniu nie ma się, z czego cieszyć. Kilka dni temu był ‘stan wojenny’, dzisiaj w Gdańsku a jutro w Gdyni grudzień 70. Obydwie te rocznice są smutne. Smutne i tragiczne. Tragiczne z dodatkowego powodu, który nie zawsze sobie w pełni uświadamiamy. Otóż w powstaniach, które przegrywaliśmy, klęski nam zadawali zaborcy, najeźdźcy. W grudniu natomiast obchodzimy rocznice klęsk zadanych przez swoich, przez Polaków. Jak na czterdzieści parę lat rządów komunistycznych tych klęsk zadanych przez swoich jest sporo: Poznań 56, grudzień 70, stan wojenny. Praktycznie, co dziesięć lat Polacy próbowali powiedzieć władzy, że coś jest z nią nie tak, że powinna zmienić swoje postępowanie. A co robiła władza?
„Władza użyła broni …” wszyscy znają balladę o Janku Wiśniewskim (naprawdę nazywał się Zbyszek Godlewski a K. Dowgiałło pisząc ten tekst nie znał jego prawdziwego nazwiska. I tak zostało). W grudniu 1970 mieszkałem już w Gdyni, w akademiku przy ul. Sędzickiego, Zbigniew Godlewski mieszkał niedaleko, w hotelu stoczniowym przy ul. Śląskiej. Los nas jednak nigdy ze sobą nie zetknął. Ale w zeszłym roku, w grudniu miałem okazję poznać jego rodziców. Starsi już ludzie, w podeszłym wieku. Żyją i wspominają syna, który też mógł żyć. Nic złego nie zrobił, żeby trzeba go było zabić. Szedł do stoczni, do pracy tak jak do tego nawoływała wieczorem poprzedniego dnia ‘władza’. Ale inna ‘władza’ (wojskowa) w tym czasie szykowała blokadę stoczni. I rano zaczęła się masakra. I niech nikt nie mówi, że ludzie, którzy podejmowali te decyzje nie zdawali sobie sprawy, do czego dojdzie następnego dnia rano pod stocznią i że robili to z patriotycznych pobudek.
Tutaj odwołam się jeszcze do innego wspomnienia, z bardziej odległych czasów. Otóż w lutym 1940r Sowieci wywieźli moich rodziców na Syberię. To było w miejscowości Polana, w Bieszczadach. Przyjechali w nocy i do rana kazali się spakować. Cała rodzina - z piątką małych dzieci – powędrowała na ponad pięć lat na Ural, na głód, nędzę i poniewierkę. Jedyną „winą” mojego ojca było to, że był leśnikiem. Z innych miejscowości też wywieziono ludzi, z każdej jedną albo dwie rodziny. Po co wywożono tych ludzi? Ruchu oporu przeciw nowej władzy jeszcze nie było. To było za wcześnie, tylko cztery miesiące minęły od klęski we wrześniu.
Ano, cel był jeden. Rzucić strach i terror na miejscową ludność. Mówiąc współczesnym językiem psychologii komunikat władzy sowieckiej był taki: Niech wam w głowie nawet nie powstanie myśl, żeby się przeciwstawić. Jeżeli tylko o tym pomyślicie to stanie się z wami to samo, co z Hatalskim, Strzeleckim, Michalskim (następne dwa nazwiska to nazwiska rodzin wywiezionych z sąsiednich miejscowości).
I teraz wróćmy znowu do Gdyni, do tego zimowego świtu, w czwartek 17-go grudnia w 1970r., Po co został wydany rozkaz, żeby strzelać do ludzi? Po to żeby bronić stoczni? Przed kim? Przed ludźmi, którzy szli do pracy? To przecież nieprawda! Ci ludzie nie stanowili dla stoczni żadnego zagrożenia.
Rozkaz taki został wydany po to żeby na ludzi rzucić strach i terror. Tak było wcześniej w Poznaniu w, 1956r kiedy strzelano do ludzi, którzy szli w pokojowej manifestacji. I tak było później w kopalni Wujek, gdy władze stanu wojennego też kazały strzelać do ludzi, strzelać wtedy, gdy właściwie strajk już wygasał. I komunikat był ten sam, co wtedy w lutym 1940r. Nie myślcie o żadnym oporze. My każdy opór złamiemy. Wyraził to dobitnie J. Cyrankiewicz, kiedy mówił o obcinaniu ręki podniesionej na władzę. Terror jako sposób sprawowania władzy. Realizowany przez komunistów, po to żeby władzy raz zdobytej nie oddać już nigdy. Za cenę życia ludzi, niewinnych ludzi, jak Janek Wiśniewski w Gdyni, jak wielu innych wtedy a także wcześniej i później.
A w czasach spokojniejszych, między jednym wybuchem a drugim, terror ten realizował się bardziej przyziemnie, bardziej prozaicznie. Że paszport zabiorą, że zwolnią z pracy, że mieszkania się nie dostanie. I jednocześnie wmawiano ludziom, że żyją w normalnym kraju. Jak to było? W ludowej demokracji!
I dlatego trzeba obchodzić również smutne rocznice. Żeby wiedzieć jak było! I żeby już nigdy więcej tak nie było!
Tadeusz Hatalski
52
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze