Tadeusz Hatalski
Navigare necesse est ….
37 obserwujących
357 notek
504k odsłony
252 odsłony

Bieg świętojański w Gdyni i zielona pięta

Wykop Skomentuj9

image

Wszyscy wiemy co oznacza noc świętojańska - najkrótsza noc w roku. Niezawodna wiki tak to przedstawia: ‘W momencie przesilenia letniego Słońce dochodzi do zwrotnika półkuli północnej – zwrotnika Raka. Moment ten na półkuli północnej rozpoczyna astronomiczne lato. Nazwa pochodzi od gwiazdozbioru Raka, w którym znajdowało się Słońce w momencie przesilenia letniego 2000 lat temu, gdy nadano nazwę temu zwrotnikowi. W dzisiejszych czasach, na skutek precesji, w momencie tego przesilenia Słońce znajduje się w gwiazdozbiorze Bliźniąt’

No tak, ale dlaczego świętojańska i co do tego ma św. Jan? Ano dlatego, że w dniu po najkrótszej nocy w roku, w kalendarzu liturgicznym Kościoła Katolickiego wypada wspomnienie św. Jana Chrzciciela. W tym roku, ze względu na rok przestępny, wypada dwa dni później. W związku z tym noc świętojańską (czyli najkrótszą w roku) mieliśmy wczoraj. A w noc świętojańską, w Gdyni, już od kilku lat odbywa się Bieg Świętojański. Ale w tym roku, był dzisiaj w nocy a nie wczoraj. W Gdyni jest też ulica Świętojańska. I wszyscy ten bieg kojarzą również z nazwą tej ulicy. I dlatego trasa biegu tak jest planowana, aby jej cześć zawsze przebiegała przez ul. Świętojańską. W tym roku też tak było. Ulicą Świętojańską biegliśmy również. A z nazwą tej ulicy jest kolejne nieporozumienie. Nazwa ulicy Świętojańskiej w Gdyni wcale nie pochodzi od tego św. Jana, od którego swoją nazwę wzięła noc świętojańska.

Otóż nazwa ulicy Świętojańskiej pochodzi od św. Jana Nepomucena, którego figurka stoi nieopodal przystanku SKM ‘Wzgórze św. Maksymiliana’. Figurka ta stoi tam już od setek lat (w trakcie przebudowy ulicy była jednak przenoszona). A miejsce, gdzie stoi figurka, było tradycyjnym przystankiem pielgrzymek, które zmierzały do Kalwarii Wejherowskiej. I jak powstawała pierwsza ulica w Gdyni, która zaczyna się niedaleko figurki św. Jana Nepomucena, nadano jej nazwę ulicy Świętojańskiej. Ponieważ bieg świętojański prowadzi ulicą Świętojańską wskazywałoby to, że również od nazwy ulicy bierze swą nazwę. I w ten sposób, w nazwie gdyńskiego biegu św. Jan Chrzciciel i św. Jan Nepomucen (żyjący tysiąc trzysta lat później) stali się jedną osobą.

W tym roku w biegu świętojańskim wzięło udział blisko trzy i pół tysiąca ludzi. Ale pewnie nikt z nich nie zaprzątał sobie głowy wątpliwościami na temat tego, w jakim biegu bierze udział. Biegu Świętojańskim od św. Jana Chrzciciela czy Biegu Świętojańskim od św. Jana Nepomucena? Muszę powiedzieć, że ja też nie. No, przynajmniej przez pierwsze sześć kilometrów. Ale na siódmym kilometrze mijaliśmy przystanek SKM Wzgórze św. Maksymiliana a przy nim figurkę św. Jana Nepomucena. I gdy kątem oka dojrzałem kapliczkę z Janem Nepomucenem, wtedy ogarnęły mnie wątpliwości o których napisałem powyżej.

Ale na siódmym kilometrze 10-cio kilometrowego biegu, w którym człowiek (posiadający już pełne prawa emerytalne i co więcej dla wieku, który ustanowiła poprzednia opcja polityczna) chce osiągnąć wynik poniżej 55 minut, nogi robią się już ‘ołowiane’. Toteż rozważania o tym skąd pochodzi nazwa biegu zostawiłem na później. Natomiast skoncentrowałem się na tym, aby utrzymać tempo. A tempo utrzymać jest najlepiej wtedy jak człowiek ma stały punkt odniesienia. No więc znalazłem sobie punkt odniesienia. Gdzieś, właśnie na siódmym kilometrze, wyprzedziła mnie dziewczyna, równym, zdecydowanym tempem. W ogóle wokół mnie biegli, głównie młodzi ludzie. Z jednej strony czułem się trochę głupio, facet w wieku senioralnym, a wokół sama młodzież. A z drugiej strony, nie powiem też mi to pochlebiało. Że oni wszyscy młodzi (no w moim wieku też byli) a ja senior między nimi. I jako tako dotrzymuję kroku.

I ta dziewczyna, co mnie wyprzedziła równym zdecydowanym tempem, na pięcie prawego buta miała zielone światło odblaskowe. Raz dwa, raz dwa, równym tempem zielona pięta migała wśród innych pięt biegnących ludzi. Nie odpuszczę, pomyślałem sobie. Nie ważne, że nogi ołowiane, ale zielonej pięty nie stracę z oczu. Byliśmy już na Świętojańskiej, przed nami jeszcze przecznica Kilińskiego, potem kawałek Władysława IV i Śląskiej pod górę. I nie straciłem. Twardo utrzymywałem dystans około 20 metrów a czasami nawet mniej. Dopiero przed samą metą na Gdyńskiej Drodze, zielona pięta zniknęła mi wśród pięt innych biegaczy. Na finiszu dziewczyna przyspieszyła mocno.

Moje ołowiane nogi na tyle już nie mogły się zdobyć. Ale do mety mnie doniosły. Jednak do planowanego wyniku trochę zabrakło. Szkoda, że dziewczyna ze światłem odblaskowym na prawym bucie, nie wyprzedziła mnie wcześniej. No, ale wtedy kapliczka z Janem Nepomucenem, pewnie by mi umknęła.

Wykop Skomentuj9
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Sport