306 obserwujących
1161 notek
3610k odsłon
2414 odsłon

Szemrane mogą być tylko źródła, ale nigdy postępowe media

Wykop Skomentuj68

Podobno po tych pionowych korytarzach w siedzibie Gazety Wyborczej krąży duch przypominający Krystynę Pawłowicz. Ale żeby w Oazie Tolerancji duch przybrał taką niepoczciwą postać? Trudno uwierzyć. Możliwe natomiast, że jakieś widma nawiedzają redakcję. Tak często bywa w mrocznych opowieściach, a historia czerskiej gazety obfituje w momenty dramatyczne i tajemnicze.

W każdym razie to dawna posłanka PiS pierwsza wypomniała kilka lat temu Kamilowi Zaradkiewiczowi sympatię do środowisk homoseksualnych. Jej więc należy się palma pierwszeństwa w dziedzinie wiedzy o życiu seksualnym obecnego p.o. prezesa SN. Lobby homoseksualistów byłoby uradowane, mając w TK »swojego« człowieka – oznajmiła wówczas Krystyna Pawłowicz. Przy czym zastrzegała się, że dyskutuje tylko o poglądach Zaradkiewicza, a nie pyta o orientację seksualną.

Gazeta Wyborcza także nie tropi prywatnego życia osób publicznych, nic podobnego. W Oazie Tolerancji nie ma bowiem miejsca nawet na cień podejrzenia o homofobiczną lustrację. Kiedy więc GW pisze o homoseksualnej orientacji Zaradkiewicza, to chodzi o wyczerpującą informację na temat osób publicznych. Analogicznie postąpił Newsweek przed wyborami prezydenckimi w 2015 roku, kiedy w trosce o rzetelność przekazu napisał o żydowskim pochodzeniu teścia Andrzeja Dudy.

Wtedy redaktor Wielowieyska dobrotliwie tłumaczyła, żeby nie reagować nerwowo na takie publikacje: Można czy nie można opisywać w szczegółach najbliższą rodzinę osób publicznych? Oczywiście, że tak, ale zawsze pozostaje pytanie o intencje, kontekst i o to, czy opisywana osoba wiedzę na temat swojego pochodzenia ukrywa czy też nie.

Żydowskie pochodzenie jest więc ważnym szczegółem w demokratycznym państwie prawa, czego nie pojął wówczas Paweł Śpiewak, według którego wzmianka w Newsweeku o żydostwie była świadomym i politycznie wykalkulowanym użyciem antysemickich klisz. Potem w wywiadzie dla „RP” Śpiewak dodał, że uważa redaktora naczelnego Newsweeka za antysemitę, jakby nie wiedział, że wydawnictwo Ringier Axel Springer nie splamiło się antysemityzmem w całej swojej szlachetnej historii.

Tak jednak to widział wtedy profesor Śpiewak, ale nikt oczywiście nie może posądzić dzisiaj Gazety Wyborczej, że wzmianka o homoseksualizmie Kamila Zaradkiewicza to świadome i politycznie wykalkulowane użycie homofobicznych klisz. Nikt też nie ośmieli się nazwać homofobem Adama Michnika, chyba jakiś wariat.

Albowiem gdy Gazeta Wyborcza opublikuje oszczerstwa (jak te o Agacie Dudzie w 2016 roku), to wyłącznie w zbożnym celu ich rozbrojenia. I nie ma wątpliwości, że tak było, choć redaktorce Ewie Milewicz zrobiło się niedobrze  po przeczytaniu tamtej "informacji".

Jeśli zatem redaktor Czuchnowski podaje dalej wulgarne wpisy niejakiego Stonogi na temat PiS, to nie chodzi o zniesławienie PiS. I nie ma znaczenia, że w Gazecie Wyborczej przywołano kiedyś nazwisko Stonogi w celu podkreślenia „szemranego źródła” informacji. Podobnie publikacja informacji o homoseksualizmie Zaradkiewicza jest wyrazem troski o pełną wiedzę elektoratu. 

Całkiem odwrotnie niż w dawnym przypadku senatora PO, który w damskim przebraniu i naćpany jak stodoła po żniwach, ganiał się po chałupie z dziewczętami o wielkim temperamencie i fatalnym prowadzeniu. Wtedy to było oczywiste życie prywatne i wara  prawicowym pismakom i nic do tego ciemnemu ludowi.

W sumie, pomimo pewnych kontrowersji, można przyjąć za pewnik, że postępowe media, nawet jeśli używają antysemickich lub homofobicznych klisz, to zawsze w szlachetnych intencjach oraz stosownym kontekście. I tego muszą się trzymać czytelnicy Gazety Wyborczej, choćby miało ich zemdlić od tej szlachetności.

Wykop Skomentuj68
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura