317 obserwujących
1190 notek
3705k odsłon
  2229   13

O autorytetach, sędziach i profesorach, którzy tak pięknie się różnią

Musi być coś na rzeczy, skoro zanim ukaże się publikacja, pod protestem swoje czcigodne podpisy składa aż 26 emerytowanych sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Protestują przeciwko wydaniu jutrzejszej Gazety Polskiej, w której ponoć znajdzie się stwierdzenie, że sędzia profesor Marek Safjan to syn hitlerowskiego funkcjonariusza Grenzschutzu i współpracownika sowieckiej Informacji Wojskowej. Czcigodnych emerytów TK wzburzyło podanie tej informacji w kontekście absurdalnego wyroku TSUE na Polskę, który to wyrok wygłaszał właśnie sędzia Safjan.

Profesor Safjan broni się, twierdząc, że jego życiorys był odrębny, a od trzeciego roku życia nie mieszkał z ojcem. Niby słusznie, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Zresztą są precedensy i to poważne. Było to szczególnie widoczne przy okazji głośnej sprawy sędziego Igora Tulei, którego rodzice za komuny byli mocno uwikłani we współpracę ze Służbą Bezpieczeństwa oraz Milicją Obywatelską. Sędziemu Tulei dostało się za to, że w sprawie lekarza-łapówkarza piętnował organy ścigania za rzekome stosowanie metod, które przypominały mu czasy najgłębszego stalinizmu. Czyli, jak to mówili starzy Polacy, przyganiał kocioł garnkowi. Poza tym sędzia Tuleya, podobnie jak Safjan, też miał życiorys odrębny, gdyż nie wiedział, że matka współpracowała z SB. Skąd niby miał wiedzieć, skoro mu nie powiedziała? O sprawkach ojca też miał raczej blade pojęcie.

Niestety, są w naszym kraju poważne, wręcz pomnikowe postaci, które podważają tę linię obrony. Zacznę może od Lecha Wałęsy, którego moralnego autorytetu nikt nie śmie podważyć. Przypomnę tylko: człowiek, który  obalił komunizm, laureat Nobla, mędrzec europejski, marka eksportowa III RP oraz - co równie ważne - autorytet moralny, który nigdy nie splamił się współpracą z SB. A koniecznie należy  mu wierzyć, choćby ze względu na wyżej wymienione zasługi.

Otóż ten nasz bohater ma następujące kredo życiowe, którym posłużył się niegdyś w sprawie profesora Sławomira Cenckiewicza, który jest wnukiem ubeka, a zatem miał podobnie uwikłany życiorys, jak czcigodne niewiniątka sędzia Safjan oraz sędzia Tuleya: A jeśli chodzi o Cenckiewicza, to przypomnę, że jest on wnukiem ubeka, który strasznie gnębił Polaków. Takiego człowieka IPN dopuszcza do dokumentów? Należałoby się zastanowić, czy nie trzeba zmienić prawa w tej kwestii. A poza tym, gdyby prześledzić drogę życiową Cenckiewicza ubeka, to może wyjaśniłoby się, dlaczego jego wnuk jest taki, jaki jest. Chce sądzić polskich patriotów, niszczyć nasze wielkie zwycięstwo! Niech najpierw Cenckiewicz rozliczy się z przeszłością swojej rodziny.

Przez analogię można sobie wyobrazić, co nasz pomnikowy bohater sądzi o czcigodnych sędziach Safjanie i Tulei. Powtórzę tylko za tym klasykiem - niech się rozliczą z przeszłością swoich rodzin, a potem wydają wyroki na Polaków! A skoro już jesteśmy przy profesorach, to koniecznie trzeba się zapoznać z opinią profesora Bronisława Łagowskiego, filozofa i historyka idei, który wsparł opinię Wałęsy w sprawie Cenckiewicza. Zresztą profesora także emerytowanego, więc pięknie pasuje, a w zasadzie pięknie się różni od emerytów z TK podpisanych pod żarliwym listem w obronie profesora Safjana. Otóż profesor Łagowski potraktował sprawę filozoficznie, jak przystało filozofowi: Jednakże jakieś dziedziczenie ma tu miejsce; nie jest to dziedziczenie winy, lecz wrodzonego draństwa(...) Oczywiście, że “nie wolno nikogo obarczać winą za postępki jego przodka”, jak słusznie głosi Piotr Stasiński. Jednak ani ta, ani żadna inna słuszna maksyma nie złagodzi gniewu ludzi, którzy są teraz piętnowani przez synów lub wnuków tych, którzy ich kiedyś więzili, odbierali im prawo głosu lub głupio nimi rządzili.

Cóż tu dodać, dziedziczenie wrodzonego draństwa na razie jest tylko kategorią filozoficzną, więc sądy się tym nie zajmą. Ale warto wziąć pod uwagę opinie autorytetów moralnych. W końcu niech się do czegoś praktycznego przydadzą.

PS Sprawdziłem listę tych 26 podpisów sędziów TK. Zabrakło mi podpisu sędzi Katarzyny Tyczka-Rote. To ona w orzeczeniu Sądu Najwyższego uznała, że sędzia-złodziej może nadal być sędzią. Tyczka-Rote nie była sędzią TK, więc nie mogła złożyć swego podpisu pod protestem czcigodnych kolegów. Ale myślę, że jej podpis też by się nadał.

Lubię to! Skomentuj147 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo