297 obserwujących
1125 notek
3511k odsłon
2365 odsłon

Wesołe miasteczko Platformy Obywatelskiej

Wykop Skomentuj44

Młody Brejza przypomina mi starego Czarzastego. Pewnie nie wszyscy pamiętają, że Zygmunt Czarzasty wsławił się tym, że martwił się spodziewanym sukcesem wyborczym swojej formacji tuż przed wyborczą klęską tejże formacji w pamiętnym roku 1989. Wtedy chodziło o PZPR, lecz wbrew pozorom Koalicji Europejskiej nie było do niej daleko, zważywszy choćby na prominentnych pezetpeerowców, którym Grzegorz Schetyna zapewnił mandaty w unijnym parlamencie.

Jednak w tak zwanym międzyczasie Koalicja Europejska przepoczwarzyła się w Koalicję Obywatelską, więc pojawił się także młody następca starego Czarzastego, któremu ani trochę nie ustępuje pod względem radosnego optymizmu. Krzysztof Brejza podzielił się dobrą nowiną z elektoratem: „42 proc. w sondażach dla PiS to jest sufit poparcia dla tej partii”. Zapewnił jednocześnie, że jego koalicja jest gotowa przebić ten sufit „przy ciężkiej pracy”.

Naszły mnie w związku z tym trzy refleksje. Pierwsza jest filozoficzna, a nawet trąci wolnomularstwem - jak łatwo przychodzi przebijać sufity ludziom, którzy jeszcze nie zalali fundamentów, nie mówiąc już o postawieniu ścian. Jeśli bowiem za przyszły dom młodego Brejzy przyjmiemy mglisty projekt koalicji wyborczej, którą mozolnie konstruuje Schetyna, to musimy przyznać, że do przebijania sufitów – cokolwiek by to miało znaczyć – jeszcze daleko.

Fundamenty, głupcze! - chciałoby się powiedzieć chłopakowi od Schetyny, gdyby był gdzieś pod ręką. Fundamenty, a w domyśle program, o którym szef Brejzy powiedział, że na omawianie programu przyjdzie czas po wyborach. „Dzisiaj najważniejsza jest kampania wyborcza i jeden polityczny głos” - powiedział Schetyna. Zatem, reasumując tę filozofię wyborczą, przed wyborami trzeba milczeć i to jednym głosem. To tyle, jeśli chodzi o wizję budownictwa Koalicji Obywatelskiej.

Druga refleksja dotyczy tej „ciężkiej pracy”, którą młody Brejza tak lekko, żeby nie powiedzieć lekkomyślnie deklaruje w imieniu swojego ugrupowania. Otóż jego partia zasłynęła z tego, że ciężkiej pracy unika niczym diabeł święconej wody. I nie chodzi mi wcale o dawne wyznanie Donalda Tuska, że próżniactwo stanowi integralną cechę jego politycznego etosu. Chodzi mi o doświadczenie wieloletniej egzystencji tej partii na scenie politycznej, które kojarzy Platformę raczej z ustawianiem przetargów niż z pracą u podstaw, że nie wspomnę o pracy organicznej. Bolesław Prus by się uśmiał.

Natomiast trzecia refleksja dotyczy bezrefleksyjności samego delikwenta. Wychodzi bowiem taki Brejza do ludzi i mówi im, że PiS w życiu nie przekroczy 42 procent. A mówi przecież do ludzi, którzy mają w świeżej pamięci 45-procentowe poparcie dla PiS w niedawnych wyborach europejskich. Jest to refleksja smutna zwłaszcza dla elektoratu Platformy, gdyż z tej wypowiedzi młodego Brejzy wynika, że mają oni wyborców za idiotów, którzy do trzech nie potrafią zliczyć, a pamięć wcale nie lepszą niż te rybki akwariowe, zwane – nomen omen – gupikami.

Cóż za paradoks, że smutku cień kończy ten tekst wbrew tytułowi. Jest jednak pociecha w tej refleksji. Właśnie przeczytałem zeznania Sławomira Siwego, przewodniczącego związku zawodowego celników przed komisją śledczą ds. VAT. Otóż w latach rozkwitu wesołego miasteczka pod kierownictwem premiera Tuska, celnicy miast ścigać mafie paliwowe, vatowskie i hazardowe, kontrolowali kiermasze pierogów i festyny producentów nalewek. Czyli naprawdę wesoło nam będzie, gdyby oni jednak przebili ten sufit...

Wykop Skomentuj44
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka