Z wrodzonej nieufności do władzy mogę stwierdzić, że sprawa zarzutów dla posła Macierewicza śmierdzi. Nie chodzi nawet o fakt, że „ze względu na wielowątkowość sprawy”, ciągnie się ona od momentu przejęcia władzy przez PO-PSL. Chodzi o wątpliwą stronę merytoryczno-prawną. Zagrożenie do ośmiu lat więzienia za przestępstwa „poświadczenia nieprawdy”, „ujawnienia tajemnicy” (nie wiemy, czy państwowej, czy służbowej?), a także „przekroczenia uprawnień” wydaje się być argumentacją dętą. Za żadne z tych przestępstw pojedynczo nie grozi kara pozbawienia wolności aż do ośmiu lat. Chyba, że przyjmiemy, że Antoni Macierewicz działał na rzecz obcego wywiadu, albo dążył do uzyskania korzyści majątkowej, co wydaje się być rozumowaniem pozbawionym sensu.
W związku z tym, zapewne będziemy mieli do czynienia z realnym zbiegiem przestępstw*, zagrożonym karą łączną, o którym mowa w art. 85 kodeksu karnego. Nie zmienia to faktu, że kodeksowe przekroczenie uprawnień jest przestępstwem stypizowanym bardzo szeroko, pod które możemy podciągnąć przekręt gminnego sołtysa, dającemu szwagrowi zlecenie na odnowienie budynku sołectwa, jak również generała przymuszającego swoich żołdaków do naparzania w afgańską wioskę z moździerzy. Poza tym, oskarżonemu trzeba będzie wykazać winę umyślną, w postaci zamiaru bezpośredniego. Czyli, przekładając na polski, wykazać że wszystkie te przestępstwa chciał Macierewicz popełnić. Na chwilę obecną wygląda to bardziej jak pokazówka.
Jedno trzeba przyznać z całą mocą – techniczny sposób przeprowadzenia likwidacji WSI wykonano nagannie. Pełno w raporcie i samych aktach wykonawczych jest niejasności i luk. Brak jest odpowiednich procedur ochronnych, a w wielu miejsca odpowiednie akty prawne są sprzeczne z normami konstytucyjnymi (co podniósł w stosownym orzeczeniu Trybunał Konstytucyjny). Jak odnotowują zadowolone z aktu oskarżenia wobec Macierewicza zaprzyjaźnione media, w dotychczasowych ponad 30 pozwach cywilnych dot. raportu likwidacyjnego po WSI, w kilkunastu przypadkach MON musiało w imieniu b. likwidatora przepraszać.
Ale w wielu innych procesach, głównie karnych o zniesławienie, sprawy albo umarzano, albo samego oskarżonego [tj. Macierewicza] uniewinniano. To pokazuje, że bardzo trudno będzie skazać posła PiS, a cała sprawa wywlekana jest raczej w innych celach. Przypomnijmy np., że w kwietniu 2008 Sąd Okręgowy w Warszawie uznał, że Macierewicz nie musi przepraszać szefa koncernu ITI Jana Wejcherta za słowa o jego związkach z WSI. I taki stan rzeczy utrzymywał się do września 2011r., kiedy to po trzecim procesie, interwencji samego Sądu Najwyższego i jedynym, ale za to prawomocnym orzeczeniu sądu odwoławczego, stwierdzono, że jednak Macierewicz musi przeprosić.
Likwidacja WSI w 2006r. odbywała się za przyzwoleniem wszystkich partii w Sejmie (poza SLD i wtedy posłem Bronisławem Komorowskim). Co do słuszności rozformowania tego państwa w państwie nie miał wątpliwości również klub parlamentarny Platformy Obywatelskiej. Dzisiaj ustami swojego rzecznika stwierdza: „To co wówczas zrobił ze służbami, z publikacją raportu po likwidacji WSI było według mnie skandaliczne”.
Skąd taka wolta partii z rodowodem solidarnościowym? Całość zamieszania z zarzutami dla Macierewicza bardziej pasuje do innej układanki. Macierewicza wygodniej jest się zwyczajnie pozbyć ze świata służb specjalnych, czy po prostu z życia publicznego. Wiele wypowiedzi posła PiS rzeczywiście wykracza poza standardy i jest obudowywane insynuacjami. Jeśli jednak spojrzy się na dorobek Macierewicza, to rychło okaże się, że to właśnie on, a nie np. przeciwna strona barykady miał rację opisując patologiczny system, jaki wytworzył się po 1989r. ze styku d. polityków rządzącej Partii, ludzi służb i obcego biznesu. Macierewicza można nie lubić, ale odmawiać racji jego pracy – to zwyczajna nieuczciwość. Dlatego jeśli nie można argumentami, wykorzystuje się do tego aparat państwowy. Wyrok na niewygodnego posła by się przydał; przynajmniej można by go w końcu nazywać bezkarnie przestępcą. A taka sytuacja jest wielu na rękę.
Nie bez znaczenia w całej sprawie jest również wątek smoleński. Macierewicz ze swoim zespołem, działając w oparciu o ogólnodostępne materiały, źródła i dokumenty, podważył niekompetencje i oczywiste przekłamania dwóch tzw. oficjalnych raportów. Jego ustalenia są również nie w smak rządzącym. Czy można się zatem dziwić, że pokusa wysłania go na zieloną trawkę jest aż tak silna?
Dlatego jestem przeciwnikiem uchylania Antoniemu Macierewiczowi immunitetu. Po to właśnie ten instrument ochrony reprezentantów narodu wymyślono. Aby uniemożliwić rozprawę z niewygodnymi parlamentarzystami przez aparat władzy. Wśród powiedzonek prawniczych krąży również takie, mówiące, że „samo oskarżenie nie może być dowodem”. Pamiętajmy o tym, zanim podłożymy ogień pod stos z nieprzejednaną postacią, jaką z pewnością jest Antoni Macierewicz.
P.S. – Jaki to obóz polityczny miał budować „autorytarne państwo policyjne”, panie redaktorze Liz?



Komentarze
Pokaż komentarze (17)