Zauważyliście, jak często w debacie publicznej pojawia się dziś pojęcie „klasa polityczna”? Sam dobór słów nie jest przypadkowy. „Klasa” oznacza przecież zbiorowość powiązaną wspólnym interesem ekonomicznym, siecią zależności i mechanizmami reprodukcji własnej pozycji. Jeśli więc mówimy o klasie politycznej, to mimowolnie przyznajemy, że nie chodzi wyłącznie o funkcję publiczną, lecz o trwałą warstwę społeczną żyjącą z dostępu do władzy – i do zasobów wytwarzanych przez innych.
Wystarczy przyjrzeć się ścieżkom kariery wielu posłów, senatorów czy europosłów. Wejście do parlamentu często oznacza skokowy wzrost dochodów, dostęp do przywilejów, diet, dodatków, immunitetów i systemów zabezpieczeń, o jakich przeciętny obywatel może tylko marzyć. Trudno wskazać polityka najwyższego szczebla, który po latach sprawowania mandatu kończyłby karierę w ubóstwie. Mechanizm jest raczej odwrotny: mandat staje się inwestycją o wysokiej stopie zwrotu. Koszt tej inwestycji ponosi podatnik.
W tym sensie polityka zaczyna przypominać system pasożytniczy. Pasożyt nie wytwarza dóbr, lecz żyje z organizmu gospodarza. Klasa polityczna nie produkuje żywności, nie buduje domów, nie tworzy technologii – jej podstawowym narzędziem jest prawo, a podstawowym źródłem utrzymania przymusowa redystrybucja środków. Podatki i daniny przedstawia się jako „składkę na wspólne dobro”, lecz w swej istocie są one świadczeniem wymuszonym pod groźbą sankcji. Odmowa zapłaty nie kończy się uprzejmą dyskusją, lecz egzekucją administracyjną, karą finansową, a w ostateczności – przemocą instytucjonalną.
Politycy przekonują jednocześnie, że bez nich państwo przestanie istnieć, a społeczeństwo pogrąży się w chaosie. To narracja o konieczności władzy, powtarzana od stuleci. Przez wieki utrwalano przekonanie, że każda władza pochodzi z nadprzyrodzonego porządku. W „List do Rzymian” Św. Paweł pisał, że „nie ma władzy, która by nie pochodziła od Boga”. Ten fragment stał się fundamentem teologicznego uzasadnienia posłuszeństwa wobec rządzących. Sojusz tronu z ołtarzem nie był przypadkowy – sankcjonował dominację jednych nad drugimi, nadając jej aurę świętości.
Dziś religijną legitymizację zastąpiła świecka retoryka demokracji i bezpieczeństwa. Wmawia się obywatelom, że aparat państwowy jest jedyną zaporą przed anarchią, że rozbudowane regulacje chronią słabszych, a wysokie podatki są ceną cywilizacji. Jednak w praktyce system sprzyja tym, którzy potrafią wpływać na proces legislacyjny. Wielkie korporacje, kartele i lobbyści współtworzą prawo, które następnie ogranicza konkurencję i wzmacnia ich pozycję rynkową. Mały przedsiębiorca zmaga się z biurokracją; globalny koncern – zasiada przy stole negocjacyjnym.
Powstaje zamknięty obieg interesów: politycy potrzebują finansowania kampanii i wsparcia medialnego, sponsorzy potrzebują korzystnych regulacji. Obywatel jest w tej układance jedynie źródłem dochodu – podatnikiem i wyborcą, którego rolą jest okresowe potwierdzanie legitymacji systemu. Demokracja redukuje się do rytuału, w którym zmieniają się twarze, lecz struktura przywilejów pozostaje nienaruszona.
W rezultacie klasa polityczna buduje dla siebie strefę względnego bezpieczeństwa ekonomicznego. Emerytury specjalne, odprawy, stanowiska w spółkach skarbu państwa, posady w instytucjach międzynarodowych – to elementy systemu samoreprodukcji elit. Jednocześnie zwykli obywatele obciążani są kolejnymi opłatami, składkami i podatkami. Opodatkowano dochód, konsumpcję, nieruchomości, energię, paliwo, a nawet oszczędności. Każda sfera życia staje się potencjalnym źródłem fiskalnym.
Najbardziej niepokojące jest jednak to, że przemoc instytucjonalna została znormalizowana. Jeśli prywatna osoba zażądałaby od nas części wynagrodzenia pod groźbą kary, nazwalibyśmy to wymuszeniem. Gdy robi to państwo, mówimy o obowiązku podatkowym. Język łagodzi rzeczywistość, lecz nie zmienia jej natury. Mechanizm pozostaje ten sam: przymus i sankcja.
Dlaczego więc tak łatwo akceptujemy ten stan rzeczy? Od dzieciństwa uczono nas, że państwo jest naturalnym i niezbędnym elementem porządku społecznego. Szkoła, media, kultura masowa utrwalają obraz władzy jako opiekuna. Krytyka systemu bywa przedstawiana jako skrajność lub zagrożenie. Tymczasem warto zadać pytanie, czy państwo w obecnej formie rzeczywiście jest nieuchronnym etapem rozwoju społecznego, czy raczej historycznym konstruktem, który utrwalił się dzięki sile, tradycji i ideologii.
Polityka z definicji operuje kategorią interesu, a nie moralności. Partie rywalizują o władzę, koalicje zawierane są z kalkulacji, a decyzje podejmowane pod presją sondaży i grup wpływu. W takich warunkach trudno oczekiwać, że nadrzędnymi wartościami będą miłosierdzie czy solidarność. Dominują raczej rachunek kosztów i korzyści oraz dążenie do utrzymania kontroli.
Krytyczne spojrzenie na klasę polityczną nie oznacza negacji potrzeby współpracy społecznej czy wspólnych instytucji. Oznacza jednak sprzeciw wobec bezrefleksyjnego uznawania władzy za dobro samo w sobie. Jeśli politycy rzeczywiście mają służyć obywatelom, powinni podlegać takiej samej ocenie jak każdy inny uczestnik życia społecznego: czy tworzą realną wartość, czy jedynie konsumują cudzą pracę? Dopóki to pytanie pozostaje bez uczciwej odpowiedzi, podejrzenie o pasożytniczy charakter systemu będzie powracać – coraz głośniej i coraz częściej.
.
Postscriptum
Tu nie chodzi o to, żeby zazdrościć politykom ich bogactwa, tylko żeby zrozumieć, że polityk jest kosztem społecznym - on nie wytwarza dochodu, a gnębiąc innych podatkami i daninami się bogaci. Polityk nie pracuje, lecz żeruje. Polityk nie zarabia pracą, lecz ma wynagrodzenie, czyli nie zarobek (różnica między wynagrodzeniem a zarobkiem), bo nie wytarza przecież dochodu - tego ludzie nie rozumieją. Oto jak sobie ustawili oni społeczeństwo: twierdzą, że bez nich nie będzie dobrobytu i bezpieczeństwa.
Każdy eurodeputowany otrzymuje na koszt podatników dożywotnią wysoką rentę, za nic, za to że był politykiem, zob. link:wiadomosci.wp.pl

Może masz ochotę zobaczyć mój kanał na YouTube,
to nic nadzwyczajnego, ale... (link):
https://www.youtube.com/@Senszycia-dw6th


Komentarze
Pokaż komentarze (2)