Fot. autor
Fot. autor
Jan Żbik Jan Żbik
42
BLOG

Życie to taniec śmierci na drodze ku nicości

Jan Żbik Jan Żbik Rozmaitości Obserwuj notkę 1
Musi istnieć jakiś sens ludzkiej egzystencji, bo wszystko, i to na skalę kosmosu, byłoby absurdem.

Życie to taniec śmierci na drodze ku nicości.” W tym obrazie zawiera się intuicja, której trudno się pozbyć: rodzimy się nie po to, aby trwać, lecz po to, aby przeminąć. Każda sekunda biologicznego istnienia jest jednocześnie sekundą zbliżającą nas do kresu. Czas nie jest sprzymierzeńcem życia, lecz jego cichym egzekutorem. W tym sensie żyjemy po to, żeby umrzeć, a wszystko pomiędzy — nasze projekty, ambicje, narracje o szczęściu — może jawić się jako starannie skonstruowane złudzenie.


Żyjemy po to, żeby umrzeć, bo cierpimy, a wszystko inne jest złudzeniem. Złudzeniem i oszustwem jest wmawianie sobie i innym, że życie jest piękne. Skoro jest piękne, to dlaczego cierpimy? Jeśli jest ono wspaniałe, to dlaczego umieramy? Te pytania nie są retorycznym kaprysem pesymisty, lecz logiczną konsekwencją obserwacji świata. Cierpienie nie jest wypadkiem przy pracy natury; jest jej konstytutywnym elementem. Biologia opiera się na niedostatku, na walce o przetrwanie, na bólu jako sygnale zagrożenia. Psychika natomiast generuje lęk, poczucie braku, nieustanne napięcie między tym, co jest, a tym, czego pragniemy.


Przecież nikt nie umiera z radości i szczęścia, tylko z powodu cierpienia, długiej lub krótkiej męczarni. Śmierć jest zwieńczeniem procesu degradacji, choroby, rozpadu. Nawet jeśli przychodzi nagle, jest skutkiem kruchości ciała wpisanej w strukturę istnienia. A nad tym wszystkim krąży zło świata przyrody i zło moralne człowieka, bo istnienie jest tylko cierpieniem na drodze do śmierci. Przyroda pożera samą siebie; człowiek potęguje to jeszcze przez świadome okrucieństwo, przez egoizm i przemoc. W skali jednostkowej i w skali dziejów historia wydaje się kroniką bólu.


Ten cały teatr – ta „La Divine Comedie” – nie jest przypadkiem w kosmosie, ale prawdy i tak nie poznamy. Nasza świadomość, choć zdolna do abstrakcji, jest ograniczona biologicznie i poznawczo. Filozofie, systemy metafizyczne, religie – wszystkie są próbą nadania formy temu, co wymyka się definicji. Wiara zaś jest iluzją, ale nigdy nie jest podstawą definicji o świecie i rzeczywistości. Może dostarczać narracji, może koi lęk, lecz nie stanowi empirycznego wyjaśnienia praw rządzących bytem. Przy pomocy wiary możemy opowiadać baśnie i poszukiwać Nadziei, ale nigdy wyjaśniać prawa rzeczywistości nieskończonego, ciemnego i okropnego kosmosu, z którego istnienia rodzi się tylko cierpienie i śmierć.


A jednak w tym radykalnym obrazie czai się paradoks. Gdyby rzeczywiście wszystko było wyłącznie absurdem, czystą grą ślepych sił prowadzących od narodzin do unicestwienia, sam fakt, że potrafimy rozpoznać absurd, byłby niewytłumaczalny. Absurd zakłada bowiem punkt odniesienia – jakąś miarę sensu, wobec której jawi się jako sprzeczność. Jeśli mówimy, że życie jest pozbawione sensu, to dlatego, że intuicyjnie oczekujemy, iż sens istnieć powinien. W przeciwnym razie kategoria bezsensu byłaby pusta.


Kosmos całkowicie pozbawiony sensu byłby radykalnym chaosem, w którym nie tylko życie, lecz także prawa natury nie miałyby żadnej stabilności. Tymczasem rzeczywistość wykazuje uporządkowanie: struktury matematyczne, stałe fizyczne, powtarzalność procesów. To nie dowodzi, że sens jest dla nas uchwytny, ale sugeruje, że istnienie nie jest czystą przypadkowością. Gdyby wszystko było wyłącznie groteskowym żartem materii, absurd rozciągałby się na skalę całego kosmosu, czyniąc niemożliwym samo powstanie świadomości zdolnej do zadawania pytań.


Możliwe więc, że żyjemy po to, żeby umrzeć – w sensie biologicznym, bezspornie. Jednak redukcja całego istnienia do tej funkcji byłaby uproszczeniem. Śmierć jest horyzontem życia, ale horyzont nie wyczerpuje krajobrazu. Cierpienie jest realne, lecz nie jest jedynym fenomenem. Nawet jeśli radość jest chwilowa, to jej możliwość przeczy tezie o absolutnej dominacji nicości. Złudzeniem może być naiwny optymizm, lecz równie złudna może być totalna negacja sensu.


Czeka nas tylko śmierć i ogarnia lęk przed Nieznanym – to prawda egzystencjalna, której nie sposób unieważnić. Lęk ten jest może najbardziej autentycznym doświadczeniem człowieka. Ale sam lęk wskazuje, że życie nie jest obojętne; że coś w nas sprzeciwia się unicestwieniu. Ten sprzeciw, ta wewnętrzna niezgoda na czysty absurd, może być śladem sensu, którego nie potrafimy jeszcze zdefiniować.


Być może więc żyjemy na granicy dwóch perspektyw: biologicznej konieczności śmierci i metafizycznej intuicji sensu. Jeśli wszystko byłoby tylko cierpieniem prowadzącym do nicości, kosmos byłby bezdennym absurdem. Skoro jednak potrafimy ten absurd rozpoznać i nazwać, musi istnieć przynajmniej możliwość sensu – nawet jeśli pozostaje on dla nas zakryty. W przeciwnym razie sam akt myślenia byłby niemożliwy, a „taniec śmierci” nie miałby nawet widza, który mógłby go dostrzec.


Postscriptum

Nic  nie może istnieć, istnieje zawsze coś - to logiczne.

Ten artykuł to pseudointelektualna prowokacja, a właściwie ćwiczenie pisania i myślenia.

Interesują mnie komentarze, uwagi krytyczne i reakcje. To mi jest potrzebne, bo szykuję książkę o sensie życia, absurdzie i nicości.

Nie wierzę w nicość, wierzę w coś, właściwie w kogoś, czyli Osobę - w Ducha, który jest miłością, a najwyższa formą Miłości jest Absolut, który otrze z oczu łzę człowiekowi - reszty można sie domyślić...

Jan Żbik
O mnie Jan Żbik

Nie mam wiele do powiedzenia. Jedynie mogę polecić mój kanał na YouTube (link): Jan Żbik

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Rozmaitości