Od dzisiaj w Warszawie horror. Zamknięte ulice w samym sercu stolicy. Takie bolesne wyłączenia z ruchu to w tym mieście norma. Tym razem jednak jest nieco inaczej. Bo paraliż centrum ma potrwać… DWA LATA. Tak przynajmniej deklaruje Ratusz, Ja w te deklaracje nie wierzę. Wiadukt przy Andersa miał po remoncie ruszyć już w zeszłym roku. Nie ruszył do tej pory. Dwa lata? A może trzy? Kto to wie… Wczytując się w szczegóły komunikacyjnego scenariusza, z rosnącym przerażeniem czytam na www.mmwarszawa.pl
„Jerzy Lejek, prezes spółki Metro Warszawskie powiedział, że jeszcze w tym roku z ruchu zostanie wyłączona stacja metra Świętokrzyska.
Miasto chce, aby była ona połączona z drugą linią metra. Nieznany jest jednak dokładny termin zamknięcia stacji. Wiadomo tylko, że jak do tego dojdzie – pociągi jadące od Kabat będą dojeżdżać tylko do stacji metra Centrum, a od Młocin – do stacji Ratusz Arsenał.
Jakby tego było mało, w momencie, jak tarcze drążące tunel dla II linii metra dotrą do skrzyżowania Świętokrzyskiej i Marszałkowskiej, z ruchu zostanie wyłączona także ul. Marszałkowski w tym rejonie. Przez okres rozbudowy stacji metra Świętokrzyska po Marszałkowskiej nie będą tez jeździć tramwaje. – Jednak wyłączenie ruchu tramwajowego nie będzie połączone z wyłączeniem kursowania metra – zapewnia Leszek Ruta, dyrektor Zarządu Transportu Miejskiego.”
Nie chcę wdawać się w dywagacje, co zastanie wysiadający z pociągu na Centralnym turysta – kibic? Ten przyjedzie i wyjedzie. My będziemy mieć ten horror na co dzień. Czy naprawdę MUSI tak być? Czy po prostu godzimy się bez śladu protestu na scenariusz zafundowany nam przez władze miasta.
Ja się na to nie godzę. Tym bardziej, że wiadomo, iż dzisiejsze technologie pozwalają budować pod ziemią bez paraliżu komunikacyjnego na powierzchni. Wychodzi drożej, robi się tak, gdy już inaczej nie można, ale właśnie budowa kolejki podziemnej w samym centrum ruchliwej stolicy jest taką właśnie wyjątkową sytuacją.
I jeszcze termin: DWA LATA.
Szperam w Internecie. Mam. „W latach 1995-99 zbudowano w Madrycie 38 stacji na dystansie 56 km”.
No dobrze, Madryt miał dużo pieniędzy, inną sytuację. Weźmy inne kraje.W Teheranie 34 stacje dwóch linii budowano dziesięć lat (częściowo na powierzchni). 20 stacji w Kairze budowano w Egipcie 9 lat. Czyli nawet kraje nie takie znowu bogate i technologicznie zaawansowane potrafią. My nie?
Dlaczego godzimy się na zamknięcie centrum wiedząc, że: tu cytat z kolejnego artykułu: „druga linia w Warszawie powstanie przy pomocy supernowoczesnej tarczy automatycznej drążącej 20 metrów na dobę”. Miasto tłumaczy, że musi jednak wyjść na powierzchnię, bo : zaplecze, bo budowa stacji. Mnie te argumenty nie przekonują. Czy nie chodzi przypadkiem o :
a/ oszczędności
b/ wygodę budujących i decydentów?
Decyzja o rozpoczęciu budowy drugiej linii metra była przyśpieszana z powodu Euro 2012. Kibic miał metrem dojechać pod stadion. Dzisiaj wiadomo, że nie dojedzie. Drugi argument- wybory na prezydenta miasta. Druga linia to był haczyk na wyborcę. Czy wyborca wiedział jakim kosztem? Czy nie lepiej było zgromadzić większe pieniądze i zbudować nową linię później, ale za to metodą, która nie zaburzy rytmu komunikacyjnego miasta?
I na koniec . Czy ktoś mógłby mi podać przykład stolicy, której centrum podobnie zablokowano przy okazji budowy metra? Czy znowu bijemy jakiś rekord organizacyjnej fuszerki?


Komentarze
Pokaż komentarze (1)