Wystąpienie Sikorskiego wywołało emocjonalną burzę, nie mającą jednak niż wspólnego ze zdroworozsądkową oceną sytuacji. Z jednej strony PiS i Ziobryści, którzy już oskarżają o narodową zdradę ( jak na razie jeszcze wystąpienie ministra było tylko wystąpieniem ministra), z drugiej pro-tuskowe media załamują ręce na tymi oszołomami z PiS, co nie dostrzegają aktywnej troski rządu o naszą przyszłość w Unii. Gdyby oddzielić emocje od rozumu, w programach informacyjnych znalazłabym natychmiast rzeczową dyskusję z odpowiedzią na następujące pytania:
- czy minister Sikorski mógłby wyjaśnić swoim obywatelom, co właściwie miał na myśli? Jak sobie wyobraża rolę i status Polski w przyszłej Unii ( to samo pytanie do premiera, który podczas expose tego nie wyjaśnił)
- dlaczego w naszym interesie leży mocniejszy związek z państwami strefy euro, podczas gdy kłopoty mają państwa z tej strefy a nie te spoza niej.
- jaką rząd ma wizję przyszłej Unii, czy i co należałoby w niej zmienić, gdyby Polska mogła o tym decydować ( np. kwestia braku demokratycznego umocowania i demokratycznej kontroli władz Unii, panoszący się socjalizm itp.)
Wystąpienie ministra powinno być impulsem i pretekstem do szerokiej, publicznej debaty nad tym, jaka ta Unia powinna według nas być, jakiej Unii chcemy, do jakiej dążymy a jaka nam nie odpowiada. Czas przestać mówić o niej z nabożnym szacunkiem( niektórzy wciąż tak mają ), a zacząć dyskutować o twardych realiach i naszym narodowym interesie. Nie można wciąż udawać, że taki w Unii nie ma racji bytu, bo mamy wspólnotę. Nawet dziecko widzi dzisiaj, że poszczególne państwa dbają przede wszystkim o siebie. Pomoc dla Grecji nie wynika z porywów szlachetności, tylko dbałości o niemiecką gospodarkę i banki.
Walka PO-PiS nie ma dziś sensu, wybory za cztery lata. Dzisiaj mamy walącą się Unię i jeśli mamy w tym zamęcie wylądować miękko, to trzeba dyskusji, a nie potakiwania dla wszystkiego, co rząd wyprawia. Federacja? Nikt nam wcześniej o tym nie mówił. Jak w 2004 tym niektórzy ostrzegali, że wchodząc do Unii tracimy część suwerenności, to ich zakrzykiwano, bo „sieją defetyzm”. A dziś, jak mowa o federacji, to znowu słyszę: „przecież wiadomo, że podpisując traktat utraciliśmy suwerenność”. Otóż nie! Jan Kowalski, oglądacz telewizyjnych news- show, tego nie wiedział. I dzisiaj się może mocno zdziwić.
Rozmawiajmy, proponujmy, słuchajmy, ale dość tej głupiej pyskówki pod trzepakiem!


Komentarze
Pokaż komentarze