Zmarł Andrzej Filipiak. To ten, co podpalił się pod siedzibą premiera. Z biedy, bezradnośći, upokorzenia. Nie chciał protestować ani krzykiem, ani transparentem ani marszem. Wybrał umieranie. Próbowałam sobie wyobrazić, co czuł idąc Alejami Ujazdowskimi z butelką benzyny w ręku. Czy miał jeszcze nadzieję, że ktos go zatrzyma? Myślał o bliskich? Czy zadawał sobie sprawę, jak bardzo będzie cierpiał? A może tego własnie chciał? Liczył w skrytości ducha, że ludzie usłyszą jego niemy krzyk? Że usłyszy premier i jego sumienie? Na jaki efelkt liczył? Zastanawiam się, czy brał pod uwage, że jego śmierci nikt nie zauważy? Wydwałoby się, że to niemożliwe, ajedank... Media prawie milczą, premier ma na głowie garnitury i Elbląg. Zostają obywatele. Większośc obojętna. Niektórzy będą pamiętać. Zacznijmy od znicza. Nie możemy zapomnieć. On był jednym z nas. Człowiekiem, który potrzebował pomocy.


Komentarze
Pokaż komentarze