Rząd podniósł płace minimalną o 80 złotych. Rzekomo- dla dobra pracownika. Ludziska się cieszą, nawet moja córka z papierem magistra skomentowała- „fajnie”! Niestety, doświadczenie mówi, że oznacza to poprawę bytu jedynie zatrudnionych już, na najniższych stawkach, pracowników wielkich firm ( tam właśnie istnieję związki zawodowe, które o te podwyżkę walczyły). Inni tracą. Mali przedsiębiorcy, bo nie zatrudnią, a zwolnią, oraz niewykwalifikowani bezrobotni- bo im trudniej będzie znaleźć pracę. Można było inaczej. Zamiast podnieść płacę minimalną wystarczyło podnieść wysokość kwoty wolnej od podatku. Co byłoby dla rynku neutralne, dla pracownika- odczuwalne, a dla elementarnego poczucia przyzwoitości- oczywiste. We Francji np. kwota wolna od podatku to prawie 6000 euro! (U nas- w przeliczeniu -ok. 770 euro) I to stanowi ok 17 % rocznych przychodów, gdy tymczasem w Polsce – ok 7%. W Austrii ta kwota to 11 tys euro ( 27% rocznych przychodów), w Niemczech – ponad 8000 euro. Wynika z tego, że nasze państwo łupi bezlitośnie najuboższych. Wolne od podatku, 3000 złotych, to kwota za którą w żaden sposób nie da się przeżyć 365 dni. A jednak państwo uznaje, że nawet w takim przypadku stać obywatela na podatek. Jest to nieludzka pazerność, łupienie i grabież, którą kontynuują kolejne rządy ( chociaż dochody z PIT stanowią jakieś 12-13 procent budżetu).


Komentarze
Pokaż komentarze (4)