Kiedy na paskach stacji informacyjnych przez kilka godzin nie było nic poza informacjami z miejsca wypadku samochodowego, pomyślałam sobie ( poza wspołczuciem dla rodziny ofiar): dziennikarze, w okresie posuchy świątecznej, złapali newsa! Jak nic innego się nie wydarzy, nie zdziwię się, gdy za chwilę premier wystąpi o podwyższenie kar za jazdę po pijanemu. I wykrakałam.
Po raz kolejny mamy jasno pokazane, co zmusza premiera do działania. Nie sytuacja gospodarcza, bieda, wizja lepszego państwa, statystyki ilustrujące degrengoladę polskiej nauki czy dostępu do lekarza. Nic z tych rzeczy. Jedny impuls do aktwyności władzy, dają media. Okropny wypadek, spowodowany przez pijanego kierowcę ( jeden z wielu przecież), z braku innych mocnych newsów w okresie okołoświątecznym, skupił na sobie całą uwagę mediów. Relacje nażywo, eksperci, politycy itd. Normalka.Skoro we wszytkich stacjach ( i pewnie w domach) mówi się o jednym, to premier postanowił zareagować. Jak? Tak samo jak zwykle. Czyli groźbą zmiany prawa. Tak było przy aferze z automatami, pedofilskiej i wielu innych. Telewizyjne debaty wymuszają reakcję premiera. Chociaż czasem kończy sie na groźbach, albo zmiany nic nie dają ( automaty, doplacze), to PR działa.
Nie sądzę, żebym pierwsza zauwazyła ten mechanizm. Zastanawiam się, dlaczego do tej pory media wykorzystały go do wymuszenia na władzy, naprawy państwa. Na przykład nagłasniając mocno zdarzenia, w których to podatki i aparat urzędniczy niszczą całe rodziny. Przecież tak się dzieje! Może jedna, dwie takie zmasowane akcje zmusiłyby rząd do zmiany systemu. Nic innego nie jest w stanie.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)