Jakiś czas temu wielkii filozof,co ja gadam, wielki wszystkozof amerykański, o nieco ukośnym spojrzeniu przed się, pan Franek Fukuyama,obwieścił-był koniec historii , oraz katalog innych,całkiem dorzecznych i na czasie prawd, sprowadzających się do pointy,że wszystko już było,a więc się skończyło,bo nie trzeba więcej.
Wielu ludzi dało się uwieść wizji fukuyamskiej, ponieważ istotnie, dostrzegli koniec znanej im kultury, którą z pewnym sukcesem zastąpiła pop-kultura, z tą klasyczną, mało mająca wspólnego.
A tu raptem,jak nie gruchnie internet, a z nim globalna wiocha i homo sapiens, a jeszcze bardziej, homo ludens, mający pole do popisu. Wszyscy pamiętamy nieosiągalny obiekt powszechnej pożądliwości - komputer.Dziś - trzecia ręka rozumu,cokolwiek pod pojęciem rozumu się kryje.
Wymagana jest więc dygresja : internet zmienia się i ewoluuje pod wpływem użytkowników, ale i ludzie zmieniają się pod wpływem internetu.
Najogólniej wygląda to tak,że następuje polaryzacja wskutek której dzielimy się na w miarę rozsądnych, całkiem rozsądnych i rozsądnych , oraz na niepoliczalne stada małp internetowych.
Jak powiada mój znakomity przyjaciel Gargangruel,istot zainteresowanych tylko gołymi dupami i gołymi dupami z dodatkiem. Wydaje się jednak, że nie do końca rozumiemy kierunek rozwoju tego tu medium,wskutek czego czasem ma się wrażenie, że dajemy się mu unosić, nie zważając na kierunek,sens i cel.
Wielka była awantura o blogerkę Katarynę; wrzask powstał i tumult przeciw wrażym i nieetycznym intencjom pewnej gazety codziennej,która gwałtem i przemocą chciała pozyskać onąż Katarynę dla swoich celów. W obronie blogerki powstaliśmy wszyscy po to, aby dziś poczytać sobie jej komentarz w "Dzienniku". Podobno fragment.
Podobno na tym świecie nie ma nic pewnego.
Teraz siądniemy i będziemy ( prowokacja ? ) sobie rozmyślać.




Komentarze
Pokaż komentarze (7)