Z dna pogodnego cierpienia, z rozdroża ubogiego,
Z sinej mgły po widnokres, u bram pustki siedzący,
Podnoszę do Ciebie głos, mój Panie, do Twoich uszu wołam.
Odsuń ode mnie puchar goryczy,odbierz mi pewność
zwątpienia,
Powierzam Ci moje imię, bo tylko jeden możesz
Zatrzymać piasek - nie w klepsydrze lecz w mojej mandali.
Andragoga mi wskaż pokory, abym ze zgody
Na to co jest, pobudował oręż przydatny na jutro.
Pragnę uwierzyć że Twoja
Opatrzność wciąż jeszcze wierzy we mnie.
O nie, nie dopraszam się premii,nagrody,
Za wątpliwe zasługi moje,
Ale tylko jedynie o spokój na te dni przedostatnie.
I wybacz , prosżę, że czynię co czynię,
Bez pośrednika, bez biura - hej ho ! - podawczego.
( AMEN )



Komentarze
Pokaż komentarze (9)