adam128
adam128
adam kadmon adam kadmon
331
BLOG

NIE WSZYSTKICH ŚWIĘTYCH

adam kadmon adam kadmon Kultura Obserwuj notkę 3

                                                   trzy lata temu napisałem tekst tego samego dnia co dziś nie był ani lepszy ani gorszy czy też oryginalny wyrażał podobnie jak teraz to co czuję albo jak wolisz to co według siebie  powinienem czuć  czułem zwątpienie  bo to się tak ma w określonym miejscu i czasie zwłaszcza gdy trzeba odnieść się do OSÓB

                                                       góra to zbyt wiele powiedziane wchodzisz  w miejsce w którym ulica lipowa wpada rondo skąd  rozjazd na bydgoszcz szczecin jakąś piłę i inne pobliskie znaki na mapie widząc jak w zakończeniu płonie to miejsce jest wieczór bo  to musi być wieczór bo wtedy jest ten moment nasączony  zapachami  świec igliwiem i czym tam jeszcze co nieokreślone ale jest bardziej to powiadam czujesz jak widzisz i cienie w alejkach

                                              cienie mojej biografii bo ja wciąż żyję, nie ważne czym jest  moja osobista egzystencja  żyję i jak   karykatura pana cogito kuśtykam główną aleją nekropolii  rozpoznając was  cienie według doświadczenia  żywota  spotkań przypadków   ktoś kiedyś mi się objawił może było odwrotnie zapach tuj świerków rozmaitych krzewów igliwie igliwie igliwie dopiero tu wiesz jak inne potrafią być zapachy  igieł świec i ludzi którzy żyją idą  rozmawiają ze swoimi zmarłymi roznoszą   prywatną pamięć jak  chorągiewki na wietrze to ja to ty to oni ale w tym szczególnym momencie  ciemnieje miejsce rozjaśnia się pamieć na moment wedle życzenia

                                         jestem

                   witam was pwstające wspomniena i widzę waszą postać pańską niewielką głowę panie  adamie giedrysie wciąż na poddaszu pańskiej kamienicy tkwi obserwatorium z którego widujemy te same gwiazdy kto inny i w zupełnie innej ilości ogląda szkoda komentarza szkoda słów niech wystarczy zapewnienie że na mieście  na deptaku jest  pańska ławeczka taka dziś moda na te meble na rozstaju dróg między starymi a nowymi czasy pamiętam nie chciano usłyszeć pańskego wołania a tak niewiele  potrzebował pan

                                    witam inżynierze leniec nie miełiśmy sposobności poznać się bilżej jak przykro  jednak wierzę , że tam mają wynalazki  bezpieczniejsze od pańskiego ostatniego  ultralightu jakże po niebie   kręci się korkociągi dzieńdobrywieczór panowie posłowie i panu  panie senatorze uduszony wileńską kluską też musiałem   pana powitać ponieważ tylko obaj po latach trzydziestu kilku pamiętaliśmy jakim był pan dla mnie nauczycielem historia wywinęła panu niezłego psikusa tam w wilnie w ostrej bramie i tu gdzie leżysz

                            z  panem jerzy auguście hrabio ( książę ?) sułkowski gadał   dziś nie będę czas abyśmy doszli  z sobą do ładu przecież to też jakiś psikus że umierał pan na moich rękach w tym szpitalu w którym każda dobra siostra była panu  na koniec osobistą nieprzyjaciółką panu arbitrowi wszelkie elegancji i kindersztuby panu ubogiemu  jak kloszard panu niepodległemu jak nikt w  czasie zniewolenia panu zaczytanemu w publicznej czytelni panu którego osobiście pochowałem  w końcu stanu wojennego a grobu nie mogę odnależć   nikt nie zadbał nikt nie skojarzył że  oto w  sz.  żył i spoczął ostatni z pokolenia  augusta sułkowskiego potomka   augusta mocnego wettyna bądż zdrów  w swoim sarkastycznym  widzeniu rzeczywistości chociaż prawie wszystko co nam powiadałeś  przy  tanim grzanym  winie do dziś prosi się o cytaty  hrabia sobański miesiąc temu kazał mi pana natychmiast odszukać  nie  mam czasu ale odnajdę czekają czekają na wieść w krakowie

                         jako rzekłem wzgórze wyniosłe i podwójne z oddali zdaje się miejscem godnym parku widoku bo  wkoło rozciąga sie płaszczyzna  z osiedlami domków z dawnymi sowieckimi koszarami to wszystko wciśnięte pomiędzy przesmyk który okalają dwa jeziora jedno duże i słynne wyciągiem nart wodnych a drugie ogomne na którym wyspa dwakroć większa od państwa watykan      

                                           idę mijając postument na którym epitafium z orłem dla alianckich lotników poniżej plac  grobu zbio-rowego czerwonej armii tam też palą znicze chociaż o miasto sz. żadna armia od napoleona krwawych bojów nie toczyła tylko pożary reformacja i niespokojne wody obu jezior  i muszę na dłuższą chwilę stanąć obok romskiego grobowca zdewatowali go niedawno nieznani mówią że zawistny klan a tam rozpostarte białe obrusy tace z jedzeniem wino i okowita i grają na akordeonach i gitarach skrzypek nie widzę ale też nie  dostrzegam wrogości w mrocznych oczach przechodniów raczej zaciekawienie ale już akceptujące

                                                  nie pierwszy raz to widzą a przecież oni cyganie tylko grają i śpiewają nie tańczą niesie pogłos   te akordy tęsknota  i pamięć ma  kształt i sens  jak tego pragną ludzie mijam kolejne cienie napiłbym się czegoś zwłaszcza z moim polonistą profesorem ch. który ostatnie znane mi z relacji lata i dni spędził na kanapie w pokoju z podkulonymi pod siebie nogami przecież pod wyrem czaił się krokodyl lecz jak go zidentyfikować między tymi zjawy, gdy się odnalazł żywy niedawno miesiąc  ledwie minął w czeredzie  ośrodka dla nieuleczalnych drinkmanów  do diaska widzę też że i dawnych sąsiadów przybyło moja babka

                                            po której mam wileńskie korzenie  i tyle wart co wart herb ostoja przecież po kądzieli tatko był z pokolenia hucułów ciekawy aparat gdy związał się z pkp w 1937 tak dotrwał z firmą do 1975 w doli i niedoli przez wszystkie najazdy i okupacje taki  hucuł z  nowej wilejki ( nowowilejki ) pod wilnem a mamusia była wilnianka a katedra jej parafią była a po wojnie w  domu ojców była raz i powróciła w milczeniu i o  strachu długo nie mówiła  nic.

                                                         ile cisz można policzyć w milczeniu gdy gada się z cieniami gdy odpowiadają i jest oczywiste że wciąż nie powiedzą prawdy o sobie bo musiałaby być to także prawda o tobie o mnie o nas którzy  są w krwi nie już z krwi i gliny i memuarów

                                                      z resztą większość z nich padła nie napisana

                                          ta podwojona wyniosłość kończy się nagle wyprofilowanym nasypem po jego łuku podwójnym torowiskiem zmierzają pociągi  środkiem pomorza do gdańska bydgoszczy poznania szczecina i dalej na wrocław za tym torem za nekropolią pamiętającą niemców i pobliską zydowska maleńką bożnicę  jest  nowe osiedle nowe życie nowe płoty i zwarte szeregi cyprysów odgradzające nowych mieszczan od siebie

 pięćdziesiąt metrów od tych torów między czterema szeregami mogił w  pospolitej kwaterce leżą  moja mama zmarła wcześniej i tata nienawidzący się oboje  lat  dobrych czterdzieści czego jedynym owocem jestem ja  nigdy nie odeszli od siebie na dłuższą chwilę nawet teraz muszą się znosić po kolei zapalam latarenki złudnej pamięci poprawiam chryzantemy i idę  z powrotem  wzdłuż   głównej alei gdzie  jak  myślę wciąż mimo płatków  śniegu jest  za cmentarną bramą sprzedawca  cukrowej waty na patyku

 

 

adam kadmon
O mnie adam kadmon

Jestem istotą czującą , która swoje przeżyła.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Kultura