trzy lata temu napisałem tekst tego samego dnia co dziś nie był ani lepszy ani gorszy czy też oryginalny wyrażał podobnie jak teraz to co czuję albo jak wolisz to co według siebie powinienem czuć czułem zwątpienie bo to się tak ma w określonym miejscu i czasie zwłaszcza gdy trzeba odnieść się do OSÓB
góra to zbyt wiele powiedziane wchodzisz w miejsce w którym ulica lipowa wpada rondo skąd rozjazd na bydgoszcz szczecin jakąś piłę i inne pobliskie znaki na mapie widząc jak w zakończeniu płonie to miejsce jest wieczór bo to musi być wieczór bo wtedy jest ten moment nasączony zapachami świec igliwiem i czym tam jeszcze co nieokreślone ale jest bardziej to powiadam czujesz jak widzisz i cienie w alejkach
cienie mojej biografii bo ja wciąż żyję, nie ważne czym jest moja osobista egzystencja żyję i jak karykatura pana cogito kuśtykam główną aleją nekropolii rozpoznając was cienie według doświadczenia żywota spotkań przypadków ktoś kiedyś mi się objawił może było odwrotnie zapach tuj świerków rozmaitych krzewów igliwie igliwie igliwie dopiero tu wiesz jak inne potrafią być zapachy igieł świec i ludzi którzy żyją idą rozmawiają ze swoimi zmarłymi roznoszą prywatną pamięć jak chorągiewki na wietrze to ja to ty to oni ale w tym szczególnym momencie ciemnieje miejsce rozjaśnia się pamieć na moment wedle życzenia
jestem
witam was pwstające wspomniena i widzę waszą postać pańską niewielką głowę panie adamie giedrysie wciąż na poddaszu pańskiej kamienicy tkwi obserwatorium z którego widujemy te same gwiazdy kto inny i w zupełnie innej ilości ogląda szkoda komentarza szkoda słów niech wystarczy zapewnienie że na mieście na deptaku jest pańska ławeczka taka dziś moda na te meble na rozstaju dróg między starymi a nowymi czasy pamiętam nie chciano usłyszeć pańskego wołania a tak niewiele potrzebował pan
witam inżynierze leniec nie miełiśmy sposobności poznać się bilżej jak przykro jednak wierzę , że tam mają wynalazki bezpieczniejsze od pańskiego ostatniego ultralightu jakże po niebie kręci się korkociągi dzieńdobrywieczór panowie posłowie i panu panie senatorze uduszony wileńską kluską też musiałem pana powitać ponieważ tylko obaj po latach trzydziestu kilku pamiętaliśmy jakim był pan dla mnie nauczycielem historia wywinęła panu niezłego psikusa tam w wilnie w ostrej bramie i tu gdzie leżysz
z panem jerzy auguście hrabio ( książę ?) sułkowski gadał dziś nie będę czas abyśmy doszli z sobą do ładu przecież to też jakiś psikus że umierał pan na moich rękach w tym szpitalu w którym każda dobra siostra była panu na koniec osobistą nieprzyjaciółką panu arbitrowi wszelkie elegancji i kindersztuby panu ubogiemu jak kloszard panu niepodległemu jak nikt w czasie zniewolenia panu zaczytanemu w publicznej czytelni panu którego osobiście pochowałem w końcu stanu wojennego a grobu nie mogę odnależć nikt nie zadbał nikt nie skojarzył że oto w sz. żył i spoczął ostatni z pokolenia augusta sułkowskiego potomka augusta mocnego wettyna bądż zdrów w swoim sarkastycznym widzeniu rzeczywistości chociaż prawie wszystko co nam powiadałeś przy tanim grzanym winie do dziś prosi się o cytaty hrabia sobański miesiąc temu kazał mi pana natychmiast odszukać nie mam czasu ale odnajdę czekają czekają na wieść w krakowie
jako rzekłem wzgórze wyniosłe i podwójne z oddali zdaje się miejscem godnym parku widoku bo wkoło rozciąga sie płaszczyzna z osiedlami domków z dawnymi sowieckimi koszarami to wszystko wciśnięte pomiędzy przesmyk który okalają dwa jeziora jedno duże i słynne wyciągiem nart wodnych a drugie ogomne na którym wyspa dwakroć większa od państwa watykan
idę mijając postument na którym epitafium z orłem dla alianckich lotników poniżej plac grobu zbio-rowego czerwonej armii tam też palą znicze chociaż o miasto sz. żadna armia od napoleona krwawych bojów nie toczyła tylko pożary reformacja i niespokojne wody obu jezior i muszę na dłuższą chwilę stanąć obok romskiego grobowca zdewatowali go niedawno nieznani mówią że zawistny klan a tam rozpostarte białe obrusy tace z jedzeniem wino i okowita i grają na akordeonach i gitarach skrzypek nie widzę ale też nie dostrzegam wrogości w mrocznych oczach przechodniów raczej zaciekawienie ale już akceptujące
nie pierwszy raz to widzą a przecież oni cyganie tylko grają i śpiewają nie tańczą niesie pogłos te akordy tęsknota i pamięć ma kształt i sens jak tego pragną ludzie mijam kolejne cienie napiłbym się czegoś zwłaszcza z moim polonistą profesorem ch. który ostatnie znane mi z relacji lata i dni spędził na kanapie w pokoju z podkulonymi pod siebie nogami przecież pod wyrem czaił się krokodyl lecz jak go zidentyfikować między tymi zjawy, gdy się odnalazł żywy niedawno miesiąc ledwie minął w czeredzie ośrodka dla nieuleczalnych drinkmanów do diaska widzę też że i dawnych sąsiadów przybyło moja babka
po której mam wileńskie korzenie i tyle wart co wart herb ostoja przecież po kądzieli tatko był z pokolenia hucułów ciekawy aparat gdy związał się z pkp w 1937 tak dotrwał z firmą do 1975 w doli i niedoli przez wszystkie najazdy i okupacje taki hucuł z nowej wilejki ( nowowilejki ) pod wilnem a mamusia była wilnianka a katedra jej parafią była a po wojnie w domu ojców była raz i powróciła w milczeniu i o strachu długo nie mówiła nic.
ile cisz można policzyć w milczeniu gdy gada się z cieniami gdy odpowiadają i jest oczywiste że wciąż nie powiedzą prawdy o sobie bo musiałaby być to także prawda o tobie o mnie o nas którzy są w krwi nie już z krwi i gliny i memuarów
z resztą większość z nich padła nie napisana
ta podwojona wyniosłość kończy się nagle wyprofilowanym nasypem po jego łuku podwójnym torowiskiem zmierzają pociągi środkiem pomorza do gdańska bydgoszczy poznania szczecina i dalej na wrocław za tym torem za nekropolią pamiętającą niemców i pobliską zydowska maleńką bożnicę jest nowe osiedle nowe życie nowe płoty i zwarte szeregi cyprysów odgradzające nowych mieszczan od siebie
pięćdziesiąt metrów od tych torów między czterema szeregami mogił w pospolitej kwaterce leżą moja mama zmarła wcześniej i tata nienawidzący się oboje lat dobrych czterdzieści czego jedynym owocem jestem ja nigdy nie odeszli od siebie na dłuższą chwilę nawet teraz muszą się znosić po kolei zapalam latarenki złudnej pamięci poprawiam chryzantemy i idę z powrotem wzdłuż głównej alei gdzie jak myślę wciąż mimo płatków śniegu jest za cmentarną bramą sprzedawca cukrowej waty na patyku




Komentarze
Pokaż komentarze (3)