Sto lat temu byłbym człowiekiem podeszłego wieku, durnowato cieszącym się z każdej chwili oddechu ,wolnego od doskwierającego pierdnięcia, wierzącym,że jeszcze pociągnie. Opartym egzystencjalnie o dobrą , litościwą rodzinę , albo radzącym sobie na żebrach pod kościołem.
Lub , jak Michał Bałucki - najweselszy z pisarzy sceny - kończącym ze sobą , z odrazą dla cnót wyznawanych i czasu, w którym co przyszło, to przeszło.
Polska jesień to czas zły dla mniemanych ( co nie znaczy, że fałszywych ) wrażliwców. Jak bardzo zły, wiedzą o tym górale , gdy duje halny, a wiedzą też rybacy morscy,którym łodzie i kutry bezradnie kołyszą się po portach. Bo sztorm. I nie ma mądrego,chyba, że jest za co wypić. I rolnik jest , równie niepewny, patrzący w mokre, zasnute niebo ; myśli o wzejściu jesiennych zasiewów, jak o trafieniu w ruletce.
Niebagatelny jest krótki dzień : zbyt wiele obowiązków, jeśli nie z potrzeby, to z przyzwyczajenia, wypada spełnić w świetle dziennym, a tu akurat, nawet pies zachowuje się inaczej - jest, a jakoby go mniej. Tylko poeci mają odwrotnie. Jesień, to czas najlepszego strofotwórstwa ; każda struna gra,każdą minoderię powszedniości, zamienisz w cud-miód. Pod jednym jednak waruneczkiem - że masz talent. Wiosną poeta zamiera, zamienia się w ogiera i stąd tyle dziewczyn o błędnym spojrzeniu, namiętnie piszących po necie. Ale też...
Gdy nie rajcuje nas już, tak jak zwykle, przymus obchodzenia Świąt - z tą samą celebrą , w tym samym gronie, w wiszących w oczekiwaniu na głos, tych samych tekstach, w gestach spod choinki, gdy mamy dość koszmarnego idioty w czerwonym kubraczku z czerwonym nosem i dżinglujących belli, to pozostaje nam tylko - oswoić póżnojesienny spleen.




Komentarze
Pokaż komentarze (12)