foto: Kazimierz Fałowski
foto: Kazimierz Fałowski
adam kadmon adam kadmon
653
BLOG

K S : ZEZNANIA KONSPIRUJĄCEGO ZWOLENNIKA

adam kadmon adam kadmon Kultura Obserwuj notkę 17

 

                                                                Wybacz drogi Czytelniku, że będąc nawet przy   dwudziestym siódmym akapicie, nie znajdziesz nic o wieszaniu. To nie ten tekst.   Ale, opowiem jak było.

                                                      Piękną wiosnę mieliśmy w okolicy połowy czerwca 2006 roku. Do ręki wpadła mi gazeta wszystkich gazet, czyli ANGORA. A tam   było o tym, jak gromada zapaleńców z N. Sącza i Krakowa,za swoje pieniądze i z powodów szlachetnych, acz zupełnie niezrozumiałych,by nie rzec dosadniej - alogicznych , odtworzyła w czynie społecznym  polskie regalia,czyli klejnoty koronne, które w diabelnie skomplikowany sposób ukradli szlachetni Prusacy i nie przyznali się do tego. Dość rzec, że mielismy klejnoty, w tym tzw koronę Bolesławową, a teraz  pozostał nam jeno  Szczerbiec - zapewne póżnośredniowieczna podróba.

                                              Wielką pracą : żmudną, niezwykle staranną, poprzedzoną studiami nad przedmiotem, której z prywatnych kies poświęcono   niebagatelny grosz na  zakup blisko kilograma złota, prawie  kilograma  srebra,  a także innych  precjozów - a to szafirów, szmaragdów, pereł, rubinów   itd: pięknie i wiernie odtworzono   polskie regalia.  Na chwałę  Rz-plitej, ku pamięci potomnych.

                                         Pomysłodawca  dzieła, pan Adam Orzechowski z N. Sącza, twierdzi,że za działaniami jego  i towarzyszącej  mu grupy pasjonatów, stały  wizja  i wola  dwóch profesorów - historyków sztuki  - Michała Rożka z Krakowa i  Jerzego Lileyki z Warszawy. Wymieniam tu pozostałe osoby, które pracę swą i talent poświęciły dziełu odtworzenia. Są to  wspomniany przeze mnie inicjator - Adam Orzechowski - jubiler i  antykawariusz, Jan i Karolina Tołyszowie,  Radosław Orzechowski, Paweł Mikulec, Józef Walczyk, Stanisław Nowak i b. prezydent  N.Sącza -   A. Wiktor,  Krzysztof Szmyd.   Nazwijmy to grono  szlachetnym mianem  regalistów polskich.

                                         Nie od  górnych i chmurnych idealistów, pełnych  sentymentalnych mrzonek, ale od nich właśnie wypłynęła idea powołania   ruchu monarchistycznego, co zaowocowało powstaniem  obywatelskiego przedsięwzięcia , nazwanego Konfederacją Spiską.  Powołano ją, jako stowarzyszenie,  na zamku w Starej Lubovni, nieopodal  Nowego Sącza,ale  już na słowackiej części   geograficzno-historycznej   krainy,zwanej Spiszem i stąd  KONFEDERACJA  SPISKA.   Czemu na Słowacji ? Ano, było taniej, a dyrektorka zamku -  sympatyczna i wielce pomocna. Pierwszym marszałkiem K S został oczywiście  pan Adam Orzechowski, pełniący tę  honorową i zaszczytną funkcję , juz po raz kolejny.

                                    Czym jest i co oraz kogo reprezentuje Konfederacja Spiska ?  Jest zbożnym, chociaż naturalnym życzeniem powrotu do tronu  Polski. Tronu utraconego  gwałtem , przemocą , intrygami i pospolitym łajdactem ; tak mocarstw ościennych, nieprzyjaznych reformującemu się w końcu XVIII stulecia państwu, jak i nikczemnymi  postępkami  łotrów rodzimego chowu.  Utraciliśmy niepodległość i państwo, jako monarchia konstytucyjna, w której król wraz z rządem stanowili władzę wykonawczą, a suwerenem był Naród. Tak stanowi Konstytucja  3-go Maja ( art VII)  i ku temu aktowi powracamy. Po to, aby w dobie pozbywania się wielu atrybutów suwerennej niepodległości, w dobie cesji na rzecz  omnipotencji  biurokratycznej brukselskiej, moglibyśmy mieć wielki, majestatyczny, bezdyskusyjny symbol państwa, jakim jest tron  i król z łaski Bożej i woli Narodu - panujący.    Do tego nawet nie trzeba karkolomnych, konstytucyjnych kombinacji; starczy korekta  w obecnie funkcjonującym akcie.  I bardzo wielu mądrych, oddanych, cierpliwych i zacnych ludzi,którzy podobnie jak odtwórcy klejnotów koronnych, zechcą poświęcić tej idei  swój czas, serce i roztropne działanie.  W realizację pomysłu zaangażowały się do tej pory setki ludzi, głównie  w Małopolsce, ale też poza nią. Na  Górnym i Dolnym Śląsku, w Zagłębiu, Pomorzu Zachodnim i w Warszawie.  Potrzebujemy  znakomicie  realizowanej propagandy i przychylnych osobistości; na razie jest ich jeszcze zbyt mało,ale niebawem - to się zmieni. To żaden wstyd, być wspólczesnym rojalistą w Polsce , zwłaszcza, że w ślad za tym  rojalizmem, żadne inne zaszczyty i honory nie pójdą.   I tytułów, majątków, splendorów także nie będzie. Nie są przewidziane, bo mamy wiele szacunku i zrozumienia dla dekretu Prezydenta RP z 1920 roku.  Zainteresowani wiedzą, o co chodzi.

                                            A mój w tym wszystkim, skromny udział ?   Po przeczytaniu w 2006 roku  artykułu, będącego przedrukiem z GAZETY KRAKOWSKIEJ, zadzwoniłem od dawnego znajomego w  redakcji. Ten zaś w te pędy, skontaktował mnie z ich oddziałem nowosądeckim,  z którego młody człowiek, jeszcze szybciej umożliwił mi  osobistą rozmowę z bardzo sympatycznym i elokwentnym człowiekiem - panem Adamem Orzechowskim. Takim sposobem zaproszono mnie na pierwszy zjazd , do Starej Lubovni.

                                           18-go września  br , siedziałem sobie  pięknym przedpołudniem na tarasie widokowym  hotelu PANORAMA, w Nowym Sączu, sycąc się  ciepłem promieni słonecznych, czystym bezchmurnym niebem i  widokiem  na  nurt Dunajca, obmywający nieodległy brzeg, za którym rozciąga się pięknej urody widok  na  tameczne wysokie kopce, aż po szczyty obsadzone pojedyńczymi  zabudowaniami ; zaiste, panorama zapierająca dech. Było  mi tym milej, bo zaraz po odebraniu telefonu od żony, która  przekazała, że u nas na Pomorzu Zach. ,właśnie  leje, zimnica i nic, tylko w w kominku  napalić.  A pal sobie, 800 km od tej panoramy i tego ciepła, że hej !   Tego wieczora, na konferencji sprawozdawczo-wyborczej K S , wyłoniono nowy zarząd ( Generalność  K S ) ze   wspomnianym panem A. Orzechowskim, jako marszałkiem drugiej kadencji.  Zostałem,  więc członkiem tego zacnego Ciała i jego rzecznikiem,zdaje się, prasowym.

                                                            Nim to się jednak stało, siedziałem na tym tarasie, oczekując grona znajomych, gdy nagle mój spokój i kontemplację przerwało najście gości hotelowych. Kilka  osób, połączywszy dwa stoliki, rozsiadło się, dokładnie zasłaniając  mój  punkt widzenia.  Złotowłosa pani w średnim wieku przywoławszy kelnera do obsługi, spytała go   d o n o ś n y m   szeptem :

                  - A co to za rzeka, tam w dole płynie ? -

     Odrzekł-był ze śmiertelną powagą        :      -  Dunaj , łaskawa pani. - 

 Na to złotowłosa jeszcze donośniejszym szeptem, z nieskrywaną satysfakcją,  do towarzyszącego jej pana  :        -  A co ja ci mówiłam, stary durniu   ?! -

 

                      Ps : Anegdota, anegdotą, a zapomniałem dodać, że naturalnego stronnika w  naszych zamiarach, upatrujemy w  Polskim Stronnictwie Ludowym. Dość łatwo zgadnąć, dlaczego.

 

 

adam kadmon
O mnie adam kadmon

Jestem istotą czującą , która swoje przeżyła.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (17)

Inne tematy w dziale Kultura