Przywykliśmy do oglądu Kresów Wschodnich , przez pryzmat spraw, wydarzeń i rzeczy, toczących się we Lwowie, Wilnie, Stanisławowie, czy Grodnie. Cała reszta zasnuta była mgłą niedopowiedzeń , utartych poglądów wg. których Kresy były dla Koroniarzy z dziada pradziada, dziedziną zacofaną, trwającą w niewiarygodnych zaszłościach, zacofaną ponad miarę, w czym co tu kryć, niezwykle sugestywnie, współdziałała, jako strona kreatywna, komuna po 1945 roku. Nie było warto żałować utraconych ziem, bo przecież rekompensatą były Kresy Zachodnie. Teren,z którym ja jestem związany od narodzin, po coraz bliższe rozwiązanie indywidualnych problemów.
Nie jestem jednak autochtonem. Kaszubą, Złotowiakiem, Zakrzewianinem, wymarłym Słowińcem, po którym pozostały ślady w regionalnych muzeach i .... nieliche ziomkostwo za Łabą. Nie jestem,choćbym tego pragnął - Wenedą. Po Tatce jestem Galicjanin, z huculskimi korzeniami, Po Matuli - Wilniuk z samego centrum miasta; Katedra była parafią mojego Matczyska.
Jest w S-24 kilka osób, które dawały świadectwo, tak swoim sentymentom, jak poglądom dotyczącym dziejów obecnych i towarzyszącym im opresjom, w jakich znalazły się szczątki polskości materialnej i polskiego ducha. Te OSOBY serdecznie pozdrawiam.
Profesor Stanisław Nicieja kresowiakiem nie jest. Nie ma niczego wspólnego z duchem i materią tamtych ziem. A jednak, to właśnie on, w znakomitej gawędzie, podaje nam opowieść kresową, jakiej nie znamy, z jaką mieliśmy być może - styczność fragmentaryczną, jeśli nie pozorną. Profesor Nicieja, Ślązak, były rektor Uniwersytetu Opolskiego, snuje opowieść o ziemi dziś odległej, a bliskiej, w sposób niezwykle plastyczny. Faktografia, obraz, klimat, dawne zdjęcia, a do tego relacje - jego, jego rozmówców, ludzi spotkanych na drodze, ludzi rozpoznanych w innych miejscach pod słońcem ale nierozstających się z obrazami ziemi utraconej - to wszystko jest KRESOWĄ ATLANTYDĄ
Tą notką pragnę oddać Autorowi ATLANTYDY wielki szacunek i uznanie. Chcę też wyrazić nadzieję, że znajdzie się w tym kraju ktoś szlachetny i wielkiego rozumu, kto znajdzie w sobie energię i wolę, aby dzieło prof. Stanisława wydać tak, jak na to zasługuje. Nie w formie kartonikowej broszurki, porzuconej za regał księgarski, a jako wydarzenie publicystyczne, albumowe i istotne - dla opowieści o nas samych , których pamięć serdeczna i reminiscencje , towarzyszą danym nam dzisiaj dniom.
W jednej z odsłon KRESOWEJ ATLANTYDY, natrafiłem na relację dotyczącą przodka naszego znakomitego blogera, o którym bloger dotąd nie miał wiedzy ani pojęcia. To też jest pożytek z lektury, czego Szanownym Państwu, przy okazji życzę.
Wszystkim Osobom sekundującym mojej wczorajszej utarczce z administracją S-24 - pokłony i serdeczności.




Komentarze
Pokaż komentarze (4)