DOBRA. Odpuściłem sobie, jak ksiądz winy skruszonemu. Leżałem, spoglądałem na spowite mrozem to i owo, cieszyłem się z heraklicznych wysiłków sąsiada, gdy pełen młodego optymizmu, daremnie nie odpalał wozu. Po co trzyma w garażu drewno,a samochód pod chmurką ? Odbierałem z należytym skupieniem duży kubas herbaty z cytryną i dobrym miodem, łykałem aspirynkę, nie wymagałem towarzystwa ludzkiego, w postaci nawet mojego haus-gestapo, leniwie kartkowałem coś-tam para tom obok, pocierałem okular, oszczędzałem na papierosach, życzyłem sobie wcierania viprosalu w okolice lędżwiowo-krzyżowe i żyło mi się , jak pączkowi w maśle - prawie dni cztery.
Około dzisiejszego poranka, moja właścicielka, węsząc na mnie ot tak, poobieżnie , spytała :
- Chcesz może czegoś ? -
- Jasne , że tak ! Pomelo, raz, raz. -
- A na cholerę tobie pomelo, raz - raz ? -
- Bo jest tak abstrakcyjne, jak niedojrzały, czerwony, słodki grapefruit . -
- Co ty bredzisz, od rana, chłopie ? -
- I tą razą : piwo grzane z korzeniami , miodem, i wsadem rumu. -
Popatrzyła, jak zbieram swoje kości i wynoszę się do roboty. Pokręcony , ale żwawy. Szczęsny, że jej; wczoraj napisałem na lokalnym forum laudację na cześć miejscowej straży gminnej. Obiecałem powyrywać im wszystko, co mają najcenniejsze plus etaty. Niech je bierze policja . Mróz odpuszczał histerycznie ...


Komentarze
Pokaż komentarze (6)